ONI ZAWSZE MÓWIĄ, ŻE TO JUŻ SIĘ NIE POWTÓRZY

Piątek 2 czerwca.

Po opublikowaniu na Facebooku postu dotyczącego mojego badania rezonansem dostaję wiadomość od Ani. Kobiety, którą znam od 2008 roku. Kobiety, która pracowała u mnie 4 lata.

Ania: Witam i trzymam kciuki jestem 5 dzień w szpitalu i mam dość

Ja: Ojej a co się dzieje?

Ania: Nie słyszała pani mąż CHCIAŁ MNIE ZABIĆ. Tylko moje dzieci na tym ucierpiały.

Ja: O matko Boska!!! Nic nie słyszałam!! Jak to zabić??

Ania: Leżę z szwami na głowie z urazem głowy, niech pani poczyta na tcz.pl*

 

Wchodzę na stronę i czytam http://www.tcz.pl/index.php?p=1,47,0,wiadomosci&item=4a28184fc0aac31c&title=28latek-odpowie-za-usilowanie-zabojstwa-zony

 

Ania ma 33 lata. Ze sprawcą tej tragedii – swoim mężem – ma troje dzieci w wieku 5 lat, 3 lata i 7 miesięcy.

Spotykamy się po jej wyjściu ze szpitala. Ktoś musi pomóc nam – kobietom – zaczyna.

 

Ja: Pani Aniu, jak to się wszystko zaczęło? Jak się poznaliście?

Ania: Na dyskotece.

Ja: Ile Pani miała lat?

A: 26-27 – odpowiada z wahaniem w głosie.

Ja: A on?

A: 23. Był młodszy.

Ja: Zamieszkaliście razem?

A: Szybko zaszłam w ciążę. Ślub wzięliśmy po narodzinach najstarszego syna.

Ja: Czy od początku stosował wobec Pani przemoc? Choćby słowną?

A: Nieee, na początku było pięknie! Jak zawsze w takich historiach.

Ja: Kiedy pierwszy raz podniósł na Panią rękę?

A: Już po ślubie.

Ja: Często tak się działo?

A: To zależało od jego nastroju. Jak mu coś nie pasowało to wtedy…

Ja: Ktoś o tym wiedział, że on Panią bije? Mieszkaliście przecież z jego ojcem.

A: Tak, ojciec wiedział, ale był chory.

Ja: Zgłosiła to Pani na policję?

A: Była założona Niebieska Karta. Założyłam ją, jak najstarszy syn miał ze dwa latka.

Ja: Czy policja coś zrobiła poza założeniem Niebieskiej Karty?

A: Nic. Tylko spisali.

Ja: Mówiła mi Pani, że po założeniu Niebieskiej Karty on się trochę uspokoił. Na długo?

A: Uspokoił się do wyjazdu do Anglii.

Ja: Kiedy wyjechał?

A: Średni syn był już na świecie. Był tam trzy miesiące. Przyjechał stamtąd tak jak stał. Bez pieniędzy, bez bagaży, bez ciuchów. Wszystko zostawił tam, gdzie mieszkał. U kuzyna.

Ja: Czy zdarzyło mu się bić dzieci?

A: Nie. Nigdy.

Ja: A czy dzieci były świadkami tego, że on Panią bije?

A: No tak.

Ja: Czy opieka społeczna się Wami interesowała?

A; Nie. Tylko jak była Niebieska Karta. Wtedy pracownik musi przychodzić. Pytali mnie tylko czy wszystko OK. Ja mówiłam, że tak. Z nim rozmawiali dużo, że ma się uspokoić. Nie wiem dokładnie o czym, bo z nim rozmawiali osobno i ze mną osobno.

Ja: A na co dzień jak żyliście jako małżeństwo?

A: On – kanapa, internet i to wszystko. Ja – wszystko. Dom-ja, obiad-ja, sprzątanie-ja, dzieci-ja.

Ja: Czy on pracował teraz?

A: Po przyjeździe z Anglii dwa lata nie pracował. Ja nie miałam jak pójść do pracy.

Ja: To z czego żyliście?

A: No z zasiłków.

Ja: Niech mi Pani opowie co się wydarzyło tamtego wieczoru.

A: Coś mnie obudziło. Nie pamiętam, czy dziecko zaczęło płakać czy sama się obudziłam. Poszłam do kuchni. On tam czekał z tłuczkiem do mięsa w ręce. Przy zlewie dostałam dwa razy w głowę. Potem jak się trochę otrząsnęłam, bo wiadomo – zamroczyło mnie – chciałam mu go zabrać. Przy szarpaniu wyrwał mi palec ze stawu. Po prostu chciałam mu to zabrać. To się przekręciło. Po jednej stronie trzonka był tłuczek, a po drugiej była siekierka. I tą siekierką dostałam jeszcze. Wtedy dopiero zdążyłam mu to wyrwać, a on się obrócił i tak jak stał, bez butów bez niczego wybiegł.

Ja: I gdzie pobiegł?

A: Nie wiem. Ja od razu się pozamykałam. Jeszcze telefonu nie miałam. Poleciałam szybko na balkon zobaczyć u kogo pali się światło, żeby ktoś wezwał policję. Dobrze, że koleżanka nie spała.

Ja: Dzieci się obudziły?

A: Tak, obudziły się. Średni syn dzień po zdarzeniu mówił policji, że tata mamę młotkiem bił. Trzyletnie dziecko. – Ani łamie się głos – Wczoraj dzieci mnie pytały: Mamo, a czy Ty już jesteś zdrowa? Czy taty już nie ma?

Ja: A dzieci się go bały?

A: Nie wcześniej nie bały się. Ale teraz się boją. Nie pojechałam w nocy do szpitala. Dopiero rano pojechałam do szpitala. Nie miałam z kim dzieci zostawić.

Ja: Policja nie wezwała pogotowia??? Opieki społecznej, żeby ktoś się dziećmi zajął??? Przecież Pani miała rozwaloną głowę, złamaną rękę… – nie mogę w to uwierzyć!!!

*fragment z wypisu ze szpitala

A: Nie, nie wezwała. Rano zaprowadziłam dzieci do sąsiadki i chciałam iść do przychodni. Spotkałam jego koleżankę, kojarzyłam ją tylko i ona od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Zapytała co się stało i powiedziałam, że mąż mnie pobił. Ona zamówiła taksówkę, bo nie miałam żadnych pieniędzy i pojechała ze mną na pogotowie.  Nie musiała tego robić. Siedziała tam ze mną. Potem zabrali mnie do Gdańska na operację. Zrobili mi tomograf.

Ja: W tej chwili mąż jest w areszcie? Ma postawiony zarzut usiłowania zabójstwa?

A: Tak. Grozi mu do 25 lat.

Ja: A dzieci?

A: Dzieci są w rodzinach zastępczych. Nikomu nie życzę takiej rozłąki. – Ania płacze. –

Niech się kobiety obudzą, naprawdę.

Ja: Co się działo tego dnia, kiedy to się stało? Widzieliście się tego dnia?

A: Tak, on był cały dzień w domu. Od kilku dni był w ciągu. Alkoholowym.

Ja; Czyli był pijany jak to zrobił?

A: Tak. On miał udawane L4. Już kombinował, jak rzucić pracę. Już za długo.

Ja: Pił od początku jak się poznaliście?

A: Nie zaczął później. Dużo później. Pił w weekendy, jak nie szedł do pracy. I awanturował się tylko jak był pijany.

Ja: Jak Pani myśli, dlaczego tak się stało? Dlaczego on to zrobił.

A; Wmówił sobie, że mam romans. I mnie próbował wmówić, że mam romans. Ja nie mogłam nawet nikomu mówić cześć. A ja nie byłam jego niewolnicą.

Ja: Gdyby mogła Pani teraz cofnąć czas, odeszłaby Pani od niego wcześniej?

A: Odeszłabym.

Ja: Przecież Pani wie, że można zacząć życie od nowa. Pani już od nowa zaczynała.

A; Ja cały czas zaczynam.

Ja: Pochodzi Pani z domu, w którym była przemoc?

A: Tak.

Ja: Czy uważa Pani, że to ma jakieś znaczenie, że wyszła Pani z domu, w którym była przemoc i trafiła Pani na człowieka, który znowu Panią bił?

A: Nie wiem. Nie mam pojęcia.

Ja: Co by Pani dzisiaj powiedziała kobietom, które żyją w takich związkach, gdzie facet od czasu do czasu podnosi rękę, jak się napije, a potem przeprasza i obiecuje, że to już ostatni raz?

A: Jak najszybciej to skończyć – mówi Ania stanowczym tonem. To nie jest ostatni raz. To będzie coraz gorzej. I skończyło się dla mnie tak, a nie inaczej. Dzięki Bogu żyję.

Ja: Czy jest taka możliwość, że on Panią przekona do zmiany zeznań?

A: Nie, nie, nie! Nie ma takiej możliwości! Wszyscy mi pomagają. Po wyjściu ze szpitala nikt się ode mnie nie odwrócił. Nawet jego koledzy. Była akcja sprzątanie mieszkania. Jego koledzy mówią, że jakby go dorwali, to by gorzej skończył.

Ja: Dlaczego kobiety się trzymają takich facetów? Wybaczają? Wracają?

A: Ze względu na dzieci. Ja wiem, że ja bym sobie poradziła. Nie wiem… dzieci. To nie jest życie. To jest męka.

Ja: Pani jest przecież silną kobietą. Znam Panią 9 lat. Zawsze myślałam, że to słabe kobiety tkwią w takich związkach.

A: Nie wiem. Chyba chodziło o dzieci.

Ja: Ale teraz już Pani widzi, że dla dzieci lepiej byłoby, gdyby Pani odeszła. Gdyby nie musiały tego zobaczyć. Co teraz będzie Pani Aniu?

A: Teraz walka o dzieci. Muszę odzyskać dzieci. To jest dla mnie priorytet.

Ja: Co z mieszkaniem?

A: Mieszkanie jest z TBS. Jest na niego, ale już wiem, że mogę go eksmitować przy rozwodzie i przepisać na siebie. Ale to mieszkanie wymaga remontu od podstaw. On nic w tym mieszkaniu nie robił. Tam wszystko odpada. Remont robił teść 20 lat temu.

Ja: Pani Aniu, ja zrobię wszystko, żeby Pani pomóc, ale Pani musi stanąć na nogi, myśleć o dzieciach. O tym, żeby miały w życiu lepiej, żeby nie musiały walczyć tak jak Pani o każdy dzień, żeby nie pamiętały tego co tu się stało.

Ania jest roztrzęsiona. Kiwa głową.

Ja: Czy ma Pani dostęp do konta?

A: Nie mam. Konto, na które wpływała jego wypłata było jego. Nie jestem upoważniona. Muszę iść do MOPSu, bo nie mogę przecież żyć bez grosza. Chociaż na chleb musze mieć. Wczoraj spotkałam się z dziećmi. Wolałam im coś kupić, a nie mieć na chleb. – Ania znowu zaczyna płakać. Wiem, że mają wszystko, ale chciałam, żeby mieli ode mnie.

Ja: Co powiedzieli Pani w Sądzie?

A: Muszę złożyć wniosek, z wypisem ze szpitala. Mam go tutaj. I uzasadnienie z Sądu, jak dzieci zabierali. Muszę jechać do szpitala, bo dziś dostanę wypis.

Ja: To co, jedziemy do szpitala i do Sądu.

A: Jedziemy.

 

Na ten moment nie jestem w stanie skomentować tego co się wydarzyło, ponieważ jestem zbyt emocjonalnie zaangażowana w tę sprawę.

Po złożeniu wniosku do Sądu wczoraj, dziś kurator i MOPS po przeprowadzeniu wywiadu w miejscu zamieszkania wydali pozytywną opinię i prawdopodobnie dzieci jutro wrócą do matki.

Dzięki mec. Anecie Boguckiej- Fiołka, Ania otrzyma niezbędną pomoc prawną przy uzyskaniu rozwodu, alimentów, pozbawieniu ojca praw rodzicielskich i eksmisji.

Sprawą nieudzielenia pomocy przez policję zajmie się Gazeta Wyborcza oraz Sąd. Z takimi obrażeniami mogła umrzeć zanim sama zgłosiła się do szpitala. Matka, która z roztrzaskaną czaszką, połamaną ręką trwała przy dzieciach do rana, żeby nie pozostawić ich bez opieki. Matka, której nikt nie pomógł. Zawiodły wszystkie instytucje.

W tej chwili organizuję niezbędną pomoc materialną dla Ani i jej dzieci. Jeśli ktoś ma możliwość pomóc, to proszę o wiadomość przez Mumme Messenger lub na adres e-mail: a.jaworska@mumme.pl. Potrzebne są artykuły higieniczne, żywnościowe.

Jeśli ktoś chciałby wesprzeć Anię finansowo, to została utworzona zbiórka środków, która pozwoli rodzinie przetrwać do czasu przyznania Ani alimentów.

https://zrzutka.pl/uydmc3

Jeśli uważasz, że mój wpis porusza ważny temat udostępnij go proszę.

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

Anna Jaworska – MumMe

5 komentarzy

  1. Ja to bym temu facetowi dała 25 lat, ale ciężkich robót. Miło, że tej kobiecie ma kto pomóc bo niestety często kobiety w takich sytuacjach zostają same, ostatnio czytałam o kobiecie, która chcąc odejść od męża tyrana usłyszała od własnych rodziców, że ma nie rozbijać rodziny :/. No i muszę powiedzieć, że pani Ania jest twarda i nie chodzi mi nawet o to, że teraz walczy (za co trzymam kciuki), ale od dwóch ciosów tłuczkiem w głowę można umrzeć, a ona jeszcze się z tym typem szarpała.

  2. Ja z moim, już teraz ex, partnerem byłam w związku ponad 5 lat. Wcześniej nigdy nie było przemocy fizycznej, aczkolwiek kilka razy w roku zdarzały się duże awantury po spożyciu przez niego alkoholu. Na początku niezbyt często. Po zamieszkaniu razem, czyli w ostatnim roku naszego związku, przybrały na sile. Pewnie poczuł się pewniej, bo wynajmowane mieszkanie było na niego, a ja byłam 400km od swojej rodziny. Miałam kilka „zrywów”, kiedy chciałam się wyprowadzić, jednak zawsze wtedy mnie trochę „ugłaskał”. Zresztą bałam się, bo rzeczy mnóstwo, no głowie psy i żadnych oszczędności – po prostu nie wiedziałam, gdzie miałabym się podziać z tym wszystkim. Aż pewnego ranka wrócił do domu i zrobił mi jakąś złośliwość wybudzając tym samym że snu. Odwarknęłam mu i wtedy się zaczęło. Wywalanie moich rzeczy, demolowanie mieszkania, wywalanie mnie z mieszkania w samej bieliźnie. Postawiłam mu się, więc najpierw mnie przewrócił, a kiedy się podniosłam złapał za koszulkę na piersi i obijał o meble. Dostałam też kilka razów w twarz, trochę mnie zamroczyło, a na końcu zaczął mnie dusić. Temu wszystkiemu przyglądała się koleżanka, która u nas spała i próbowała interweniować. Zadzwoniłam na policję i go zabrali. Przyjaciele pomogli mi znaleźć kąt na kilka dni i w 12 godzin mnie przeprowadzili. Potem pomogli mi rodzice. Od tego dnia go nie widziałam i nie żałuję mojej decyzji. Nie wiem czy to by się powtórzyło – nie chciałam sprawdzać. Dla mnie podniesienie przez faceta ręki na kobietę jest niewybaczalne, dlatego drogie kobiety, nie pozwólcie sobie żyć w takim chorym związku i nie bójcie się poprosić o pomoc, bo każda z nas zasługuje na szczęście.

  3. A co jeśli mąż nie pije alkoholu. Wyzywa, stosuje psychiczny terror doprowadza mnie swoimi słowami do histerii a kiedy ja nie daję rady już i wydzieram się na niego to dostaję z buta i on próbuję mi skręcić kark a za trzy godziny przychodzi i się uśmiecha. Jak by się nic nie stało. I taki tekst. „Jeśli nie ma powodu to nie ma przemocy.”

    1. :-O „Dostaję z buta”??? Kobieto, uciekaj, jakby mi facet dał „z buta”, to by to był ostatni raz, kiedy mnie widział. Dziewczyny, szanujcie się! Jesteście jeszcze młode, możecie zacząć od nowa, to na pewno nie będzie łatwo, ale na pewno warto!

  4. Pracuję w miejscu, które zajmuje się między innymi pomaganiem rodzinom w potrzebie- chciałabym dorzucić trzy grosze z innej perspektywy. Z perspektywy dziecka. Osoby (najczęściej kobiety) bardzo często mówią o tym, że zostają/wracają/wycofują zeznania ze względu na dobro dzieci. Nic dobrego w życiu w takiej atmosferze, widok bitej mamy to również przemoc wobec dzieci, nawet jak on „nigdy na dzieci ręki nie podniósł”. W trakcie prac instytucjonalnych (które- tu zgadzam się w 100%- idealne nie są ale też nie jest tak, że nikt nic nie robi) bardzo często okazuje się, że mamie ograniczane są prawa rodzicielskie przez Sąd Rodzinny (ze względu na nie dość dobre chronienie dzieci, niewystarczającą opiekę). Rozumiem, że jedną z reakcji może być coś w stulu „jak oni mogą jeszcze biednej kobiecie dokładać zmartwień” i wierzcie mi, jest to też w 90% przypadków reakcja samych kobiet w takiej sytuacji. Faktem jest, że żyjąc w cyklu przemocowym człowiek jest w ogromnie trudnej sytuacji, sytuacji z której często sam nie jest w stanie się uwolnić, następuje takie zawężenie świadomości i strach o własne życie, że konia z rzędem ofierze, która byłaby w stanie pomyśleć trzeźwo. Jednak patrząc na sytuację z dystansu (bo mogę się wymądrzać nie będąc w środku) dzieci mają dwójkę rodziców. Są to dwie osoby w równym stopniu odpowiedzialne za zapewnienie im minimum podstawy do zdrowego życia, tj. dach nad głową, ciepłe posiłki, koszula na ciało i nie funkcjonowanie w strachu. Zdrowie psychiczne to również zdrowie, nie zapominajmy o tym. Pisze Pani, że ma nadzieję, że dzieci szybko o tym zapomną. One tego nigdy nie zapomną- jak mogłyby? One mogą co najwyżej postarać się bardzo funkcjonować sprawniej w swoim otoczeniu bez obawy towarzyszącej każdego dnia. Piszę o tym, bo to co dzieci widzą swoimi oczami jest bardzo ważne, może ktoś to przeczyta i z argumentu „dla dobra dzieci zostanę” zrobi się argument „dla dobra dzieci odejdę”.
    Ps: jest trochę miejsc w Gdańsku, do których można się zwrócić o pomoc: jest MOPR, Centrum Interwencji Kryzysowej, Centrum Praw Kobiet, można samemu napisać pismo do Sądu Rodzinnego (z pomocą prawniczą bądź pracownika socjalnego, jest Biuro Porad Obywatelskich), można samemu napisać wniosek z prośbą o założenie Niebieskiej Karty- nie czekając na interwencję policji. Są grupy wsparcia dla osób doświadczających przemocy, są asystenci rodzinni fukcjonujący przy MOPR. Oczywiście wszystkie te miejsca oferują pomoc bezplatną. Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli ktoś chce wyjść z takiego życia to może i pomocy jest mnóstwo, niestety decyzja, by to zrobić to połowa ciężkiej pracy, którą niestety trzeba wykonać samemu.
    Trzymam kciuki za panią Anię i za pomyślne stanięcie na nogi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code