RODZIĆ PO LUDZKU – PORÓD W PRYWATNYM SZPITALU

Kiedy w zeszłym tygodniu przez internet przetoczyła się burza związana z porodem Joanny z bloga Wyrwane z kontekstu, przypomniałam sobie, dlaczego trzykrotnie zdecydowałam się na poród w prywatnym szpitalu.

I wcale nie dlatego, że jestem księżniczką, ani nie dlatego, że się bałam i chciałam mieć cesarkę na życzenie. Bałam się, to oczywiste, jednak za każdym razem (poza trzecim, kiedy wiadomo było, że nie mogę) chciałam urodzić naturalnie.

Za półtora miesiąca minie 10 lat od mojego pierwszego porodu. Ciąża była w zasadzie książkowa. Dopiero kiedy przy przeprowadzce w 7 miesiącu ciąży trochę się przedźwignęłam zaczęły się skurcze, a głowa mojego syna wstawiła się do porodu. Mimo to ciążę donosiłam.

Kilka dni przed terminem skurcze przepowiadające były już bardzo silne. Dwukrotnie lądowałam na izbie przyjęć państwowego szpitala w Gdańsku, skąd odsyłano mnie do domu ze słowami „to jeszcze nie dziś”. Kiedy przyjechałam trzeci raz,  był to wyznaczony termin porodu, skurcze były co 10 minut. Na izbę odesłał mnie mój lekarz prowadzący, który stwierdził – „dzisiaj Pani rodzi”. Na izbie czekałam 3 godziny na ławeczce zanim przyjął mnie lekarz. W międzyczasie karetka przywiozła kobietę. 4 miesiąc ciąży, krwotok. Czekała 45 minut zanim ktokolwiek się nią zainteresował. Ja dostałam zastrzyk rozkurczowy i choć rozwarcie już było, kazali mi jechać do domu. Na nic zdały się tłumaczenia, że do szpitala mam 50 km, a zacząć rodzić mogę w ciągu kilku godzin. KTG wariowało od skurczy.

Następnego dnia rano postanowiłam jechać zobaczyć prywatny oddział położniczy w Gdańsku – niestety nieistniejący już dziś oddział w szpitalu Swissmed. Zbadano mnie tam dokładnie, zrobiono USG, założono kartę i powiedziano, że jeśli się zdecyduję mogę po prostu przyjechać do nich rodzić.

Miałam w tamtym czasie sporo wątpliwości. 10 lat temu prywatne kliniki nie były jeszcze popularne, cena była dość wysoka (wówczas było to 4000 zł za poród naturalny, 4500 zł ze znieczuleniem, 5000 cesarskie cięcie). Cena obejmowała poród oraz cały pobyt matki i dziecka, bez względu na jego długość. Najbardziej jednak obawiałam się tego, że w szpitalu nie było oddziału noworodkowego z prawdziwego zdarzenia – gdyby coś się działo.

Wszystkie moje wątpliwości rozwiali lekarze na tamtej wizycie. Okazało się, że na oddziale jest neonatolog, inkubator, a szpital ma pierwszy stopień referencyjności – podobnie jak większość rejonowych i miejskich szpitali – nie jest to szpital wysoce wyspecjalizowany, dlatego przyjmuje do porodu wyłącznie ciąże niepowikłane, ale zapewnia podobną opiekę medyczną jak większość szpitali.

Tego samego dnia wieczorem odeszły mi wody. Mąż zapytał – gdzie jedziemy? Przypomniałam sobie pobyty na izbie w państwowym szpitalu i wtedy zdecydowałam – Swissmed.

Po wypełnieniu dokumentów skurcze miałam już co 2 minuty. Poprosiłam o znieczulenie. Zaraz przyszedł anestezjolog i mnie znieczulił. Po 6 godzinach porodu tętno dziecka nagle zaczęło gwałtownie zwalniać przy każdym skurczu. Głowa nie przemieszczała się w dół i lekarz podjął decyzję o natychmiastowym cięciu. W ciągu 15 minut nasz syn był na świecie. Mój pobyt przedłużył się ze względu na infekcję wewnątrzmaciczną, nie wypuszczono mnie, dopóki wyniki nie były zadowalające. Miałam w tym czasie cudowną opiekę i pomoc na oddziale zarówno ze strony lekarzy jak i pielęgniarek.

Kiedy zaszłam w drugą ciążę wiedziałam, że jeśli się nie powikła, będę chciała znowu rodzić w Swissmedzie.

W szóstym miesiącu ciąży dopadła mnie straszna grypa żołądkowa, wylądowałam w szpitalu państwowym i przez 3 dni nie mogłam się doprosić o USG, żeby zobaczyć czy z dzieckiem wszystko w porządku!

Tym razem zaczęłam chodzić na wizyty kontrolne na oddziale Swissmedu już kilka tygodni przed porodem. Zawsze robiono mi KTG, badał mnie lekarz, wszystkie wizyty przed porodem były wliczone w jego cenę końcową. Pozwolono mi zdecydować, czy chcę próbować naturalnie po pierwszym cięciu, czy decyduję się na kolejne cięcie. Lekarz rekomendował cięcie, ponieważ ryzyko scenariusza z pierwszego porodu było duże, a uważał, że tylko około 20% kobiet może urodzić naturalnie po cesarskim cięciu. Zdecydowałam się na cięcie planowe. Niestety nasz drugi syn miała gdzieś mój plan i postanowił przyjść na świat dwa dni przed umówionym terminem. Nie było żadnego problemu. Przyjechałam rano do kontroli, skurcze były silne i regularne, więc zadzwoniłam po męża, przygotowano mnie do zabiegu i po 3 godzinach nasz skarb był na świecie.

Trzecia ciąża niestety była zagrożona od samego początku. Po drugim cięciu blizna na macicy rozeszła się i w czerwcu 2013 roku miałam zabieg jej zespolenia. W sierpniu natomiast zaszłam w ciążę. Ryzyko pęknięcia macicy w trakcie ciąży było bardzo duże. Wybrałam więc jednego z najbardziej polecanych lekarzy ze szpitala wysokospecjalistycznego jako prowadzącego ciążę, wiedziałam już, że nie będę mogła urodzić w prywatnej klinice.

Kiedy jednak w 34 tygodniu ciąży pani doktor oznajmiła mi, że nie wyznaczy mi terminu cesarskiego cięcia (po dwóch cesarskich cięciach nie próbuje się już rodzić naturalnie, do tego dziecko było ułożone pośladkowo), ponieważ chce, żeby poród się rozpoczął i wtedy zrobią mi cięcie. Uważają bowiem, że dziecko które dostaje sygnał, że poród się rozpoczyna, rodzi się w lepszym stanie po CC.

Nie wątpię. Tylko w moim przypadku każdy skurcz macicy mógł spowodować jej pękniecie i wypadnięcie dziecka do otrzewnej, co mogłoby się skończyć śmiercią nas obojga.

Targały mną sprzeczne uczucia. Pojechałam do Swissmedu porozmawiać z ordynatorem. Zgodził się wykonać zabieg na swoim oddziale pod warunkiem, że donoszę ciążę do 39 tygodnia. Miałam więc czas do 23 kwietnia. Tamtego roku na 20-21 kwietnia przypadały Święta Wielkanocne. Poszłam więc na wizytę w piątek przed świętami, do lekarza z państwowego szpitala (nie wiedziałam jeszcze wtedy czy uda mi się donosić te ciążę do terminu wyznaczonego przez ordynatora w Swissmedzie).

Na wizycie usłyszałam:

„Jutro może się pani zgłosić rano na oddział. Zrobimy cc, w drugi dzień Świąt będzie pani w domu, jeśli wszystko będzie w porządku.”

„Ale jak to? Zapytałam. Jestem dopiero w 38 tygodniu, chciała pani czekać do rozpoczęcia akcji porodowej, a teraz nagle mam iść do szpitala i rodzić w święta?”

„Jak pani przyjedzie we wtorek, to będzie pani leżeć na korytarzu, bo wszystkie będą chciały rodzić po Świętach – stwierdziła pani doktor”.

Po wyjściu z gabinetu byłam tak zdeterminowana donosić tę ciążę te 5 dni, że zapukałam w brzuszek i powiedziałam Oskiemu, że ma czekać i koniec. Nie ma opcji. Posłuchał. On również przyszedł na świat bez żadnych komplikacji w szpitalu Swissmed w Gdańsku.

Ogromnie żałuję, ze względu na wszystkie mieszkanki Gdańska i okolic, że oddział zlikwidowano.

Nie wiem co bym teraz zrobiła.

 

Jakie są zalety porodu w prywatnym szpitalu:

 

  1. Bardzo dobra opieka okołoporodowa, położnicza i neonatologiczna lekarzy.
  2. Fachowa pomoc laktacyjna, ale brak terroru w tym względzie.
  3. Jedno lub dwuosobowe sale z łazienką, telewizorem, pachnącą, kolorową pościelą.
  4. Smaczne, zbilansowane posiłki, dostosowane do potrzeb matki karmiącej i kobiety w połogu.
  5. Cudowna opieka pielęgniarek i położnych nad matką i dzieckiem.
  6. Anestezjolog na miejscu – znieczulenie na życzenie.
  7. Poród aktywny, wanna, prysznic, piłki, drabinki itp.
  8. Elektryczne łóżka (po cc naprawdę robią różnicę).
  9. Leki przeciwbólowe dozwolone i na życzenie.
  10. Mała ilość pacjentek – cisza na oddziale.
  11. Odwiedziny rodziny bez ograniczeń.
  12. Przyjazna atmosfera.

 

Jakie są wady porodu w prywatnym szpitalu?

 

  1. Cena – wiem, że ta w Gdańsku nie należała do najwyższych. Wiem też, że nie każdego stać na taki poród. Jednak wiele osób jeździ na wycieczki, kupuje drogie telefony, sprzęt AGD, czasem nawet zapożycza się, żeby je kupić. Pali papierosy. A według mnie poród to taki wyjątkowy moment w życiu, że nie wyobrażam sobie leżeć gdzieś na korytarzu, albo żeby mnie ktoś traktował w tym czasie jak zło konieczne. Żeby wyrządził mi taką krzywdę jak Joannie z Wyrwane z kontekstu. Tyle się naczytałam o traumatycznych, wielogodzinnych porodach, czasem niestety zakończonych tragediami, że nie wyobrażam sobie po takim porodzie urodzić kolejne dziecko. Wierzcie mi, że nie byłam krezusem kiedy rodziłam dzieci. Nasze zarobki określiłabym wtedy jako trochę ponad przeciętne. Był to duży wydatek.
  2. Jeśli dziecko trzeba przewieźć do specjalistycznego szpitala mama nie może z nim być – nie przyjmą jej z innego szpitala. Szczęśliwie w Swissmedzie przez te wszystkie lata była tylko jedna taka sytuacja.
  3. Możliwość porodu wyłącznie w przypadku ciąży niepowikłanej. Brak oddziału patologii ciąży. Może niestety być tak, ze zaplanujemy poród w prywatnym szpitalu, a przed terminem wylądujemy w państwowym.

 

Ogromnie się cieszę, że miałam możliwość rodzić po ludzku, godnie wydać na świat naszych synów i dzięki wspaniałej opiece cieszyć się pierwszymi chwilami macierzyństwa. Wiem, że są w Polsce szpitale, gdzie można urodzić dziecko w dobrych warunkach i pod dobrą opieką, ale tak rzadko słyszę takie pozytywne historie. Życzę wspaniałych porodów absolutnie wszystkim mamom obecnym i przyszłym.

 Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę.

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

 

21 komentarzy

  1. Niestety. Panstwowa służba zdrowia, w żaden sposób nie jest w stanie zagwarantować nam, kobietom, godnych warunków. Trzeba rzeczywiście wyciągnąc portfel, całkiem pokaźny, by tę gwarancję dostać. Przykre.
    Ja rodziłam w szpitalu państwowym i, na szczęście, jestem bardzo z tej decyzji zadowolona, mimo niepojętego bólu i odmowy znieczulenia zewnatrzoponowego, ktore teoretycznie powinno być powszechnie dostepne. Taki mamy klimat…
    Czy zdecydowalabym sie na porod w szpitalu prywatnym? Mimo wszystkich plusów, chyba jednak nie… wlasnie ze wzgledu na tak zwane „w razie jakby”.

    1. Ja rodziłam w Pañstwowym w Kutnie cóż opini ten szpital nie ma najlepszej ale wyszlam z zalozenia ze jesli bedzie mialo cos sie stac to sie stanie wszedzie. Pobyty na OCP wspominam źle. Okropne położne ktore traktowaly pacjentki jak zlo konieczne, zero pomocyl dopiero gdy dowiedzialy sie ze moja polozna jest ich przełożona zmienily do mnie stosunek. Poród tylko z moja polozna i byl nawet ordynator urodzilam naturalnie bez komplikacji ale moja polozna zachorowala na nastepny dzien no i sielanka sie skonczyla. Mialam sale jednoosobowa bylam sama ja i noworodek zadna polozna nie zajrzala do mnie poza obchodem. gdy maz poprosil o mm bo nie mialam pokarmu i aby pomogly mu podgrzac mleko chcialy go zjesc żywcem bo jakim prawem przeszkodzil im w kawie. TERROR LAKTACYJNY i na nic sie zdalo tlumaczenie NIE MAM CZYM KARMIĆ musialam dzwonic do poloznej swojej aby zainterweniowala. specjalnie wtedy przyjechala do szpitala i przywiozla nam mleko wytlumaczyla co i jak Gdy coreczka spala spokojna i najedzona o 3 nad ranem wpadla polozna i stwierdzila ze dziecko bedzie kąpać myslalam ze ja zabije obudzila mi maluszka potem juz nie chcialo malenstwo zasnąć ja zmeczona porodem ledwo żyłam i bez snu do tego. Nastepnego dnia żadna nie przyszla przez caly dzień. nie zainteresowaly sie czy zyje czy wszystko ok czy nie zemdlalam itd…. porod wspominam dobrze ale cala reszte fatalnie niestety to jedyny najblizszy szpital. na prywatbe placowki nie było mnie stac pracowal wtedy tylko mąż.

    2. znieczulenie nie będzie norma jesli nie będzie mial kto go zrobić, a w większości szpitali brakuje anestezjologow nawet do pracy na oddziale intensywnej terapii a po dopiero do znieczulenia porodow:( i nie jest to niczyja złośliwość „nie bo nie”. po prostu brakuje rak do pracy. (dlaczego tak jest to temat rzeka i nie chodzi tylko o wyjazdy za granice) Sama jestem anestezjologiem, rodzilam w maju i tez bez znieczulenia.

  2. Przeczytałam wpis Joasi, jak i Twój i cały czas żałuję, że nie skorzystałam z opcji prywatnego porodu. Moja sytuacja nie była tak jednoznaczna jak u Joanny, ale odczucia miałam takie same jak ona, przy obu porodach, i z tym traktowaniem jak krowy, zgadzam się absolutnie.
    Nie wiem, jak to jest, że mimo wszystko naprawdę jest wiele historii, gdzie dziewczyny rodziły w państwowych szpitalach i mówią, że było ok, a nawet super. Zastanawiam się nawet czy to może ze mną jest coś nie tak… Ale po przeczytaniu komentarzy wiem, że nie. Bardzo to smutne, że takie historie wciąż się przytrafiają.

  3. Wiem, że często zdarzają się w państwowych szpitalach porody rodem z horroru, więc dla przeciwwagi powiem Wam, że można urodzić w świetnych warunkach troje dzieci z genialnymi położnymi, świetnymi lekarzami (którzy w razie potrzeby potrafili po opuszczeniu szpitala przez matkę i dziecko zadzwonić i zapytać, czy wszystko ok i w razie potrzeby oferowali pomoc), znieczuleniem, neonatologiem o każdej porze dnia i nocy, bardzo dobrą opieką poporodową, po porodzie być umieszczoną z dzieckiem w jedno-dwuosobowych salach z elektrycznie regulowanymi łóżkami, telewizją i tymi wszystkimi wspaniałościami, które zazwyczaj są domeną prywatnych szpitali, z cateringiem z pobliskiej restauracji, odwiedzinami, czynnościami pielęgnacyjnymi dziecka i badaniami wykonywanymi w obecności matki i tak dalej. Zapewne też z możliwością aktywnego porodu, choć tego nie zdążyłam sprawdzić, bo pierwsze dziecko urodziłam w cztery godziny, pozostałą dwójkę w półtorej od pierwszych skurczów. W niewielkim szpitaliku na wsi, z kontraktem NFZ i przychodnią, w której ciąże były prowadzone i za żadne badania (a miałam je zlecane bardzo skrupulatnie) nie zapłaciłam ani złotówki. Są takie miejsca.

  4. Tez tam rodziłam pierwsza córkę ☺️ było mega odbili mi jej stopę i dostaliśmy pisemne gratulacje od całego oddziału 🙂 jak zaszłam w druga ciąże i przeczytałam na str ze zakończyli współpracę to myślałam ze zejdę na zawał 😱

  5. Cudownie się czyta takie historie! Ja na szczęście mam podobną😊
    Ja od zawsze bałam się porodu. Sama myśl napawała mnie lękiem ale nie z powodu bólu tylko z powodu warunków jakie panują w moim pobliskim szpitalu na porodówce. Jakie to ja historie słyszałam! Wierzyć się nie chciało… Gdy dowiedziałam się o ciąży 1 września zeszłego roku, jeszcze tego samego dnia postanowiłam że nie urodze w swojej miejscowości. Przejrzałam w sieci dostępne prywatne kliniki i okazało się że najbliższa jest położona ode mnie 300km 😂 (Szczecin – Centrum Narodzin MAMMA). Nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać. Zastanawiałam się jak ja urodze taki kawał od domu? Jak dojadę ze skurczami i wychodzącym ze mnie po mału dzieckiem? 😅 postanowiłam, że nie będę się dwnerować i, że poczekam na wizytę kwalifikacyjną która ma miejsce na koniec ciąży – 36 tydzień. Cała ciąża na szczęście była książkowa. Zapłaciłam zaliczkę wcześniej, chyba w 32tyg żeby na pewno było dla mnie miejsce w klinice 😊 w końcu nadszedł ten dzień, wizyta kwalifikacyjna i okazało się że to był strzał w dziesiątke! Byłam oczarowana warunkami jakie tam panują oraz przesympatycznymi ludźmi. Już nie mogłam się doczekać aż pojadę tam kolejny raz już po moje dziecko 😉 miałam planowe cc, które przebiegło bardzo szybko, po 15 min już trzymałam dziecko na klatce a po kolejnych 15 byłam na sali już z tatą i dzieciątkiem. Proces rekowalescencji przebiegł idealnie. Położne były cudowne, lekarze mili, dziecko zdrowe, jedzenie pyszne, sala 1 osobowa, cisza i spokój. Okazało się że byliśmy jedyną rodzinką na oddziale więc opiekna na medal. Z całego serca polecam rodzić w podobnych warunkach! Ja Wiem, że kolejne moje dzieci przyjdą na pewno w takim miejscu jak ta klinika. Pozdrawiam

  6. Po dwóch cc nie ma opcji, ze tylko cc. Zalezy to od stanu ciężarnej, wywiadu i jej chęci ☺ akurat u Pani pewnie bylaby trzecia cesarka ze względu na historię. Ale i tak polecam poczytac bloga „naturalnie po cesarce” ☺ sama urodzilam sn wlasnie po cc. Na marginesie- bardzo lubię czytac Pani bloga ☺

  7. Wolę nie kupować nic drogiego przez ileś lat, a żeby dziecko się urodziło zdrowe… Boże ile męczarni mają ludzie z 30 letnimi dziećmi w pieluchach po takich porodach nieudanych, bo mają porażenie mózgowe. A TO SĄ TRAGEDIE, BO SIĘ NIE MĘCZY TYLKO DZIECKO, ALE I RODZIC: ON NIE MOZĘ POTEM IŚC DO PRACY, BO KRĘGOSŁUP SIADA, z zresztą, kto przyjmie 60lata… widziałam taką kobietę starszą, żebrzącą na dworcu, akurat byłam na służbie i TO BYŁ NAJSMUTNIEJSZY MOMENT MOJEGO ŻYCIA, PRZECIEŻ TO MOŻE BYĆ NASZA MAMA…

  8. Ja rodziłam w panstwowym szpitalu we Wrocławiu, tylko zapłaciłam 200 zł „datku” – w zamian dostałam jednoosobową salę porodową z łazienką. Było bardzo wygodnie, prywatnie, a opieka lekarska bez zarzutu. Pod koniec (skurcze parte) był przy mnie sztab ludzi. Najbardziej jednak zaskoczyła mnie opieka poporodowa i porady laktacyjne. Co chwilę ktoś zaglądał, pytał czy pomóc, pierwszy prysznic odbył się przy asyście pielęgniarki, pomagała mi się umyć, podnosiła podpaski, zmywała po mnie krew (miałam rozcinane krocze – ciężko troszkę się schylać), rany, aż mi głupio i wstyd trochę było… Naprawdę świetna opieka. Także, zależy… Może to, że wpłaciłam 200 zł miało jakieś znaczenie, ale na oddziale poporodowym…

  9. A ja muszę przynajmniej częściowo stanąć po stronie szpitali państwowych, bo z własnego doświadczenia wiem że wszystko jest kwestią ludzi. To tak żeby pocieszyć Panie które na prywatne placówki po prostu nie stać, i żadne oszczędzanie do skarpety tego nie zmieni 😉 Dwukrotnie rodziłam w szpitalu państwowym w Szczecinie, plus do tego miałam obie ciąże zagrożone, pierwsza z nich była monitorowana i prowadzona przez szpital. Powiem tak – może i warunki bytowe kiepskie, jedzenie paskudne, ale personel i jego kwalifikacje naprawdę super, dmuchali na zimne, sprawdzali wszystko, i często. Nikt mi również nie powiedział słowa kiedy przyniosłam zaświadczenie od okulisty że nie mogę rodzić naturalnie, nie podważali opinii lekarza innej specjalizacji – to też o nich dobrze o nich świadczy. No i wsparcie laktacyjne – pytałam dużo, bo też i problemów było dużo, i zawsze panie chętnie i wyczerpująco mi odpowiadały, pokazywały i pomagały w pierwszych dniach z dzieckiem. Tak więc może nie ma co wrzucać wszystkich lekarzy z państwowek do jednego worka, nie wszyscy są nieempatyczni i olewają. Dziewczyny, głowa do góry, nie każdy szpital państwowy to piekło 😉

  10. Cala ciaze prowadzilam prywatnie…od poczatku bylam zapewniana ze bedzie cc z racji torbieli,krwotoku w 14t itp…nagle gdy okazalo sie ze moja corcia jest 3razy owinieta pepowina wokol szyi lekarz odmowil cc…nagle nie bylo wskazan!byc moze faktycznie to nie jest wskazaniem…ale ja chcialam miec pewnosc ze moje wyczekane dziaciatko bedzie zdrowe a nie z porazeniem mozgowym bo pepowina sie zacisnie przy porodzie i spowoduje niedotlenienie…i co?moze teraz spasc na mnie fala hejtu ale zaplacilam za cc…tak zaplacilam!wiem jak to wyglada…ale mam zdrowa corke i tylko to sie dla mnie liczy.

  11. To ja mogę być w pełni zadowolona z państwowego szpitala w Lubaniu Śląskim. Urodziłam 4 miesiące temu i wcześniej leżałam na ginekologii. Bardzo wszystkim chwalę opiekę i profesjonalizm w tym szpitalu. Miałam cc bo musiałam mieć, Ale wszystko było ok. Łóżka również są „elektryczne” .

  12. Rodziłam państwowo (pierwszą córkę) i prywatnie (drugą), więc mam porównanie 🙂 Jeśli chodzi o opiekę lekarską oba szpitale były porównywalne – ba, poród odbierał ten sam lekarz 🙂 Jeśli chodzi o opiekę położnych podczas porodu to tu już plus dla opieki prywatnej, choć państwowo też nie było najgorzej. Dużo pewniej czułam się jednak w placówce prywatnej. Oba moje porody końcówkę miały niezbyt ciekawą. Położna w Salve zaglądała co chwilkę monitorując stan mój, córki i postęp porodu. Od momentu w którym KTG zaczęło pokazywać spadki tętna w skurczach nie wyszła nawet na moment, za to pomagała jak mogła znaleźć taką pozycję, w której tętno się ustabilizuje. Cały czas Nas uspokajała, że nie ma powodów do niepokoju, zawczasu dali do podpisu zgodę na cesarkę (obyło się bez niej na szczęście). Trzeci plus dla Salve – znieczulenie. Chciałam, to dostałam, jak tylko była względna pewność, że nie wyciszy ono skurczy. Czwarty plus – opieka po porodzie. Pielegniarki uśmiechnięte, chętne do pomocy, pokój z łazienką, posiłki takie że i mój mąż się najadał razem ze mną 🙂 Nawet starszej córce pozwolono na krótkie odwiedziny, po zapewnieniu że zdrowa i nic nie przyniesie 🙂 gdyby trafiła mi się trzecia ciąża to na uszach stanę a zbiorę pieniążki na poród prywatny 🙂

  13. Ja też miałam poród sn w szpitalu państwowym w Krakowie i byłam bardzo zadowolona! Minusem był stary oddział patologii ciąży w którym spędziłam kilka dni ale porodówka (osobna nowoczesna sala, non stop ktg, piłka, drabinki i inne bajery) i sala poporodowa (3 osoby w sali z łazienką, wygodnie i czysto) już były super! Opieka i wsparcie położnych, lekarzy i doradców laktacyjnych (2 razy dziennie badana i mama i dzidziuś, nie zabierają maleństwa od mamy nigdzie, doradca laktacyjny był w naszej sali chyba co godzinę bo zawsze któraś miała jakieś pytania) rewelacja! Z dzidzią zdrowe i szczęśliwe wróciłyśmy po kilku dniach do domu. Myślę, że historie są różne ale i w szpitalu państwowym da się rodzić po ludzku, oczywiście nie wszędzie i warunkiem jest poszukanie wcześniej szpitala z dobrymi opiniami.

  14. Przeczytałam ceny porodów w prywatnych placówkach i oniemiałam. Niestety, ale nawet ja z mężem nie zarabiam tyle w miesiąc, co kosztuje poród naturalny. Ja rodziłam w państwowym. Owszem, nie było kolorowo. Lekarz ginekolog w trakcie mojego porodu ciągle miał jakieś telefony i chyba się gdzieś śpieszył. Ale pielęgniarki i położne były wspaniałe. Chyba trafiłam na ich dobry dzień. Po prostu nie trzeba samemu mieć much w nosie i nie wiadomo jakich wymagań. Po tygodniu leżenia w szpitalu (zakażenie wewnątrzmaciczne) miałam dość i płakałam w poduszkę, że chcę do domu. Ale na drugi poród i tak wybiorę ten sam szpital.

  15. A ja jako pracownik prywatnego szpitala położniczego powiem tak. Gdybyś rodziła w państwowym szpitalu gdzie znieczulenie daje się jak są ku temu warunki położnicze a nie na widzimisię (wiem ze nie były one spełnione bo gdyby były w 6 godzin po założeniu znieczulenia już dawno byłabyś po porodzie) to prawdopodobnie nie byłoby spadku tętna, głowa pięknie by się obniżyła i może nie miałabyś żadnego cc w swoim życiu 😉 wiem że nie każdemu zależy na psn na tyle żeby pocierpiec ale trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji znieczulenia porodu, zwłaszcza założonego w złym momencie. Dlatego nie cierpię czytać o porodach od ludzi bez wiedzy w tym temacie

  16. Również planowałam poród w prywatnym szpitalu ponieważ chciałam rodzic cc. Na szczęście miałam wskazanie medyczne i rodziłam w państwowym szpitalu z 3 stopniem referencyjności. Choć nic wcześniej na to nie wskazywało nie wiem czy dzis bylibyśmy w komplecie. Neonatologów którzy uratowali moje dziecko kocham i ubóstwiam dozgonnie.

  17. W kwietniu urodziłam synka w szpitalu wojewódzkim w Gdańsku. Miałam super położną a lekarka trzymała mnie za rękę by dodać mi sił w trakcie porodu.
    Porodu bałam się jak ognia, jednak gdy odeszły mi wody w 36tc ogarnął mnie spokój😊 na ip czekałam dosyć długo, bo położna, która mnie przyjmowała stwierdziła, że to nie poród się zaczął tylko skurcze przepowiadające plus odejście czopu sluzowego. Lekarz się nie spieszył, czekałam 40 minut na jego przybycie. Kiedy mnie już zbadał jakież było zdziwienie Pani położnej, że jednak rodzimy 😃 skurcze miałam co 5-6minut, urodziłam po ludzku 3,5 godziny od momentu wejścia na porodówkę, bez znieczulenia- synek miał
    3530 i 58 cm. Uszanowano nawet moją prośbę o ochronie krocza, sama popękałam i szynka też , ale po szyciu mogłam normalnie siedzieć, korzystac z toalety i nie sprawiało mi to bólu 😊 Wiem, że miałam dużo szczęścia, bo mój poród choć cholernie bolesny, straciłam dużo krwi, to był krótki i miałam wsparcie mojego mężczyzny i personelu. Pozdrawiam 🙂

  18. Na co dzień korzystam z opieki lekarskiej w szpitalu Medicover, gdzie można też zdecydować się na prywatny poród. Moja siostra rodziła tam w sierpniu i była bardzo zadowolona. Przede wszystkim personel jest miły, traktuje rodzącą z szacunkiem i zapewnia jej pełen komfort. To takie proste podstawowe rzeczy, o które niestety często ciężko w szpitalach państwowych….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code