KARMIENIE PIERSIĄ PO CESARSKIM CIĘCIU

Moja mleczna droga była za każdym razem dość trudna i wyboista. Jestem przekonana, że bez pomocy i wsparcia nie podołałabym karmieniu piersią. Jest to jeden z głównych powodów, dla których NIGDY nie oceniam innych kobiet, jeśli chodzi o karmienie.

Dla większości z nich niemożność karmienia piersią jest sprawą trudną, bolesną, okupioną morzem łez i tonami wyrzutów sumienia.

Rzadko zdarza się, żeby kobieta z góry założyła sobie, że nie będzie karmiła piersią (choć i tak się zdarza i również nie mnie to oceniać).

Zwykle jednak jest tak, że matka chce karmić, ale dzieje się coś, co jej to utrudnia. Bez odpowiedniego wsparcia, zarówno psychicznego jak i stricte dotyczącego samego karmienia, po prostu się poddaje. Nie ma siły walczyć. Nie wie jak. I nie mówcie mi, że po prostu niewystarczająco się stara. To bardzo krzywdzące. Mamy, którym karmienie przyszło samo i nie muszą walczyć o każdą kroplę mleka, nie mają bladego pojęcia jak trudne może być karmienie piersią.

Nasz najstarszy syn urodził się prawie 10 lat temu przez cesarskie cięcie. Nie był to planowy zabieg. W trakcie porodu wystąpiły komplikacje i cięcie wykonano po 6 godzinach od odejścia wód. Machina hormonalna ruszyła więc naturalnie. Po dobie już nastąpił nawał pokarmu. Tym między innymi różni się karmienie po cięciu wykonanym w trakcie porodu fizjologicznego od cięcia planowego. Pokarm pojawia się praktycznie tak, jak po porodzie fizjologicznym. Niestety z uwagi na procedury medyczne w szpitalach bardzo często dzieci są izolowane od mam po cesarskim cięciu. Ja miałam to szczęście, że dziecko dostałam natychmiast i mimo, że leżałam jeszcze 8 godzin po znieczuleniu, przystawiano mi je bez przerwy do piersi. Dzięki temu początek był stosunkowo łatwy. Schody zaczęły się później.

Od początku pokarmu miałam niezbyt dużo. Kryzysy zdarzały się bardzo często. Nie rozstawałam się z laktatorem i bez przerwy pobudzałam piersi do pracy po karmieniu (nawet w nocy). Mały jadł często i pięknie przybierał na wadze. W kryzysach jednak dokarmiałam go ściągniętym mlekiem przez zestaw sns Medela. Bałam się podać zwykłą butelkę z mlekiem modyfikowanym. W tamtym czasie kilkakrotnie korzystałam z pomocy doradczyń laktacyjnych, które wspierały mnie jak mogły w karmieniu.

Jedną z położnych, na którą mogłam liczyć była pani Ewa Lisius – wspaniała położna z 30 letnim stażem ze Szpitala Copernicus w Gdańsku, doradca laktacyjny, koordynator programu Szpital Przyjazny Dziecku, od 15 lat prowadząca szkołę rodzenia Dobry Początek, z którą pisałam już jeden artykuł na blogu KARMIENIE PIERSIĄ PO POWROCIE DO PRACY.

Udało mi się wówczas utrzymać laktację 6 miesięcy. Kiedy wróciłam do pracy sam laktator nie dał rady. Gdybym wtedy wiedziała o karmieniu tyle, ile wiem dzisiaj, na pewno karmiłabym dłużej.

Kiedy urodził się nasz drugi syn, myślałam, że jeśli chodzi o karmienie nic mnie nie zaskoczy.

A jednak…

Drugie cesarskie cięcie było już planowe. Po porodzie przystawiono mi syna do piersi, ale on zasnął w trakcie jedzenia. Przez niemal dobę ciągle spał. Nie mogłam go dobudzić, by ssał. Dzieci po cesarskim cięciu bywają niestety mniej aktywne niż te po porodach fizjologicznych. To znacznie utrudnia karmienie.

Gdy po trzech dobach pokarm się nie pojawił, a moje brodawki były jedną raną, byłam zdesperowana. Ze szpitala pojechałam do apteki kupić mleko modyfikowane i butelkę. Jednak nie poddałam się. Nie podałam mu tej butelki. Walczyłam laktatorem po każdym przystawieniu małego do piersi i w końcu pokarm pojawił się. Problem polegał na tym, że on nie chciał jeść. Płakał i prężył się przy każdym karmieniu.

Zaczęłam ściągać pokarm, żeby sprawdzić, ile zjada. Początkowo nie chciał przyjąć absolutnie żadnej butelki. Kupiłam wszystkie dostępne na rynku i próbowałam. W końcu zaskoczył, ale na posiłek zjadał nie więcej niż 60-80 ml mleka. Słabo przybierał. Miał potworne kolki. Potrafił płakać 6 godzin bez przerwy. Byłam na skraju załamania nerwowego i nadal nie poddawałam się. Laktator przyrósł mi niemalże do piersi, bo mleko nie produkowało się. Ssał chwilę, po czym zaczynał płakać, krzyczeć, wyginać się. Miał wzdęcia, bóle brzuszka. Po wizycie w poradni laktacyjnej padło podejrzenie nietolerancji laktozy. Zaczęłam ściągać pierwsze mleko i podawałam mu pierś dopiero po początkowym opróżnieniu (pierwsze mleko ma najwięcej laktozy). Nic nie pomogło. Moje dziecko cierpiało, a ja byłam sprawcą tego cierpienia i to było ewidentne. Kiedy pediatra potwierdził podejrzenia doradcy nie chciałam w to uwierzyć. Poszłam do kolejnego. Gdy kolejny potwierdził, że pomóc może tylko zmiana mleka na zastępcze – bezlaktozowe – poddałam się.

Przeżyłam to ogromnie. Po 2,5 miesiąca walki podałam mu Enfamil 0 lac. Kolki wyciszyły się i do 4 miesiąca ustały zupełnie. Kosztowało mnie to tyle nerwów, łez, nieprzespanych nocy i stresu, że nikomu tego nie życzę. Wtedy właśnie postanowiłam nigdy nie oceniać mam, które nie chcą karmić piersią. Nie każda kobieta ma tyle siły, odporności na ból, stres, wytrwałości. Hormony tylko pogarszają sprawę.

Do trzeciego cięcia byłam psychicznie przygotowana. Na kłopoty z karmieniem również. Wiedziałam, że mleko nie pojawi się od razu, więc bez stresu czekałam przystawiając dziecko często i pobudzając piersi laktatorem. Pokarm pojawił się w trzeciej dobie. Nie mogę powiedzieć, że wszystko szło gładko i bezstresowo. Długo bolały mnie brodawki, były ponadrywane i poharatane. Nie miałam żadnych nadwyżek w produkcji mleka i pokarmu było tylko tyle ile zjadał mały. Nie trzeba było go dokarmiać, zresztą nigdy nie zaakceptował żadnego mm, ale bywało, że kilka dni walczyłam z mleczarnią, żeby znowu ruszyła. Tym razem jednak bez nerwów. Nie byłam na diecie eliminacyjnej, on nie miał kolek, przyzwoicie spał w nocy, to ułatwiało. Karmiliśmy się 10 miesięcy.

Zapytałam panią Ewę Lisius, co jest najważniejsze, jeśli chodzi o udane karmienie piersią po cesarskim cięciu. Zbierzmy to w punkty:

 

  • Dziecko po cesarskim cięciu powinno od razu trafić do matki i zostać przystawione do piersi. Ma wtedy naturalny odruch ssania. Jeśli dziecko zostaje rozdzielone z mamą pojawiają się trudności  (można je oczywiście przezwyciężyć, ale jest trudniej).
  • Bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza jest postawa personelu medycznego w szpitalu. Wsparcie laktacyjne po cesarskim cięciu jest podstawą sukcesu. Kobieta nie jest przygotowana na trudności, nie wie jak sobie z nimi radzić. Często nieprawidłowo przystawia dziecko do piersi, co dodatkowo wzmaga ból podczas karmienia i uniemożliwia produkcję pokarmu.
  • Nie należy dokarmiać dziecka butelką. Jeśli konieczne jest dokarmianie powinno odbywać się przez sns – czyli strzykawka i cewnik do karmienia podany razem z brodawką. Strzykawką po palcu można dokarmiać maksymalnie do drugiej doby, bo maluszki rozleniwiają się.
  • Przy małej ilości pokarmu laktację należy rozbudzać laktatorem po każdym przystawieniu malucha do piersi. U mnie najlepiej sprawdzał się system 775533 (czyli po 7 minut z każdej piersi, potem po 5 minut i po 3 minuty). Dokarmiamy wtedy odciągniętym mlekiem. Jeśli niewystarczająca jest ilość ściągniętego pokarm,u zawsze lepiej wymieszać z modyfikowanym to co udało się ściągnąć niż podać samo modyfikowane mleko.
  • Jeśli mama nie może wstawać po cesarskim cięciu, a dziecka nie można przynieść do niej z jakichś względów, personel powinien podawać dziecku odciągnięty pokarm strzykawką, a mama musi wtedy pobudzać laktację laktatorem.
  • Noworodka należy karmić nie rzadziej niż co 3 godziny.
  • W przypadku jakichkolwiek problemów z karmieniem najlepiej od razu udać się do certyfikowanego doradcy laktacyjnego (czasem wystarczy skorygować sposób, w jaki dziecko chwyta brodawkę). Listę certyfikowanych doradców znajdziecie tutaj
  • W miarę możliwości nie stresować się, szukać profesjonalnej pomocy, a nie wchodzić na fora dla mam.
  • Jeśli problem leży w obniżonym nastroju lub depresji poporodowej, należy jak najszybciej szukać pomocy psychologicznej.
  • Istotna jest odpowiednia ilość płynów spożywanych w ciągu dnia. Jeśli masz problem z małą ilością pokarmu koniecznie dużo pij w ciągu dnia.
  • W czasie kryzysów pobudzać piersi laktatorem nawet w nocy. Po każdym karmieniu. Pokarm zwykle wraca najpóźniej na 3 dobę.
  • W przypadku nawału jak najczęściej przystawiać maluszka do piersi. Można odciągnąć trochę pokarmu laktatorem – do uczucia ulgi – zanim podasz dziecku pierś. Nie będzie się krztusiło.

 

Jeśli nie udało Ci się utrzymać laktacji, choć bardzo tego chciałaś, nie zadręczaj się! Jest bardzo wiele kobiet, które tak jak Ty nie otrzymały na czas fachowej pomocy i zostały z problemem same. Niczego dziecku nie odebrałaś! Dałaś mu życie! To najpiękniejszy dar. A bezproblemowe karmienie piersią zdarza się rzadko, najczęściej na obrazku. Większość to 90% determinacji i 10% produkcji mleka. Karmienie piersią to trudna sztuka.

A teraz zwracam się do wszystkich mam, które lubią oceniać, przekonywać inne mamy, że karmienie to buła z masłem, naturalna sprawa, a problemy są wynikiem lenistwa i braku chęci.

Ugryźcie się w jęzor! Albo w palec, którym to piszecie!  Naprawdę fajnie, że Wam się udało. To fantastycznie, że karmiłyście po cc 4 lata beż żadnych trudności. Ale wierzcie mi, że Wasze słowa są czasem nożem prosto w serce dla innych kobiet. One i tak nie mogą pogodzić się z faktem, że nie dały rady. Otoczcie je wsparciem, dobrym słowem, podpowiedzcie gdzie się zgłosić, podrzucie rozwiązanie. Pocieszcie zamiast dołować. Nie triumfujcie nad nimi. Z pewnością nie chciałybyście, by ktokolwiek poza Waszymi dziećmi wystawiał Wam ocenę z macierzyństwa.

 Anna Jaworska – MumMe

Jeśli uważasz, że mój wpis porusza ważny temat,  udostępnij go proszę.

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

 

 

14 komentarzy

  1. Szanowna Mumme😉 z tym laktatorem to nie dla każdego niestety, mi niestety nie pomógł.Drogę miałalysmy wyboistą bo karmiłam tylką piersią, w końcu spadła waga i szpital… co 2-3 godziny laktator nawet częściej poprawę dało tylko albo aż regularne karmienie… także próbować jak się da…na wszystkie sposoby… życzę powodzenia

  2. Witam również jestem z Gdańska i również w czasie karmienia piersią kontaktowałam się z Panią Ewą. Potwierdzam to bardzo miła osoba. Ja osobiście miałam problemy z zastojami mleka w piersi (pierś jak kamień i ani kropli nie udawało mi się ściągnąć) Nasze laktacyjne początki również były trudne i wydawało mi się, że karmię 24h na dobę ;)naszczęście wpierała mnie siostra jako jedyna z rodziny, że damy radę i udało się córka niedługo skończy rok i nadal chętnie ssie pierś. pozdrawiam ewa

  3. 29.06.2017 przez cc urodzila sie moja coreczka (pierwsze dziecko). Po zabiegu polozna podala mi corke abym mogla ja nakarmic. Nastepnie maluszek zostal zabrany na ok 8 godzin do poloznych, poniewaz ja bylam pod dzialaniem znieczulenia. Nie mialam priblemow z pokarmem. Jedynie na poczatku Zuzia lapala brodawke zbyt plytko i poranila mnie. Mimo to nie przestawalam jej karmic piersia. Z poranionej pokrm odciagalam laktatorem, aby nie zrpbil sie zastoj. Caly czas karmie corke jedynie piersia. Od polowy 2 tygodnia mala cierpi na koli. Podaje jej kropelki, stosuje masaze, cieple kapiele, termofor a brzuch, lzenie na brzuszku albo na klatce piersiowej u mamy. Widze jak sie meczy ale moge jej pomoc jedynie w taki sposob

  4. Chce mi się płakać po przeczytaniu Twojego posta, a myślałam, że mój żal już minął. Pierwszy poród -planowane cc, pokarm na szczęście był od początku i to sporo, ja super pozytywnie nastawiona, po lekturze „Warto karmić piersią” tylko córka nie chciała/nie umiała ssać. Dostałam ją do karmienia dopiero po kilkunastu godzinach. Nikt wcześniej mi jej nie przyniósł, nie próbował przystawiać. Problemy z nauką przystawiania miałam koszmarne, w szpitalu przeszłam gigantyczny baby blues, wręcz załamanie nerwowe. U małej doszła żółtaczka, więc nie mogłam jej dobudzić, im mniej jadła tym więcej spała. Na oddziale terror laktacyjny ze strony neonatologów, zwłaszcza takiej jednej, bezdzietnej. Piersi mam do karmienia bardzo trudne -baardzo duże za to niemal płaskie brodawki, odpada np. karmienie klasycznie czy na leżąco, bo spod piersi nie widzę dziecka. Na oddziale brak było doradcy laktacyjnego, w całym mieście brak doradcy. Wyszłam z małą ze szpitala jako psychiczny wrak, jako tako umiejąc przystawiać do piersi. W domu walczylam dalej, mimo płaczu dziecka, niemożności dobudzenia, nieraz było tak, że płakałam ja, płakała ona. Łzy kapały mi na piersi, mleko kapało na twarz dziecka, które nie umiało sobie z tą piersią poradzić. Jak już cudem opanowałyśmy przystawianie, to dla odmiany córeczka nie chciała puszczać piersi przez kilka godzin pod rząd. Zmieniałam tylko strony na kanapie, od siedzenia miałam koszmarne bóle kręgosłupa, dziecko ssało, ciumkało, przysypiało 4, 6 czasem więcej godzin ciurkiem, z małą przerwą na przewijanie. Ja czasem nawet odmawiałam sobie pójścis do toalety, posiłki jadłam na tej kanapie i myślałam, że tak ma być, że spełniam potrzeby córki. Czułam się jak więzień, jak zakładnik, nie było życia poza cycem. Nadszedł czas pierwszych szczepień i okazało się, że córka ma wagę tę samą, jak wychodząc ze szpitala. Bezwzględny nakaz dokarmiania mm. Po mm dziecko dostało koszmarnej wysypki. Czułam się, jak wyrodna matka. Nie rozumiałam… jakim cudem dziecko głodowało jedząc bez przerwy. Rodzina orzekła, że mam za mało pokarmu, może zły pokarm, pierdu pierdu… znamy te śpiewki. Dodam, że mieszkam na wsi. W promieniu 100 km nie było żadnej poradni laktacyjnej! Mieszkam na laktacyjnym zadupiu. Obdzwoniłam pobliskie (położone po kilkadziesiąt km) szkoły rodzenia, oddziały noworodkowe z prośbą o radę i w kilku miejscach usłyszałam nawet, że po CC to się nie karmi, bo się nie da!
    Na jakimś forum cudem znalazłam namiary na babkę, która, że tak powiem, hobbystycznie zajmuje się doradztwem laktacyjnym. Pojechałam niemal 100 km, traktując to jako ostatnią szansę na ocalenie karmienia. Ona mi pomogła. Przede wszystkim psychicznie, bo byłam w rozsypce. Po drugie konkretnymi radami. Kupilam laktator medela. Po czym wypożyczyłam prodesjonalną dojarkę, z drugiego miasta, kolejne 100 km w przeciwną stronę. Karmiłam, ściągałam, karmiłam, ściągałam… bałam się przestać ściągać nawet wtedy, gdy córcia zaczęła przypominać ludzika z reklam opon Michelin. W końcu, po paru miesiącach uwierzyłam w moją moc i ostatecznie karmiłam dwa lata i poza pierwszymi miesiącami depresji, wspominam karmienie jako cudowną przygodę.
    Drugie dziecko – po 9 latach, znów planowa cesarka. Myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy. A jednak… inny szpital, dziecko dostałam po niemal dobie. Podobne problemy, ospałość, nieumiejętność poradzenia sobie z piersią, żółtaczka. Nastawienie personelu, radź sobie sama, jak nie wychodzi, podajemy mm z butelki, bo nie ma czasu na bawienie się w strzykawki, kubeczki, bo najważniejsze jest syte dziecko. Na oddziale żadnego laktatora. Dobrze, że miałam swoją medelę. Prosiłam o pomoc, niektóre pielęgniarki próbowały, jedna pchając na siłę synkowi do ust praktycznie zmiażdżyła mi brodawkę, która tak spuchła, że dwa dni dziecku nie mieściła się do ust. Głowę synka tak przyciskała do mojej piersi, że mały się dusił i krzyczał. Jak zaprotestowałam, zostałam opieprzona, że ona wie co robi, że żadnego dziecka nie udusiła. Po tym wolałam już nie prosić o pomoc. Ściągałam lakratorem po „karmieniach”, które kończyły się coraz częściej fiaskiem, dokarmiałam mm bo mi zagrozili, że jak waga jeszcze spadnie to będzie musiał dostawać kroplówki i wygrzewałam synka pod lampą uv, byle wyjść do domu i tam się siebie uczyć. Niestety w domu synek już nie chciał piersi, ssał kilkanaście razy w sumie na niezliczoną ilość prób. Nadal spadał z wagi (tym razem prztjeżdżała położna z wagą). Polubił butelkę. Ja znów wypożyczyłam dojarkę, bo musiałam rozkręcić laktację, mimo że położna mówiła, „już mam po laktacji”. Rozkręciłam tak, że karmię piersią inaczej już 3 miesiące. Ściągałam co 2 godziny w dzień i co 3 w nocy, czyli po ok 10 razy na dobę. Jest to organizacyjny koszmar! Nie da się spać, kiedy dziecko śpi, traci się rachubę czasu, zdolności precepcyjne, pojawiły się problemy z koncentracją, pamięcią. To zajmuje koszmarną ilość czasu i siły. Schudłam 12 kg od wagi sprzed ciąży. Mam tyle mleka, że nadwyżki mrożę, w szczytowym okresie po pół litra dzienie. Powoli dochodzę do końca, bo choć teraz zeszłam do 5 ściągań na dobę to nie mam już siły. A przecież mam męża, dom, to przecież potrzebuje mnie starsza córka. Myślę, że dociągnę do 4 miesięcy, a potem będziemy jechać na zapasach i mm. Ciężko to przeżywam. To dla mnie porażka, że nie mam takiej samej bliskości z synkiem. Z córką 2 lata, z nim parę miesięcy i tylko dzięki maszynce… Boję się, że jak przejdzie na mm to zaczną się choroby. Choć już teraz jedno karmienie jest mm, żeby przyzwyczajać. To się podzieliłam swoją historią.

  5. Witam. Ja karmie piersią już 8 miesięcy. U mnie pokarm pojawił się dopiero w 7 dobie po cc… przez tydzień syn dostawał na zmianę pierś a później dokarmialiśmy butlą. Tak jak Pani napisała, ja również wiem czym są poranione brodawki i walka o każdą krople, natomiast u mnie laktator nie dawał rady. Po około miesiącu dostawał butelkę tylko na noc, a koło 3 miesiąca całkowicie zrezygnował z MM. Wszyscy mi wmawiali ze butelka go rozleniwi i nie będzie chciał później piersi a tu proszę, wybrał smaczniejsze mleko 😉 . Obawiam się teraz jak będzie wyglądać odstawienie od piersi 🙁

    1. Moja córka sama się odstawiła mając prawie 2 lata. Karmienia były już tylko rano i przed snem, tak się złożyło, że kilka dni mąż układał córkę do snu, a ja nie proponowałam piersi. To było na wakacjach, bylo dużo zabawy, dużo wrażeń, ogólne odejscie od rutyny. Po powrocie córka jakby zapomniała o piersi i spokojnie przeszła na zwykle mleko krowie. Żadnych sensacji nie było. Do dziś je uwielbia.

  6. Po planowanym cc mleko sie nie pojawilo. Nic. Mimo pobudzania co 3 godz. laktatorem. Corka urodzila sie ssaca i glodna tylko nie bylo co. Piersi bardzo duze, plaskie, w ciazy ” wychodzace” juz spod pachy i wklesle brodawki. Dziecko 2900, malutkie.Masakra. Na ten widok polozne zgodnie krecily glowami, ze sie nie uda. Doradca laktacyjny telefoniczny opowiadal o wlasciwym dostawieniu i ze bedzie dobrze. Tylko jak przystawic dziecko do wielkiej, plaskiej masy, ktorej nawet do najwiekszego lejka laktatora nie szlo upchnac??? Po moim obrazowym tlumaczeniu wygladu zaproponowal nakladki na brodawki jako mniejsze zlo. Przestalam do niego dzwonic bo niby jakim sposobem ta nieszczesna nakladka miala by sie utrzymac. Dziecko i mm dostal maz a ja do piersi tulilam laktator. Co 3 godz przez cala dobe pol godziny odciagania czegos czego nie bylo. W 10 dniu pojawilo sie mleko, 21 dnia odstawilismy mm. Karmilismy sie moim mlekiem z butli 8 miesiecy. Corka ma 3 lata a ja do dzis jak czytam, ze kazda matka moze karmic piersia jak tylko chce, ze kazda piers nadaje sie do karmienia, ze wklesle brodawki nie sa przeszkoda to chce mi sie wrzeszczec! Moje brodawki po 8 miesiacach maltretowania ich laktatorem sa nadal wklesle. Pozdrawiam mamy karmiace:)

  7. Karmilam moja corka 16 miesiecy po cc. Mala byla w inkubatorze, najpierw byla sonda, pozniej butelke I na koncu piers. Nikt mi specjalnie nie pomagal. Zawzielam sie…

  8. Karmilam moja corka 16 miesiecy po cc. Mala byla w inkubatorze, najpierw byla sonda, pozniej butelke I na koncu piers. Nikt mi specjalnie nie pomagal. Zawzielam sie…

  9. U mnie na brak mleka po cc pomogła herbatka ziołowa. Niestety, nie pamiętam już nazwy, ale w aptece trzeba poprosić o herbatkę na pobudzenie laktacji. Po trzech szklankach herbatki (wypitych w ok. ośmiogodzinnych odstępach) miałam tyle pokarmu, że ciekło mi rękawami. Jedyny minus – wyjątkowo obrzydliwy smak i zapach (to chyba anyżek).

  10. Też miałam nieplanowane cesarskie cięcie i jestem zachwycona, że akurat trafiłam na położną, której zależało na przystawieniu dziecka do piersi. Dzięki niej Jaśko od razu załapał i tak naprawdę całe dnie wisiał mi na piersi, chociaż też sporo spał, ale budził się na karmienia. Pomoc i wsparcie to krok milowy w karmieniu. Mój 1,5-roczny syn nigdy nie był dokarmiany mlekiem modyfikowanym, a do tego nie umie pić z butelki (od 10 miesiąca pije ze słomki). Nadal karmię i uwielbiam to. Cieszę się, że miałam naprawdę rzetelną i konkretną pomoc przy karmieniu, bo niejednokrotnie widzę mamy, które są osamotnione w walce o kp i po prostu się poddają…

  11. Dzieki takim wlasnie slowom i rzetelnej wiedzy mi sie na szczescie udalo przy obu cesarkach, przy czym u mnie jeszcze przy nawale dostalam zastoju poprzez blizne – mialam usuwanego guzka na chwile przed zajsciem w ciaze. To byla masakra na szczescie trafilam na cudowna polozna dzieki ktorej nadal karmie juz 6 miesieczna core.

  12. Jak dla mnie caly tekst w punkt! Walczylam poltora miesiaca, popekane brodawki, bolem i placzem.przy kazdym przystawieniu ale walczylam. Az w koncu maly zaczal wymiotowac na brazowo. Polozna i pediatra stwierdzili ze to krew z brodawki wypita podczas ssania podraznia jego delikatny zoladek. Kazali odciagac laktatorem, widzialam jak idzie krew to przerywalam i druga piers znowu do odciagania. I tak w kolko. Masci oklady nic nie pomagalo. Stymulacja laktatorem to juz nie bylo to, pokarm zaczal zanikac. I tak na depresji poporodowej sie skonczylo. Byly ambicje urodzic naturalnie – nie udalo sie, byly komplikacje, zanik tetna w efekcoe cc. Potem z karmieniem tez porazka i to wlasnie pytania „karmisz karmisz??” dolaly oliwy do ognia. Przy drugim dziecku jesli sytuacja sie powtórzy na to pytanie odpowiem – NIE GłODZE!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code