W MOIM MAGICZNYM DOMU…CODZIENNIE ARMAGEDON

Poranki w dni szkolne. Moja ulubiona pora dnia. Jestem wówczas oazą spokoju. Niewzruszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora. Jak joginka w trakcie medytacji.

A teraz poważnie. To mój mąż jest tym kwiatem. Ja jestem raczej ropuchą, która na nim siedzi.

Przeczytałam ostatnio, że można o poranku celebrować początek dnia z trójką dzieci, wstać wcześnie, wypić kawusię, przygotować zdrowe śniadanko dla reszty domowników, wypełnić lunch boxy przygotowanymi wcześniej przekąskami. Dzieci, które dzień wcześniej przygotowały wszystkie ubrania myją ząbki, ścielą łóżka, a potem cieszą się czasem wolnym. Mama gotowa do wyjścia przed czasem, w makijażu, czyta jeszcze dzieciom bajki lub tańczy z nimi albo gra w ulubione gry.

WOW!!! ALE SERIO???

Ja wiem, że powinnam popracować nad emocjami o poranku, ale chyba nie grozi mi dojście do tego etapu.

Nasz poranek wygląda mniej więcej tak.

W dniach, kiedy nie muszę wyjść z chłopcami i odwozi ich tata wstaję o 6.50. Od tego momentu próbuję skłonić mojego męża do tego, żeby wstał, bo dzieci znowu się spóźnią. Udaje się około 7.10. Chłopcy ubierają się w to, co sobie wybiorą. Patent z przygotowywaniem rzeczy się nie sprawdził, ponieważ za każdym razem, mimo, że ciuchy leżały przygotowane, oni i tak wywlekali z szafki następne. Średni ubiera się migiem. Najstarszy siedzi w jednej skarpecie patrząc w ścianę, dopóki go nie pogonię. Małemu muszę pomóc, choć jak na trzylatka ubieranie ogarnia całkiem nieźle.

Schodzę na dół włączyć ekspres do kawy i wstawić wodę na herbatę. Słyszę już jak u góry się kłócą.

Panowie! Proszę schodzić! – krzyczę.

Schodzą. Przenoszą kłótnię do kuchni. Jakiś kopniaczek, ty pierduku, sam jesteś pierduk, mamo, a on mnie wyzywa i takie tam. Standardzik.

Mały jęczy. Codziennie od rana, aż do wyjścia. Chce wszystko to, czego nie może, nie chce niczego, co powinien.

Oczy wywracam bez przerwy tak, jakbym mózgu szukała.

Robię im coś na szybko – tosta, kanapki, po bułce do szkoły (i tak zwykle jej nie zjadają, bo o 10.30 mają obiad w szkole).  Robię coś mężowi (zazwyczaj mam jakąś pastę czy sałatkę).

Zęby umyte? – krzyczę.

Nie! – zawsze ta sama odpowiedź.

Spakowani? – pytam.

Tak! – zawsze ta sama odpowiedź. Szkoda, że tuż po wyjściu z domu niezmiennie okazuje się, że jednak nie do końca. Zawsze czekam, aż któryś się po coś wróci.

Zaczynam poganiać męża.

Szybciej, bo znowu się spóźnią. Nic.

Pospiesz się, bo nie zdążą do szkoły. Zero reakcji.

Pije kawę ze stoickim spokojem przeglądając wiadomości.

W końcu o 7.45 podnosi się i zaczyna biegać po domu. Strój na trening, portfel, okulary, kluczyki.

A Wy co niegotowi? – pyta chłopaków.

W tym samym czasie ja upocona szukam jak co dzień butów, sycząc pod nosem „kurwa codziennie to samo”.

Gdzie masz buty??? !!! – wrzeszczę – Stały tu wczoraj!

Czołgam się pod kanapą, latam w koło. Są. W łazience były.

Mamo, a mogę bez kurtki? Jasne. Jest aż 5 stopni. Zgrzałbyś się tylko.

Gdzie masz strój na w-f?

O, na górze został.

Śniadanie spakowaliście?

A które jest moje?

Szybko, ładować się do samochodu! –  Pogania ich tatuś.

Jest za trzy – mówię. Zawsze to mówię.

Kiedy ja wychodzę z nimi rano, budzik nastawiam na 6.20, żeby dobudzić się zanim wstanę. Od razu idę pod prysznic. W tym czasie doświadczam prysznicowej schizofrenii Wciąż słyszę głosy. Czasem okazują się prawdziwe! Maaamooo!! Siiikuuu!

Zawsze, gdy zaplanuję coś do ubrania poprzedniego dnia, rano stwierdzam, że jednak zmieniłam zdanie. Nie szykuję więc ubrań dzień wcześniej.

Kiedy wychodzimy razem, śniadanie muszą ogarnąć sobie sami. I zaczyna się.

Mamo, nie wiem co mam zjeść.

Gdzie jest mleko?

Ja też chcę płatki! Ale zrobiłam Ci już kanapkę. Ale ja chcę płatki z mlekiem!

Idę się malować. Wtedy oczywiście wszyscy muszą umyć zęby. W tym samym momencie. Przy tym samym lustrze.

Powtarzamy historię z szukaniem butów, żeby nie wypaść z wprawy.

Zawsze jednak udaje nam się wyjść o 7.45, więc chyba mogę być z siebie dumna.

Kiedy odwozi ich mąż, a ja zostaję w domu, po ich wyjściu następuje błoga cisza. Celowo nie włączam dzwonka w telefonie jeszcze przez 15 minut, żeby nikt mi jej nie zakłócał.

Kiedy ja ich odwożę i wsiadam do auta po wyjściu z przedszkola, zapodaję jakiś kawałek z dobrym beatem i robię głośniej. Ruszam z błogim uśmiechem, królowa życia (jakby ktoś na mnie popatrzył to miałby niezły ubaw, chyba, że byłaby to inna mama – ona zrozumie).

I wiecie co? Poza tym, że chyba rzeczywiście przestawię mężowi zegarek 10 minut do przodu, to NIC nie zmieniłabym w moim nieperfekcyjnym życiu.

Jeśli ktoś rzeczywiście gra z dziećmi w Scrabble na 15 minut przed wyjściem z domu w tygodniu to szacun, kłaniam się nisko, ale ja odpadam.

Czy czuję oddech konkurencji na plecach? Nie. Czy czuję się gorsza jako mama? Nie. Czy zamierzam nad sobą pracować w tym względzie? Nie.

A dlaczego nie? Bo nasz dom jest idealnie nieidealny, ja jestem idealnie nieidealna, mój mąż jest nieidealnie idealny i nasze dzieci również są idealnie nieidealne. Wieczorem bywam znośniejsza. Czego chcieć więcej?

Cierpliwości. Tak. Ta jest na wagę złota.

I wina. Żeby to jakoś ogarnąć.

 Ania Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

 

9 komentarzy

  1. Prysznic z rana? Makijaż? Herbata i kawa? Omg, jesteś mistrzynią! Z ubraniami mam taki patent: bluzki i spodnie poukładane mam zawsze w szafie tak żeby od poniedziałku do piątku wszystko do siebie dobrze pasowało. Jak coś dokładam to zwracam na to uwagę. Zawsze biorę pierwsze z brzegu i po sprawie. Śniadanie jem ja i mąż, po szybkiej kanapce, dzieciaki w domu mleko a jedzenie w placówkach 🙂 Jak będą chodzić do szkoły to pewnie bede szykowała dzień wcześniej, poza kanapką.

  2. Jakbym czytala o sobie. Z ta tylko roznica ze maz jest faktycznie gotowy (jesli juz jest to swieto i to on gdzies zawozi dzieci) a ja tylko biegam wkolo dzieci probujac ogarnac ta szarancze…

  3. brawo! super, normalny, zwyczajny poranek u milionów polskich rodzin. O tym wyidealizowanym tez czytałam wczoraj na blogu i rozbawił mnie do łez. Budzenie dzieci półtorej godziny wcześniej żeby lepiły z ciastoliny i tańczyły z mamusią jest dla mnie obrazkiem oderwanym od rzeczywistości. Mamusia jeszcze zanim obudziła dzieci zdążyła poranny jogging odhaczyć 🙂

  4. Ta pani chełpi się jaka to zdyscyplinowana, daje radę, zwycięża, pokonuje swoje lenistwo i wstaje o 5 rano…. ale to jest kosztem wieczoru. Jej dzieci 6 letnie o 20 tej już śpią, ona zasypia zaraz za nimi… więc jaki jest sens wstawać tak wcześnie? rano robi to co mogłaby zrobić wieczorem więc w sumie na to samo czasowo wychodzi.

  5. Ubawilam się kochana 😃 mam dwie córki: 3 lata i 7,5 mięsiaca. Armagedon to u nas jest wieczorami. Dziś była afera o mleko, oczywiście po umyciu zębów, potem o czytanie bajki, której za kare już nie bylo, a młodsza ryczala, bo nie wiedział, co się dzieje. Rano zwykle mąż zaprowadza starsza do przedszkola, więc są szybcy i w miarę cicho, nawet dają innym pospać. Ale jak ja mam ją zaprowadzić, z młodszą oczywiście, to się wiecznie nie wyrabiam. 😃

  6. U nas tez zawsze w tajemniczy sposob gina buty tzn kapcie zawsze jak trzeba isc spac. A przed wyjsciem nigdy nie ma czapek, szalika, rekawiczek mimo ze wkladam je zawsze do rekawow. Zawsze czegos brakuje, ah te chlopaki.

  7. Niesamowite a ja myśłałm, że to tylko ja mam takie problemy -totalny poranny haos, po powrocie z przedszkola dochodzę do siebie przez pół godziny a z godzinę ogarniam dom po wieczornym i porannym sztormie. Dobrze że i u mnie jest kwiat lotosu. Ciesze się, że tu zajrzałam w sumie przez przypadek, ale teraz będę zaglądać codziennie bo jak widać nie jestem odosobniona w tym wielkim, pędzącym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code