ZDRADA NIE JEST BŁĘDEM. ZDRADA JEST WYBOREM.

„Wierność jest pierwszą z cnót; to ona nadaje naszemu życiu jednolitość – w przeciwnym wypadku rozprysnęłoby się na tysiące chwilowych wrażeń jak na tysiąc szklanych odłamków”. Milan Kundera

 

Ona zajęta dziećmi, lata z wywieszonym językiem, on czuje się zaniedbany, a koleżanka z pracy codziennie pyta, interesuje się, zupełnie inaczej niż w domu. Od słowa do słowa, najpierw kawa, potem wino u niej w domu…

Ona nie pracuje, on całe dnie spędza w pracy, ona czuje się niekochana, spotyka przypadkiem dawną miłość. Spragniona komplementów, zainteresowania, rzuca się w wir nowej – starej znajomości…

Ona rodzi dziecko, on wyprowadza się do pokoju obok, bo przeszkadza mu noworodek. Samotne wieczory wypełnia sobie oglądaniem pornosów i flirtowaniem na portalach randkowych…

To tylko przykładowe scenariusze, ale zdarzają się.

Zastanawiałam się ostatnio nad tym czym jest zdrada w związku. Czy jest to akt seksualny z innym partnerem? Czy myślenie o innej osobie? Czy może już instalowanie Tindera czy rejestracja na Sympatii to zdrada?

Muszę powiedzieć, że skłaniam się ku tej drugiej i trzeciej opcji. Jestem bardzo konserwatywna. Dla mnie w związku nie ma miejsca dla innych. Jesteśmy tylko ja i on.

Nasze małżeństwo trwa 14 lat. W naszej relacji dominuje zaufanie, szczerość i nie ma zazdrości. Oboje mamy takie samo podejście do życia. Dbamy o siebie nawzajem, troszczymy się, nie zapominamy o drobnych, codziennych gestach i nie uznajemy kłamstw i tajemnic.

Może to naiwne, ale naprawdę wierzę, że przetrwamy wszystko.

Niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia, ile ja mam w tej chwili.  Obserwuję związki wokół siebie i często uderza mnie brak lojalności, szczerości, uczciwości, pewien rodzaj zakłamania.

Zaufanie jest towarem deficytowym, a brak bliskości i wspólnych spraw powoduje oddalanie się ludzi od siebie.

Możecie się śmiać, ale dla mnie „zdradą” jest obejrzenie odcinka naszego ulubionego serialu, kiedy mój mąż wyjedzie. Po prostu wolę poczekać i obejrzeć go, kiedy wróci. Razem.

Nie jestem nawiedzona. Kiedy wyjeżdża, a nie ma go nawet kilka miesięcy w roku, żyję normalnie. Tęsknię, ale mam tak wypełnione dni, że czas po prostu frunie.  Nie zamartwiam się, nie wydzwaniam, nie sprawdzam. Ufam. Nigdy nie zajrzałam w telefon, maila. Kieszenie opróżniam z konieczności – kiedyś wyprał się paszport, więc muszę sprawdzać czy nic w nich nie ma.

Mam poczucie własnej wartości i wiem, że sama zawsze jestem w porządku na 100%. Być może naiwnie, ale wierzę, że to wystarczy.

Nie rozumiem tak zwanych „luźnych związków”, gdzie partnerzy wiodą jakiekolwiek życie prywatne bez siebie. Chodzą osobno na imprezy, spędzają osobno wakacje, przywalają sobie na flirty i znajomości dalece wykraczające poza zawodowe.

Nic mi do tego, ale to nie po mojemu.

Małżeństwo jest dla mnie poważną sprawą. Mam wrażenie jednak, że takich osób jak ja jest coraz mniej. Często widzę, że dwoje ludzi woli się rozstać niż podjąć trud utrzymania związku uznając, że tak będzie lepiej. Tymczasem wchodząc w nowe związki nadal nie są gotowi na kompromisy i poświęcenia, których każdy związek wymaga. Wszyscy chcieliby żyć łatwo i przyjemnie.

Najczęstsze przyczyny zdrady to obojętność, wynikający z niej brak seksu, czasem zaburzenia emocjonalne, uzależnienia, zemsta, przypadek, nieudany związek.

Po raz kolejny podkreślając, że prawdopodobnie jestem naiwną idealistką, wszystkich tych przyczyn można uniknąć będąc uważnym na siebie i potrzeby swoje i partnera, starając się wyjaśniać wszelkie nieporozumienia od razu, bez pisania scenariuszy w głowie, twarzą w twarz. Bliskość, przyjaźń, brak tajemnic, rozmowa, lojalność, wsparcie, rezygnacja z niektórych spraw na rzecz drugiego człowieka, zrozumienie, to wszystko słowa klucze do zdrowych relacji z partnerem.

Zdrada nie musi być fizyczna. Zdrada emocjonalna jest jeszcze bardziej dotkliwa, bolesna. Zdradą nie jest jedynie pozostawienie swojego partnera czy partnerki dla kogoś innego. Zdradą może być pozostawienie swojego partnera czy swojej partnerki na rzecz czegokolwiek – alkoholu, adrenaliny, pieniędzy, kolegów, a nawet swojej matki.

Zakładając rodzinę musimy nadać jej priorytet, a dwoje ludzi w związku to już rodzina. Od tej chwili bramka, do której gramy powinna być jedna i zawsze wspólna.

Zdrada zawsze jest kwestią wyboru. I czasem ten wybór niesie za sobą nieodwracalne skutki.

Małżeństwo jest zobowiązaniem. I ja chcę je wypełniać. Bo kocham. Bo chcę. Bo w nie wierzę.

Uczciwość daje poczucie spokoju. O własne sumienie.

 Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/         

 

 

10 komentarzy

  1. Pani Aniu, przeczytałam właśnie Pani artykuł. Hmm, to niesamowite bo właśnie wczoraj dowiedziałam się o licznych wycieczkach mojego męża po burdelach. Z racji swojej pracy często go nie było w domu, pracował za granicą. Ja kochałam i co najgorsze wciąż kocham. Czekałam na niego zawsze z utęsknieniem. Wyznawalam zasadę że dla mojego męża będę kur.. w łóżku, gospodynią w domu, dbałam o siebie, chciałam by miał wszystko czego potrzebuje mężczyzna od kobiety, spelniałam jego fantazję, no bo dlaczego nie, przecież jesteśmy dla siebie. Zajmowałem się domem, dzieckiem i nim. Gotowałam, sprzątałem i pracowałam zawodowo. Wszystkie decyzje konsultowałam z mężem bo porostu chciałam być fer. Idealna matka, żona, normalnie perfekcyjna pani domu. Wiem, że to nie jest najważniejsze ale kiedyś pracowalam jako modelka, i patrząc w lustro nie narzekalam – więc dlaczego mi to robił? Dlaczego? Czym jest zdrada? Czy mnie boli to że sypiał z innymi kobietami? – tak to też, ale najgorsze jest to że mnie oszukiwał, kłamał najbliższą osobę, zmiazdrzył moje zaufanie i złamał mi serce! Zawsze mówił że mnie nigdy nie zdradził i nie zdradzi, a dziś rano do wszystkiego się przyznał, był zszokowany że ja wiem, a jedynym komentarzem było: błędy młodości! Co się stało że najbliższą mi osoba postanowiła zniszczyć mi życie. Pragnełam mieć szczęśliwą, kochającą się rodzinę. Mam 39 lat, i nastoletniego syna, Boże daj mi siłę! Przedemną poszukiwanie pracy, wynajem mieszkania i rozwód! Trzymaj za mnie kciuki i dziękuję że jesteś!

    1. jakbym o sobie czytała. kiedy zaczęło się wyzywanie i gnojenie powiedziałam dość. to było jakiś czas temu. dziś jestem szczęśliwą rozwódką. wychowuję dzieci sama ale mam komfort psychiczny. nikt nie bije mnie nie poniża i nie kradnie mi pieniędzy. szkoda tylko że kochałam i wszystko co miałam najlepsze poświęciłam dla niewłaściwej osoby. już nigdy nie będę potrafiła zaufać komuś ani pokochać kogoś taką miłością. miłość jest tylko jedna. jak się kończy nie ma już nic. mimo wszytko jestem szczęśliwa i spełniona – choć bez męża ani żadnego faceta u boku. nie warto było „spalać się” dla kogoś kto miał mnie za śmiecia.

  2. w zdecydowanej większości podpisuję się rękami i nogami. też mam takie piękne małżeństwo. nie muszę sprawdzać mojego męża i czasem mam wrażenie, że ufam mu bardziej niż sobie. może to zabrzmi egoistycznie i pysznie, ale ja po prostu wiem, że z nikim mu nie będzie tak dobrze jak ze mną. mój mąż jest osobą nieprawdopodobnie zamkniętą w sobie, mnóstwo czasu zajęło mi poznanie go i doprowadzenie do tego, żeby wpuścił mnie w swój świat. ta skorupa była efektem ludzi, których spotkał dawno temu i wiem, że nie chce pamiętać o tych wszystkich krzywdach. a ja jestem. kocham go, wspieram, nie obrażam, akceptuję jego dziwne i głupie nawyki i szczerze mówiąc nie wiem, czy inna kobieta by chciała tyle czasu czuć się, jakby ktoś ją odtrącał (chociaż ja pod skórą wiedziałam, że jak będę wytrwała i cierpliwa, to da mi siebie poznać, a jak już mnie pokocha, to tak naprawdę), a jednocześnie nie wiem, czy inna kobieta by go zaakceptowała w całości 😉 poza tym ja jestem atrakcyjna, dobrze nam razem w łóżku, mamy to samo poczucie humoru, gada nam się o wszystkim najlepiej na świecie, wspólny czas jest dla nas przyjemnością i mamy wypracowane metody radzenia sobie ze zgrzytami. nie wierzę, że te lata pracy i to jest między nami poświęcił by dla pójścia do obcej kobiety, żeby zacząć od zera. po prostu nie wierzę i dlatego jestem spokojna. nigdy nie dał mi powodów do tego, żebym go o cokolwiek podejrzewała. moim zdaniem większość problemów w związku wynika z braku komunikacji, z tego, że jak zaczyna być źle, to problemy zamiata się pod dywan, mówi się „domyśl się”, aż zaczyna się żyć obok siebie, a nie ze sobą. tego całym sercem nie rozumiem. jak czuję, że między nami jest coś źle, to mu to mówię. jak czuję, że mam ciężkie słowa do powiedzenia, to piszę list (bo w nerwach często mówię co innego niż myślę, obydwoje jesteśmy wybuchowi, więc bywa, że się kłócimy bezsensownie, zamiast merytorycznie o czymś porozmawiać), bo pisemnie mogę przemyśleć i potem o tym rozmawiamy. moi rodzice są też dla mnie niesamowitym wzorem, po 37 latach razem robią sobie małe niespodzianki, umieją się poświęcić, robią razem szalone rzeczy, chadzają na randkę np. na pizzę czy do kawiarni, kochają spędzać czas razem, a na pytanie mamy, co tata chce dostać na urodziny ten odpowiada „nic, jak mam Ciebie to mam wszystko”. mam nieprawdopodobny wzór i zrobię wszystko, żeby moje dzieci postrzegały nas tak jak ja moich rodziców. i cieszę się całym sercem, że jesteśmy przyjaciółmi i że chcemy nad sobą pracować. nie mniej jednak moim zdaniem zdrada nie ma jednej definicji. zdradą jest zrobienie czegoś wbrew naszemu partnerowi. ale moim zdaniem każdy tę granicę ustala sam. jeśli ktoś uważa, że sypianie ze wszystkimi naokoło jest ok i druga osoba też tak uważa, to dla mnie to nie jest zdrada, bo oni się na to zgadzają. ja bym nie potrafiła być w takim związku, ale my sobie dawno dawno temu, na samym początku ustaliliśmy, czego sobie nie życzymy, a co akceptujemy. dla kogoś wyjście do kawiarni z osobą płci przeciwnej może być zdradą, a my nie mamy problemu z tym, że ja wyjdę z kolegą, czy on z koleżanką. także jak dla mnie zdrada jest dosyć elastycznym pojęcie, może być nią wszystko i nic, po prostu to zależy od osób w związku na co sobie pozwalają i co ich skrzywdzi, a co nie

    1. jak ja Cię kochana dobrze rozumiem. Też mam wspaniałego męża. Małżeństwo co prawda krótkie bo dopiero 1.5 roku po slubie, ale 7 lat przed ślubem byliśmy parą :). Jestem wdzięczna losowi, że w liceum to on zabrał mi parasolkę 😀 Wszystko co opisałaś idealnie opisuje moje małżeństwo (to ze skromnością też 😉 ) Dla mnie zdradą jest wszelki kontakt z inna kobietą, który wykracza za granice koleżeństwa, przyjaźni. Na szczęście mój mąż ma tylko dwie przyjaciółki, które są również moimi – jak z resztą wszyscy znajomi 🙂 głównie męskie grono. Ale nie zabraniam mu sie spotykać z kumplami, koleżankami na piwo, mecz czy kawę. Jesli nie mogę, nie mam ochoty czy poprostu mi sie nie chce to nie idę. On również jest ze mna w porządku, ponieważ zawsze pyta czy nie chciałabym pójść, może chociaż na godzinke wpadniemy ? Ile razy było tak, że ja nie chciałam bo się źle czułam, to o też rezygnował mimo, że ja nawet słowem nie wspomniałam 🙂 to jest po prostu czysta, nieskazitelna miłość nie obarczona żadnymi defektami typu brak ufności, brak szacunku itp. Aniu Twój post również idealnie czym może być zdrada dla każdego człowieka. To tak jak gusta – każdy ma swoje 🙂

  3. Czytam Twojego bloga, bo piszesz w taki sposób, że nie można się oderwać… W chwili obecnej podpisuję się obiema rękami pod Twoimi słowami… Był jednak taki czas, kiedy zdradzałam myślami o innej osobie… Jednak nauczyłam się, że sama siebie niszczę… Zakładała rękawy, ogarnęłam siebie i moją drugą połówkę u teraz mieszkamy razem i budujemy wspólnie dom, choć nie jesteśmy małżeństwem. I największym problemem jak dla mnie było pójście na kompromis, jednak i tego się nauczyliśmy oboje 🙂 Już nie muszę myśleć o innym, marzyć by mój facet był super ekstra itp., bo mam takiego u swojego boku 🙂 Czasem trzeba zawalczyć, bo kto nie ryzykuje, nie pije szampana 🙂
    Buziaki Aniu :-*

  4. Mi się też tak wydawało! Małżeństwo idealne – dla mnie – dla naszych znajomych, znaliśmy się od dziecka, byliśmy dla siebie pierwsi, nigdy się nie kłóciliśmy, były gesty , czułości było tak jak trzeba. Ufałam mu w 100% dałabym sobie odciąć ręce i nogi że nigdy mnie nie zdradzi….I obudziłam się z tego pięknego snu po 17 latach małżeństwa! Klasyka gatunku kryzys wieku średniego, ona młodsza o 22 lata – jego podopieczna, zafascynowana nim wpatrzona w niego jak w obrazek.
    Nie potrafił mi powiedzieć, że jest mu, źle że czuje się przy mnie za mało doceniony, a ja ja niczego nie zauważyłam niczego!!!!!
    Od 1,5 roku próbujemy poskładać nasz związek, kochamy się i nienawidzimy, kłócimy i godzimy – jest strasznie…czy warto to się okaże – to najgorszy okres w naszym życiu i nie potrafię powiedzieć czy będziemy razem, bo żadne z nas nie chce żyć w ruinach miłości , a czy odbudujemy nasz związek nie wiem:(

  5. Dla mnie zdradą nie jest uczucie do innej osoby, bo na uczucia mamy ograniczony wpływ. O decyzji można mówić w przypadku działań, a pójście z kimś do łóżka jest działaniem. Bo przecież zamiast tego można porozmawiać i popracować nad związkiem.

  6. „jakiekolwiek życie prywatne bez małżonka”???? Wolność w związku też jest ważna, tęsknota za sobą, samorealizacja, pielęgnacja innych przyjaźni, rozstania i powroty (w sensie czasu spędzanego osobno, rozwijania własnych pasji) w ten sposób dalej jesteśmy atrakcyjni dla partnera i posiadamy jakąś tajemnicę do odkrycia.Można się udusić w związku w którym musimy być ciągle razem i wiemy o sobie wszystko.Może to zależy of osobowosci.Dla mnie wolność jest ważniejsza nawet od samego związku.

  7. Życzę Ci, aby tak było jak napisałaś… pół roku temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradzał. Byliśmy małżeństwem idealnym, wspólne spędzanie czasu, dzieci, zainteresowania, wspólne decyzje itd. Nikt nigdy by się nie spodziewał, mój idealny, cudowny mąż… Żeby nie było – można na mnie popatrzeć, niczego mi nie brakuje., seks był. Ufałam, nie sprawdzałam, każdy miał czas dla siebie. Wydało się przypadkiem…. mąż żałuje, nie wie co nim kierowało, ciekawość ( byliśmy dla siebie pierwszymi), jesteśmy razem 20 lat, małżeństwem 12…. kochałam go zawsze… i co walczę, o nas i on też ale to nie jest łatwa walka i czasem brakuje mi już sił …nie wiem co będzie …. napewno nie będzie już nigdy tak jak było, coś we mnie umarło …. pozdrawiam

Comments are closed.