NIE MILCZĘ O BŁĘDACH. MÓWIĘ O NICH GŁOŚNO.

Przedwczoraj w Przywidzu koło Gdańska wydarzyła się niewyobrażalna tragedia. Z powodu zakrztuszenia zmarło 8-miesięczne dziecko pozostawione przez mamę w samochodzie.

Opinia publiczna jest poruszona i w sieci roi się od oskarżycielskich komentarzy w stosunku do matki dziecka.

Pojawiają się również głosy, które biorą mamę w obronę i argumentują to tym, że wypadki zdarzają się wszędzie i dziecko mogło równie dobrze zakrztusić się w łóżeczku.

Tak, wypadki się zdarzają. Jako matka trójki dzieci jestem ostatnią osobą, która chciałaby oceniać tę kobietę. Zdarzył się straszny wypadek. Jest to dla rodziny dramat, z którego nigdy się nie podniosą.

Jest jednak jedna rzecz, którą muszę tu powiedzieć nie wydając osądów.

Takich wypadków nie wolno przemilczeć! Takie sprawy trzeba nagłaśniać! Dlaczego?

Otóż dlatego, że być może ten tragiczny wypadek pozwoli uratować kilkoro innych dzieci.

Niestety jest społeczne przyzwolenie na zostawianie dzieci w aucie. Krzyczy się o tym tylko latem, kiedy temperatury mogą być śmiertelne.

Pozostawienie dziecka bez opieki jest niezgodne z prawem i potencjalnie niebezpieczne, dlatego trzeba o tym mówić, pisać i trąbić!

Zadziwiają mnie komentarze typu: nigdy nie miałam problemu z wzięciem prysznica w samotności, gdy dziecko było małe. Serio? Ja zabierałam niemowlę i pod prysznic i do toalety – w foteliku lub leżaczku, żeby mieć je na oku.

Ja tam zostawiam śpiące niemowlę w domu, kiedy idę na 10 minut do sklepu. Tak? A jaką masz gwarancję, że wrócisz z tego sklepu!

Nigdy nie zostawiałam dzieci w aucie. Ani idąc do sklepu, ani na stację benzynową. Zabierałam śpiące, zabierałam trójkę i nie żałuję.

Kiedy zostawiałam wózek na tarasie albo śpiące dziecko w łóżeczku, zawsze z włączoną nianią elektroniczną.

A kiedy zostawiłam dziecko w wannie i prawie się utopiło, to nie ukryłam tego faktu przed światem, tylko napisałam o tym wpis TUTAJ. Bijąc się w pierś ostrzegłam inne mamy przed popełnieniem tego błędu.

Kiedy nie zabezpieczyłam środka na mszyce i moje dziecko się go napiło, również napisałam o tym wpis TUTAJ, żeby uczulić rodziców na pozostawianie chemii bez zabezpieczenia. Za moją głupotę dziecko mogło zapłacić życiem.

Kto chce, ten skorzysta. Na to nie mam już wpływu.

Ja naprawdę rozumiem dramat tej matki i jestem przeciwna ocenianiu sytuacji, której nie znamy. Nie wiemy z jakiego powodu ani na jak długo dziecko było pozostawione w aucie. Niewiele wiadomo. Wiadomo jednak, że wiele z nas może uniknąć takich sytuacji w przyszłości dzięki temu, że znamy możliwe konsekwencje takiego zdarzenia. A od tego jesteśmy dorośli, żeby eliminować potencjalne zagrożenia, chronić dzieci również przed wypadkami losowymi.

Skoro chowamy chemię i leki w domu, zaślepiamy kontakty, kupujemy atestowane foteliki, nie zostawiajmy dzieci w aucie. Dla ich dobra i naszego spokojniejszego sumienia.

Każda z nas przynajmniej raz w życiu nieumyślnie naraziła lub narazi swoje dziecko na niebezpieczeństwo. Nie każdej sytuacji można zapobiec. Jesteśmy tylko ludźmi. Jeśli jednak jest jakikolwiek sposób na to, by takie wypadki zdarzały się rzadziej, to jest to właśnie ich nagłaśnianie i docieranie do jak największej ilości rodziców.

Lincz społeczny jest tu absolutnie nie na miejscu. Najlepiej niech każdy zajmie się swoimi dziećmi, zapewnieniem im bezpieczeństwa i uszanuje tragedię rodziny. Natomiast o wypadku jako takim mówić należy po to, by wyciągać wnioski dla siebie.

Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Jest mi ogromnie przykro i żal zarówno dziecka jak i matki.

Bądźmy ostrożni. Zawsze.

 Anna Jaworska – MumMe

 

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

17 komentarzy

  1. Sama staram się uważać na wszystko opiekując się 7 miesięczna córeczką, jednak w rodzinie zdarzają się sytuacje w których powinnam zwrócić uwagę ale zazwyczaj tego nie robię bo wiem że nic nie drażni rodziców jak upominanie w wychowaniu własnych dzieci. Jednak czy powinnam milczeć gdy: siostra zostawia same 7 i 3 letnią córkę we wspólnej kapieli? Znajoma która zostawia dziecko na godzinę w aucie bo śpi? Niemowlę które 4 godziny spało w domu w foteliku bo ” lubi w nim spać” a tak naprawdę nie widać czy dziecko śpi czy może już nie oddycha? Teściowa do której zwracanie uwagi nie pomaga i przenosi moje dziecko w krzesełku do karmienia podczas gdy ja je wyciągam za każdym razem? Nigdy więcej nie będę siedzieć cicho!

  2. Ten wypadek mógł się równie dobrze wydarzyć w czasie jazdy. Przecież wtedy nie możemy patrzeć ciągle na dziecko, prowadząc samochód, zwłaszcza kiedy dziecko jest na tylnej kanapie i jedzie tyłem do kierunku jazdy. Ja tu nie widzę niczyjej winy. Jeszcze chwila i zaczną wszyscy obwiniać, że nie pilnują rodzice dzieci całą dobę, nawet kiedy śpią (śmierć łóżeczkowa).

      1. Ale nie można cały czas patrzeć w to lusterko, bo można spowodować wypadek. Trzeba minimalizować ryzyko, to na pewno, ale nie popadajmy w skrajności. Sądzę, że ta mama dostała najgorszą karę w swoim życiu i obwinianie jej jest nie na miejscu.

    1. Ale nie wydarzył się podczas jazdy !!! Tylko wydarzył się gdy zostawiła malutkie 8 miesięczne dziecko same w aucie !! Nie mówimy co by było gdyby ….. tylko co się stało! !

      1. Dokładnie..oczywiście,że w każdej chwili się może cos wydarzyć ale jest jedno zdanie w powyższym wpisie po to jestesmy rodzicami i osobami dorosłymi żeby takie sytuacje eliminować a nie sprowadzać na własne dzieci..mam dziecko w tym wieku i zabieram je nawet do toalety .Mogę przecież zostawić w łóżeczku ale od razu zapala mi sie lampka „a hak wypadnie?a jak cis znajdzie i polknie a jak wyjmie szczebelki?”…wole go widzieć.

  3. Nie zostawiłam i nie zostawię samego dziecka w samochodzie czy w domu i nie pójdę na zakupy. No ale nie przesadzajmy, że do łazienki nie można iść na 5-10 minut jak dziecko śpi, bo idąc tym tropem musiałabym siedzieć i patrzeć na nie 24h na dobę.

    1. 5-10 minut moze sie wydarzyć bardzo wiele a dzieci mają”czujniki”na nieobecność rodziców.

  4. Moje najmłodsze dziecko miało wiotkość krtani, jadąc autem zdarzyły się sytuacje ze z piskiem opon stawałam na poboczu na awaryjnych i ratowałam moje dziecko od zakrztuszenia . Zawsze jeździł z przodu by mieć go na OKU.
    2 lata ciągłej uwagi , nie pozostawienia dziecka na chwile samego.. nie było łatwo – jednak ten makabryczny czas za nami.. i mimo wychowania już 2 dzieci musiałam zmierzyć się z wychowaniem dziecka Non Stop 7/24 .. inne matki zostawiały swoje dzieci w wózkach na dworze, a moje było pod kontrola jak więzień dla jego dobra i życia . Pozostawienie go samego mogło spowodować tragedie życiową. Dopiero teraz gdy przeżyłam tak wiele sytuacji dramatycznych wiem jak beztrosko podchodzi się do wychowania dzieci ich bezpieczeństwa lub nawet jego brak. Przecież co może spotkać dwu -miesięczne dziecko , które leży .. może i to coś co się zwykłemu Kowalskiemu w głowie nie mieści.

  5. Jestem za. Podpisuje sie za tym co napisalas rekami i nogami. Tylko co zrobic w momencie kiedy ktos wychowuje dziecko sam ? Ja mam taka sytuacje. Oprocz dziecka mam w domu psa. Musze z nim wychodzic na siku czasem gdy dziecko spi… korzystam z pomocy sasiadow ale nie zawsze sie da….

  6. Mi się zdarzyło dzuecko zostawić w aucie. Zawsze robię to w sytuacjach przymusowych, z duszą na ramieniu ale to mnie nie tłumaczy. Biorę też prysznic, gotuje, śpię gdy dzieci spia. I nie uważam tego za coś zlego. Troszczę się o dzieci, dbam o nie i zapewniam bezpieczeństwo jak tylko potrafię najlepiej ale nie dam się zwariowac. Nie będę patrzeć na dziecko 24h/dobę w imię tego że ktoś uważa że tak trzeba. Bo tak naprawdę kiedy będzie dość? W jakim wieku dziecka możemy uznać że jest ono bezpieczne spiąć bez naszego nadzoru? W którym momencie możemy dziecko na chwilę spuścić z oczu? Patrząc na pani artykuł NIGDY! Bo i noworodek i niemowlę i kilkulatek może się zakrztusić, utopić, przewrócić, skaleczyć nożyczkami etc. Proszę nie dajmy się zwariowac!!! Tak zadbajmy o bezpieczeństwo, chowajmy ostre, niebezpieczne rzeczy, chemię, etc ale gdy dziecko śpi w łóżeczku dajmy mu spać, gdy się bawi pozwólmy mu na to a sobie na chwilę wytchnienia w pokoju obok.

  7. Dopisze swoj przypadek… córką szybko nauczyła się jeść sztuccami… miała ok półtora roku jak spadła z krzesła podczas jedzenia (nigdy wcześniej jej się to nie przydarzyło)… widelec był przy główce, minimalnie od niej… naprawdę niewiele od oczka…niby male krzesełko, niby tylko dobry, plastikowy widelec… do końca życia będę to pamiętać.

  8. Smutne jest to co się stało. Owszem powinniśmy dbać o bezpieczeństwo naszych dzieci, unikać beztroskiego podejścia do wielu spraw. Jednocześnie nie dajmy się zwariować. Wypadki zdarzają sie nawet pod naszym wielkim nadzorem. Nie możemy się stać cieniem dla naszych dzieci. Wiadomo niemowlęta, malutkie dzieci wymagają większego nadzoru, ale stopniowo nasza smycz musi być poluzowana dla dobra tych dzieci!!! Bo jeśli będziemy zbyt zaborczy, zbyt nadopiekuńczy to nasze dzieci się nigdy nie usamodzielnią i będą takie „nieogarnięte”. Dlatego apeluję raczej o zdroworozsądkowe podejście do zapewnienia bezpieczeństwa, aniżeli do chowania dziecka „w szklanej kuli” – z czym miewam ostatnio coraz częściej do czynienia z racji miejsca pracy. W latach 70-80 tych też bywało niebezpiecznie mimo to rodzice dawali dzieciom większą swobodę i mam wrażenie, że sprzyjało to ich zaradności i umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach….Przepraszam, może za bardzo odbiegam od tematu…ale słabo mi jak słyszę, że trzeba patrzeć na dziecko 24/24i nawet do toalety nie można wyjść na 5 minut….. A

    1. Świetnie to Pani ujęła, Pani Kamo! Uważam podobnie – dbanie o bezpieczeństwo – tak; całodobowy nadzór i wychowywanie w szklanej kuli – nie. W końcu te pisklaki wyfruną! Polecam 2 odcinek serialu Black Mirror sezonu 4 – świetnie porusza ten problem nadzoru totalnego!

  9. Dopisze jeszcze tyle, ze mozna byc ostroznym, pilnowac, dbac, zabezpieczac i wszystkie cuda swiata i moze to nie wystarczyc. Morze, plaza, ja biegnaca – powiedzmy 😉 za reke z moja trzylatka brzegiem plazy, woda raz jest pod stopami raz jej nie ma, a to kaluza, a to kamyk. Tak sobie brykamy a tu nagle moja corka, ktora trzyma mnie za reke potyka sie i bach – prosto w fale, ktora akurat naplynela! Moj refleks sprawil, ze tylko musnela ustami wode, a nie zanurzyla calej twarzy, co i tak nie pomoglo, bo sie ostro zakrztusila. Serce w gardle! Nie trzeba byc nieodpowiedzialnym, nieroztropnym, mozna byc panicznie uwaznym, bywa, ze to nic nie da. Czego nikomu nie zycze 🙂

  10. Tylko,że tu nie chodzi o nadmierne pilnowanie czy nadzór 24/24 a o nie stwarzanie dodatkowo sytuacji niebezpiecznych..dla mnie ta kobieta zostawiajc swoje dziecko samo w samochodzie właśnie taka sytuacje sama stworzyla..i przestala być matką..

Comments are closed.