10 RZECZY, KTÓRYCH NIE POWINNAŚ ROBIĆ, GDY TWÓJ PARTNER WYJEŻDŻA DO PRACY

Wiele razy wspominałam Wam na blogu o tym, że mój mąż dużo podróżuje. Jego praca wymaga od niego bardzo częstych wyjazdów służbowych i czasem bywa tak, że w ciągu roku nie ma go w domu nawet 6 miesięcy. Nie ciągiem oczywiście. Zwykle jest tak, że nie ma go kilka dni, potem 2-3 dni jest i znowu w drogę. Zdarzają się też kilkutygodniowe wyjazdy, ale dość rzadko. Zazwyczaj do tygodnia. Bardzo często kobiety, które mają mężów w domu cały czas, pytają mnie: jak Ty sobie radzisz kiedy go nie ma?

Odpowiadam: normalnie. Po prostu przestrzegam, albo raczej staram się przestrzegać pewnych zasad, które wypracowaliśmy przez kilkanaście lat małżeństwa. Nie zawsze się udaje. Czasem rzeczywiście są trudne sytuacje, jak wtedy, kiedy byłam po operacji, albo kiedy byłam tuż po porodzie i Jacek musiał wyjechać. Każda z nich uczy mnie nowych rzeczy.

Tym razem zamiast powiedzieć Wam co robić, gdy partner wyjeżdża, powiem Wam czego nie robić.

Oto moja lista TOP 10:

 

  1. Nie utrudniać sobie życia. Czas, kiedy jestem sama, to nie jest czas dwudaniowych, urozmaiconych obiadów, spełniania wszystkich dziecięcych zachcianek i dokładania sobie dodatkowych obowiązków. To jest czas na uproszczenia – obiad na dwa dni albo poza domem czy szybkie zakupy w jednym sklepie.

 

  1. Nie udawać, że to niczego w życiu zmienia. Zmienia. I to dużo. Nie ma co starać się, żeby absolutnie wszystko wyglądało tak, jak jest, gdy mąż czy partner jest w domu. Trzeba trochę odpuścić i nie robić z siebie bohaterki, bo nikomu korona z głowy nie spadnie, jak się jeden dzień nie wykąpie czy pójdzie do przedszkola w nieuprasowanym ubraniu.

 

  1. Nie spędzać czasu w ten sam sposób, jak kiedy partner jest w domu. Wykorzystać to, że go nie ma na przykład na wcześniejsze chodzenie spać, czytanie książek, oglądanie seriali, których on nie chce z Tobą oglądać. Te małe rytuały sprawiają, że rozłąka nie jest taka przykra. Lepiej starać się wypełnić sobie ten czas, żeby za dużo nie myśleć i nie użalać się nad sobą.

 

  1. Nie starać się wszystkiemu podołać w pojedynkę. Nie bać się prosić o pomoc. I to nie tylko członków rodziny – rodziców, rodzeństwo czy dzieci, ale też znajomych, na przykład rodziców kolegów czy koleżanek ze szkoły i przedszkola. Czasem naprawdę można liczyć na pomoc, której się nie spodziewamy. Wystarczy się o nią zwrócić. I tak na przykład, gdy nie ma mojego męża, rodzice kolegi z klubu zabierają najstarszego syna na trening. Być może ktoś może pomóc Ci przy odebraniu dziecka, może starsza sąsiadka może z nim posiedzieć, zanim Ty wrócisz. Rozejrzyj się.

 

  1. Nie walczyć z życiem. Tak wyszło. Taką ma pracę. Twój brak akceptacji tylko pogarsza sytuację. On miota się między obowiązkami czy pasją zawodową a Twoim negatywnym nastawieniem do nich. To bardzo frustrujące. Nieważne czy on wyjeżdża, bo nie chce zmienić pracy, czy dlatego, że nie może. Wymuszanie poprzez szantaż emocjonalny nigdy nie przyniesie korzyści związkowi. Jemu w czasie wyjazdów naprawdę nie jest lekko i przyjemnie. Nie obwiniaj go i nie wywołuj wyrzutów sumienia.

 

  1. Nie wyobrażać sobie niestworzonych rzeczy. Zaufanie to podstawa. Bez tego, gdy facet wyjeżdża można osiwieć. Zdarzało mi się odbierać w nocy telefony od żon pracowników, które płakały w słuchawkę, że on na pewno po pracy wyszorował się, przebrał i poszedł na balety, więc ona aktualnie rozważa podcięcie sobie żył. A on urąbany po łokcie musiał dłużej zostać na statku i nie miał zasięgu w okrętowej siłowni. My kobiety uwielbiamy katastroficzne wizje. On w trasie, nie odbiera telefonu, my oczami wyobraźni widzimy już wypadek, karetkę, rannego męża wyciąganego ze skasowanego auta. I wtedy on oddzwania i mówi: stanąłem się tylko wysikać! O co Ci chodzi?! Znacie to?

 

  1. Nie dzwonić do niego z każdą pierdołą. Oczywiście, być w kontakcie, ale nie dzwonić po wyjściu z przychodni powiedzieć mu, że dziecko osłuchowo czyste i masz mu dmuchać nos po prostu. Albo, że fryzjer nie miał terminów. On jest zazwyczaj zajęty cały dzień, bo jest w pracy. My jesteśmy umówieni, że nigdy nie dzwonię zapytać co słychać. Ale kiedy dzwonię, to znaczy, że to ważne i wie, że musi odebrać lub oddzwonić tak szybko, jak to możliwe. O bzdetach i o tym jak minął dzień rozmawiamy, kiedy jest czas. Wtedy dzwoni do mnie na spokojnie i możemy pogadać o pogodzie i jak minął dzień.

 

  1. Nie dzwonić ze złymi wieściami. Szczególnie, kiedy on nic nie może zrobić i pomóc w danej sytuacji, nie może też przyjechać. Ja wiem, że to bardzo trudne, bo dla mnie na przykład mąż to najlepszy przyjaciel i to z nim zawsze dzielę się wszystkim – złym i dobrym, ale przekazywanie złych wiadomości przez telefon sprawia, że on miota się jak lew w klatce – czasem na drugim końcu świata. To są właśnie te trudne momenty, kiedy trzeba ścisnąć poślady i stawić czoło światu.

 

  1. Nie być dla siebie zbyt surową. Nie zdążyłaś? Nie udało się? Trudno! Zrobiłaś co mogłaś i tyle. Kropka. Nie ma co tego rozkminiać.

 

  1. Nie załamywać się, nie podsycać uczucia bezsilności, bezradności. Pomyśl, że są kobiety, których mąż już nigdy nie wróci. Bo zmarł lub odszedł. I one nie mają na kogo czekać. Nikt tez nie pracuje na stabilizację finansową ich i dzieci. Wiem, że to może słabe odnosić swoją sytuację do sytuacji tych, którzy mają gorzej, ale takie są fakty.

 

Bez względu na to czy sytuacja, w której mąż często wyjeżdża jest stała – tak jak w moim przypadku i do emerytury raczej się nie zmieni, czy przejściowa, bo na przykład mąż pracuje za granicą, żebyście mogli kupić własne mieszkanie, najlepszym wyjściem jest zaakceptowanie jej. Im bardziej będziecie się szarpać tym trudniej będzie Wam obojgu znieść czas rozłąki tym bardziej nieszczęśliwi będziecie, kiedy on będzie wyjeżdżał.

To nie jest koniec świata. Czas w małżeństwie, w którym można trochę za sobą zatęsknić też bywa potrzebny.

           Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

6 komentarzy

  1. Witam, jestem dokładnie w tej samej sytuacji, o której mowa w tekście i czytając te 10 pkt uświadomiłam sobie, że przez te kilka lat sama wypracowałam sobie podobne teorie. Często dochodzi do takich sytuacji, że powrót męża to jak małe „święta” :). Na co dzień gdy męża nie ma, życie traktuje dużo luźniej ;). Pozdrawiam serdecznie

  2. Jeszcze przydałby się artykuł dla mężów, żeby nie oczekiwali cudów, gdy powrócą do domu…
    Prosiłam o pomoc od teściów, jednak pomoc była tylko deklaracją, zawsze było coś, co powodowało, że nie mogli dotrzeć zająć się dziećmi.
    Ufałam, gdy mąż wyjeżdżał, nie męczyłam telefonami, czekałam, bywał w weekendy zdegustowany tym, że nie zdążyłam wszystkiego posprzątać (a nie siedzę wyłącznie w domu – pracuję zawodowo), że w weekendy chciałabym, żeby pomógł mi ogarniać rzeczywistość i spędzić czas z rodziną.
    Niestety taka praca wyjazdowa jest dla osób, który wiedzą, czego chcą. Mój też już wie i nie jest to rodzina.

  3. Całkowicie się zgadzam i to z punktu widzenia Marynarza, którym jestem. Ze złymi wiadomościami można dzwonić ale jak sytuacja jest już opanowana i wiadomo że nic się nie dzieje. Chyba że sytuacja jest tragiczna (stan przedsmiertny najblizych czy tragiczny wypadek, gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia rodzica). Poza tym jeszcze warto wspomnieć o zrozumieniu wobec niego, jeśli szybko kończy mu się cierpliwość jest poddenerwowany, szczególnie na statku… Czasem zdarza się ‚szef’ który po prostu nie daje żyć lub wszystko leci na łeb i po prostu nie mamy siły ani cierpliwości a rozłaka I bycie daleko od domu tylko to pogarsza. Na statkach na prawdę potrafią być wysoce nerwowe sytuację.

  4. Do takiej sytuacji można się przyzwyczaić, to nie jest koniec świata. W moim przypadku różnica jest taka, że mąż pracuje na kontraktach a to oznacza, że nie ma go w domu np. przez 3 miesiące ciągiem. Zgadzam się z Twoimi punktami, poza tym, że w momencie gdy go nie ma mówię mu o wszystkim i w miarę możliwości wisimy na telefonie nawet jeśli chodzi o pierdoły…. i wydaje mi się, że jestem 50 razy bardziej zorganizowana gdy jestem sama. Wtedy wiem, że mogę liczyć tylko na siebie;)

  5. Nie mamy dzieci, ale uważam ze ten wpis każda osoba która jest w podobnej sytuacji powinna przeczytać. To jest dobry „przepis”, który sama stosowałam. Nie każdemu przyjdzie to łatwo, ale gdy się już osiągnie powyższy „stan” jest łatwiej i lepiej.

  6. Moja sytuacja jest trochę inna. Mąż wyjechał już prawie rok temu i nie będzie go jeszcze ponad pół roku. Radzimy sobie z córkami, ale muszę zadbać o wszystko a rozwiązania typu ułatwianie życia poprzez obiady na mieście nie wchodzą tak długo w grę;). Jest i było ciężko tym bardziej że w między czasie urodziłam młodsza córkę a życie samej z pociechami 2 tygodnie po CC jest ogromnym wyzwaniem i emocjonalnym i fizycznym.
    Zgadzam się w 100% z potrzebą akceptacji sytuacji. Gdyby nie ona zamiast żyć i ogarniać siedziałabym zadrecxzajac się pytaniami dlaczego wyjechał i nie jest tu z nami. Nie dałabym wtedy rady na pewno! Nie zastanawianie się nad trudna sytuacja a poprostu stawianie jej czoła jest najlepszym i najłatwiejszym rozwiązaniem!

Comments are closed.