RODZICIELSTWO JEST TRUDNE

Rodzicielstwo jest trudne.

Ooo, powiesz, ale nowina. Odkrycie dekady! Pewnie nie odkrycie, ale dotarło do mnie ostatnio z taką wielką mocą, jak bardzo trudne to zadanie.

Pisałam Wam tydzień temu, że byłam gościem w teatrze Młyn na spektaklu dla zmęczonych rodziców „Seks, rosół i pieluchy”. Aktorzy przeprowadzali nas po kolei przez wszystkie fazy rodzicielstwa. Czułam się jakbym patrzyła na to swoje macierzyństwo w jakiejś retrospekcji. I mimo humoru z jakim przedstawiono ten trud, przez który brniemy, dobitnie pokazało mi to,  ile wysiłku, wyrzeczeń i pracy kosztuje wychowanie dzieci.

No tak, możesz pomyśleć, pracy dużo, wyrzeczenia są, ale efekt wynagradza. Tak! Często wynagradza. Ale to nie umniejsza naszych zasług!

Przypomnijmy sobie zatem po kolei.

Ciąża. Czasem przychodzi z łatwością, a czasem wymaga wielu miesięcy starań, zabiegów, zwątpienia. Nie żyjemy już w czasach, gdzie większość mogła mieć dzieci, gdy chciała. Ok, załóżmy, że się udało. Teraz trzeba donosić i urodzić. I tu znowu. Niektórym przychodzi to całkiem łatwo i niemalże bezboleśnie. Inne kobiety muszą zawiesić swoje życie, by urodzić dziecko, a dla niektórych poród to życiowa trauma.

Mamy noworodka. I tak życie zaczyna krążyć wokół jednego. KUPY. Bo najistotniejszą kwestią teraz jest to, czy kupa jest czy jej nie ma. A jeśli jest, to jakiego jest koloru, zapachu, konsystencji i ilości. Śmierdzący temat. Pierwszy, ale nie ostatni.

Od momentu, kiedy zostajemy rodzicami, nic nie możemy już robić wtedy, kiedy chcemy. Nie możemy spać wtedy, kiedy chcemy, jeść, kiedy chcemy, wyjść kiedy chcemy, wyjechać kiedy chcemy, odpocząć kiedy chcemy, uprawiać seksu, kiedy chcemy, odpoczywać, kiedy chcemy, a nawet myśleć, o czym chcemy.

Wszystko podporządkowane jest dziecku.

Czy naprawdę takie dziwne jest, że czasem zbiera nam się na wybuch?

Wszędzie czytam: nie krzycz na dziecko, krzyk to forma przemocy itp., itd. Czasem chyba po prostu się nie da. Ja wiem, że macierzyństwo, że motylki, że miłość, że po to jestem dorosła, żeby nad sobą panować. No kuźwa czasem się nie da.

Jedziemy dalej. Przez ten czas musisz odsmoczkować, odcyckować, odbutelkować, odpieluchować, oddelegować do swojego pokoju.

Gdzieś tam po drodze pojawia się pierwszy ząb, pierwszy katar, pierwsza gorączka, pierwszy paw. I miotasz się z niepokoju i bezradności. Nie śpisz, czuwasz, podajesz leki, jeździsz po lekarzach.

Wyczekujesz wszystkich symptomów prawidłowego rozwoju, kroku, słowa, siku na nocnik.

I ciągle masz wrażenie, że inne dzieci robią to szybciej. Sam nie wiesz – czekać spokojnie, szukać w google czy może jednak jechać do lekarza?

Pierwszy dzień w przedszkolu, w szkole, niezliczone prace domowe, sprawdziany, konkursy, materiały, które trzeba przynieść, a o których dowiedziałeś się o 7.15 rano.

Wszystkie te poranki w biegu, w nerwach „bo znowu się spóźnimy”, weekendy, kiedy masz wrażenie, że żyjesz w cyrku i choć trudno uwierzyć, to Twoje małpy. Zajęcia pozalekcyjne, wywiadówki, logopeda, ortodonta, stomatolog, okulista, fryzjer i urodziny Amelki.

I to sprzątanie, które nigdy się nie kończy.

Ciągle starasz się nie pogubić w tym miłości do drugiego rodzica, a to qurewsko trudne w tych kupach, zupach, pieluchach, zeszytach, pytaniach, wymaganiach, czas jakby złośliwie umyka.

Przeglądasz zdjęcia w telefonie i pytasz siebie: serio? Cztery lata temu?

Kolejne urodziny. Przystajesz na moment. Twoje dziecko jest nastolatkiem. Prawie równe wzrostem z Tobą, but rozmiar 40. Ale jak to? Przecież dopiero przyjechał ze szpitala!

To już zaraz! Za chwilę! Pierwsza miłość, pierwsza impreza. Nie śpisz, czekasz aż usłyszysz zgrzyt klucza w zamku. Potem zgrzytu już nie słychać. Wyfrunęło z gniazda.

Twoje dziecko zaczęło dorosłe życie. Prawdopodobnie będzie rodzicem i przejdzie tę samą drogę. Bardzo trudną drogę.

Nie zapominaj o tym, że poświęcasz życie, by wychować dziecko. Nie, nie każdego na to stać.

Stań przed lustrem i powiedz: odwalam kawał dobrej roboty.

Nie jestem ideałem. I nie muszę być. Choć nie jestem super-bohaterką, to trochę nią jednak jestem. Urodziłam troje dzieci. Każdą z dróg przechodzę trzy razy, bo nie ma takich samych dzieci.

Czasem jestem totalnie zmęczona i myślę, że mogę być. Ty tez możesz. Mam prawo. Czasem mówię przepraszam, nie dałam rady i oczekuję zrozumienia. To nie jest porażka.

Rodzicielstwo jest trudne. To przedkładanie czyjegoś szczęścia nad własne. To nie jest bułka z masłem.

Naucz się wybaczać sobie potknięcia, miej świadomość trudności zadania, którego się podjąłeś.

Robisz to dobrze. Ja też. Śpij spokojnie.

 Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

6 komentarzy

  1. Dziękuje Ci za ten tekst. Jestem dopiero na poczatkowym etapie. Moi synkowie nie chodza jeszcze do przedszkola, czekamy na pierwsze slowa, na trzeci ząbek, na pierwsze kroki… To dopiero poczatek a zdaje sobie sprawe, ze dalej nie bedzie wcale latwiej. Czytam to i łzy lecą same. To takie prawdziwe i takie o mnie. Trzy lata temu calkiem inaczej wygladalo moje życie i nie uwierzylabym gdyby wtedy ktos mi powiedzial, ze dzis najpiekniejszym momentem w ciagu dnia bedzie wlasnie ten, kiedy moje malenstwa spia spokojnie obok mnie. Tez czesto jestem zmeczona, czasem wydaje mi sie ze „wyjde z siebie”, czasem zasypiam z wyrzutami sumienia bo czegos nie zdazylam zrobic, bo nerwy mnie poniosly, bo jestem zla matka. Ale przychodzi kolejny dzien i nowe sily. Dziękuje szczegolnie za koncowke teksu. Dobrze przeczytac takie slowa ( szczegolnie po takim dniu jak dzis ) zwlaszcza, ze rzadko je slysze w realu. Dobrze ze jest taki blog i tacy ludzie jak Ty. Dajacy wsparcie, poprawiajacy humor. W wolnych chwilach czesto wracam do Twoich tekstow. Czekam niecierpliwie na nastepne.
    Pozdrawiam.

  2. Aniu, jestem młodą mamą 6 miesięcznego Jasia. Tekst pasuje idealnie do życia, które obecnie przeszliśmy z synkiem… właśnie idą zęby, gorączka, marudzenie i tak cały tydzień, bez przerwy, a mi już brak sił… dzięki Bogu za każdym razem, gdy na Niego patrzę od razu myślę jak bardzo Go kocham, że dzięki Niemu doznałam matczynej, bezwarunkowej miłości. Gdy znów słyszę kwękanie i stękanie, choć przed chwilą odłożyłam Go śpiącego do łóżeczka i wzbiera we mnie złość,bo miałam nadzieję na szybki prysznic… ale ta złość przechodzi z chwilą ujrzenia Go w łóżeczku, bo po prostu mnie potrzebuje, bo kto przyjdzie jak nie mama? Kogo woła? Mnie, przecież ma tylko mnie, to ja dla Niego jestem całym światem, dzięki mnie poznaje cały otaczający Go świat, uczy się tutaj żyć, mogę czuć się zaszczycona ❤

  3. Czytalam Twoj tekst i nie uwiedzysz ale sie polakalam. Zadko mi sie to zdadza. Jestem w ciazy po raz 3. I czesto sie ostatnio zastanawiam czy dobrze wychowuje moich chlopakow. Boje sie jak to bedzie z trzecim dzieckiem. Napisalas prawde, takie oczywiste rzeczy o ktorych przeciez wiem. A jednak czytajac to. Wiedzac, ze nie tylko ja tak mam. Jakos peklam. Dziekuje 😘

  4. Mam 2 nastolatków, moje dzieci wchodzą w dorosłosc, teraz dzieci mają moje kuzynki które sa duzo ode mnie młodsze, dzieki nim przeczytałam ten tekst. Opowiadają dużo jak im trudno, cięzko … Kiedy ja miałam 2 małych dzieci słyszałam od nich : co ty robisz całymi dniami w domu, siedzisz z dziecmi i sie nudzisz!

  5. To co pani pisze to czysta prawda, i az lza zakrecila mi sie w oku…dlaczego? chyba dletego, ze tak, ze sie staram,ale tez ze sie wkurzam, i ze to ucieka cholernie szybko ten czas, ze juz zaluje ze czegos nie zrobilam, a jutro o tym znow zapomne, albo juz tego nie beda potrzebowac, ze moze nie nawiazuje wiezi, ciagle pytania i obarczanie siebie wina, ze to przeze mnie nerwowy itp….ciezkie to macierzynstwo, ale wlasnie przez to chce sie plakac, ze te dzieci beda mialy swoje zycie, ze one rosna, sa coraz bardziej samodzielne, i buduja sobie swoj swiat, i dlatego chce sie plakac, bo tak sie kocha te swoje dzieci, a one kiedys nam przyniosa kawe, herbate (oby), i wtedy sie powie-kiedy???

Comments are closed.