O TYM, DLACZEGO USUWAM KOMENTARZE I BLOKUJĘ UŻYTKOWNIKÓW

Zdania blogerów na temat blokowania czytelników i usuwania komentarzy są podzielone. Jedni uważają, że to godzi w wolność słowa, stanowi zamknięcie się na dyskusję i świadczy o nieumiejętności przyjmowania krytyki. Drudzy uważają, że blog czy fanpage to ich podwórko i mogą na nim robić to, co uważają za słuszne.

„Wolność słowa” – górnolotny zwrot, który nabrał nowego znaczenia, gdy rozwinął się internet i zaczęły hulać fora oraz komentarze. Teraz w ramach „wolności słowa” każdy może się wypowiedzieć, choć nie każdy powinien, jak mawia mój mąż.

Bardzo często anonimowo, z fejkowych kont, pod inicjałami, pseudonimami grasują trolle, mąciciele, ale także ograniczeni umysłowo ludzie, którzy nakręcają gównoburze. Swoje wywody nazywają „własnym zdaniem”, „konstruktywną krytyką”, „odmiennym poglądem” itp.

I ja im tego absolutnie nie odbieram! Niech żyje wolność słowa! Ale nie u mnie.

Na moim blogu, fanpage’u, Instagramie JA ustalam zasady. Ja decyduję o tym co przeczytają inni. O tym jaka będzie panowała atmosfera i kto będzie brał udział w dyskusji. I jeśli komentarz jest dla mnie w jakikolwiek sposób niekomfortowy, przykry, chamski, a nawet po prostu zbędny, to go usuwam.

Dlaczego?

Bo mogę.

Wyrosłam już z otaczania się ludźmi, którzy mają ze mną problem. Bo to jest ich problem, a nie mój.

Internet dał ludziom złudne poczucie, że mogą włazić w brudnych buciorach do domów innych ludzi i wyrażać swoje zdanie na ich temat. Nie przyjmują do wiadomości tego, że ich zdanie nikogo nie obchodzi. A w prawdziwym życiu nie dość, że zamknięto im drzwi przed nosem, to jeszcze niejednokrotnie dostaliby w łeb.

Moje zdanie nie obchodzi Ciebie? To po co tu przychodzisz? Ja jak mnie nie obchodzi, to nie słucham, nie czytam, unikam. Ty zrób to samo. Usuń mnie z listy obserwowanych stron. Nie czytaj moich wypocin. Ale i nie komentuj. Ani nie rób scen, kiedy ja Ci to uniemożliwiam.

Wbrew pozorom wielu z nas – blogerów nie prowadzi swoich stron czy fanpage’y dla jak największej ilości lajków. Naprawdę wolimy, aby ludzi było mniej, ale żeby to byli ludzie, którzy wnoszą w nasze życie coś pozytywnego, a nie swoją frustrację, pretensje, agresję, niechęć, złość, złośliwości pod przykrywką szczerości, chamstwo, zazdrość, zawiść i wiele innych negatywnych uczuć i emocji. Bo niestety prawda jest taka, że tylko ludzie z kompleksami, o wąskich horyzontach, bez zainteresowań i pasji, zawistni i sfrustrowani swoim nieudanym życiem chodzą po innych stronach, by wyrażać swoje niezadowolenie. Zaczepiają, wszczynają afery, krytykują, są uszczypliwi i nieprzyjemni.

Pozostali zachowują je dla siebie lub wychodzą po cichu zamykając drzwi. Nie potrzebują być zauważonymi na siłę.

Ja też czytam blogi. I kiedy nie zgadzam się z kimś, to albo nie komentuję, bo zakładam, że mój komentarz jest zbędny i nic nie wnosi w życie autora albo w ostateczności klikam odlub i nie zabieram sobie, ani autorowi tekstu więcej czasu.

Co więcej, przyznam, że kiedyś zdarzało mi się wchodzić w dyskusję i na koniec oznajmiać, że oto ja – Jaworska – wychodzę z przytupem i dziś wstydzę się tego. Strasznie to było niedojrzałe.

Moje teksty są publiczne. Ale wbrew temu co czytam niemal codziennie nie muszę w związku z tym poznać opinii każdego o wszystkim. I ja również nie zmuszam do przyjmowania mojej. Można dyskutować pod warunkiem, że jest z kim i jest o czym. Jeśli uznaję, że dalsza rozmowa nie ma sensu lub zmierza w złym kierunku to ją przerywam. I koniec tematu. Wszelkie działania, które podejmują ludzie po zablokowaniu ich na stronie – pisanie wiadomości, wynoszenie screenów, opluwanie na forach i grupach, a nawet – nie uwierzycie – zakładanie grup zbanowanych przez danego blogera (tak, to się dzieje naprawdę) – dowodzi tylko tego jak bardzo im „nie zależy” i jak daleko „mają w dupie”.

Zabawne.

Wszyscy trąbią o hejcie. Ja nie potrzebuję hejtu, żeby nie mieć przyjemności z kimś przebywać i prowadzić rozmowy. Nawet w internecie. Wystarczy mi na przykład znacząca różnica światopoglądowa, brak zrozumienia dla rzeczy oczywistych i bezspornych czy wyczuwalna niechęć. Skoro nam nie po drodze – rozejdźmy się. Nie mam czasu na przepychanki, jałowe dyskusje i odbijanie piłeczki.

Nie mam ochoty na kopanie się z koniem, udowadnianie, że Ziemia nie jest płaska i bezsensowne gadki – szmatki.

To jest mój blog osobisty. Obecność nieobowiązkowa.

Jeśli uwiera Cię patrzenie na moje życie, czytanie o moich poglądach, droga do wyjścia jest prosta jak konstrukcja cepa.

Nie zamierzam tłumaczyć się z tego co myślę, czuję i robię. Jestem dokładnie taka jak chcę być, a próby wymuszenia na mnie, żebym była miła, kiedy ktoś nie jest miły dla mnie, są z góry skazane na niepowodzenie. Nie jestem miła. Jestem bardzo asertywna. Bywam miła.

Ty nadal możesz myśleć i mówić co chcesz. Niestety nie zawsze tutaj.

 Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme.pl/

1 Comment

  1. Bardzo się z Tobą zgadzam, bo ja również (choć blogerką nie jestem) staram się wyrzucać ze swojego pola widzenia i słyszenia ludzi, którzy chcą zatruć moje szczęśliwe życie swoją frustracją. Lubię jednak, kiedy ktoś kończąc znajomość ze mną informuje mnie dlaczego. Czy jest to powód, którym się nie przejmuję, czy może jednak jest we mnie coś co krzywdzi innych w sposób, w jaki nie chciałabym tego robić. Często się zdarza, że dopiero wtedy dostrzegam w sobie coś, czego nie chce i nad czym chcę pracować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code