10 NAJWIĘKSZYCH BŁĘDÓW JAKIE POPEŁNIAMY, KIEDY DZIECKO MA JELITÓWKĘ

Sezon na „jelitówki” w pełni. One kochają zmienną pogodę, a my nie kochamy ich. Każda z nas zna chyba ten scenariusz. Nocna pobudka: „mamo, boli mnie brzuszek”. Za chwilę zawartość brzuszka ląduje na pościeli (próby łapania gołymi rękami zazwyczaj są mało skuteczne). Do rana, często również mama ma na czole odciśniętą deskę klozetową. Następnego dnia choruje drugie dziecko, potem zaraz trzecie, w naszym przypadku, tatuś, a także wszyscy, którzy zetknęli się z nami w ciągu ostatnich 24 godzin.

Masakra!

Przez 11 lat mojego potrójnego macierzyństwa przeżyliśmy już tyle takich nocnych pobudek, że nawet nie zliczę. Przez 11 lat szczęśliwie nabyliśmy też jako rodzice doświadczenia i wiedzy na temat samej choroby, jak i łagodzenia, a przede wszystkim skrócenia jej przebiegu.

Co to jest ta wredna „jelitówka”. Zakażenie wirusowe układu pokarmowego, zwane potocznie „jelitówką” czy grypą żołądkową, wywołane jest najczęściej przez rotawirusy lub norowirusy, a także adenowirusy. Objawiają się biegunką, bólem brzucha, wymiotami, gorączką, złym samopoczuciem i mdłościami. Choroba jest szczególnie niebezpieczna dla dzieci, ponieważ u nich, szybciej niż u dorosłych, dochodzi do odwodnienia, które może być nawet śmiertelne w skutkach.

Często nieświadomie popełniamy błędy, które wydłużają czas trwania choroby, a także nasilają jej objawy. Zebrałam tutaj te, które popełniałam sama i bardzo się cieszę, że teraz wiem czego nie robić. Dzięki temu „jelitówki” u naszych dzieci i u nas samych zdarzają się rzadko i nie trwają dłużej niż 1 dzień.

 

  1. Pierwszy błąd to podawanie zbyt małej ilości płynów, bo dziecko je zwraca natychmiast po wypiciu. Właśnie dlatego musimy je cały czas uzupełniać. Nawet łyżeczką czy strzykawką. Nawet co minutę. Nasz średni syn miał kiedyś tak silne wymioty, że następowały po sobie co kilkadziesiąt sekund przez kilka godzin. A ja cały czas siedziałam i łyżeczką podawałam wodę. Dzięki temu udało nam się uniknąć szpitala.

 

  1. Drugi błąd to podawanie ciepłych płynów. Napij się gorącej herbaty? Nic z tych rzeczy. Ciepłe napoje wzmagają wymioty. Płyn powinien być chłodny.

 

  1. Błąd numer trzy, to podawanie rosołku, gdy tylko dziecko poczuje się lepiej. „Co Wy wszystkie z tym rosołkiem?!” – zapytała mnie kiedyś Pani doktor, kiedy syn miał „jelitówkę”, a ja oznajmiłam, że zaraz ugotuję mu chudy rosół. Tłuszcz jest niewskazany przy infekcjach przewodu pokarmowego, nawet ten z chudego rosołku. Ryżanka czy marchwianka na wodzie, to zdecydowanie lepszy pomysł.

 

  1. Zbyt rzadkie mycie rąk. Aby uniknąć rozprzestrzeniania się wirusa, trzeba myć ręce bardzo często. Po każdym kontakcie z chorym dzieckiem. Idealnie sprawdzi się woda i mydło, ale po myciu można zastosować też żel antybakteryjny.

 

  1. Błąd piąty to brak dbałości o prawidłową florę bakteryjną jelit. Od lat w sytuacjach dysbakteriozy (antybiotykoterapia, biegunka) podaję dzieciom sprawdzony Acidolac Junior. Dzieci w trakcie choroby niechętnie przyjmują leki, a suplement diety Acidolac Junior ma formę misio-tabletek, co ułatwia mi przekonanie chłopców do ich zażycia. Do tego trzy smaki do wyboru, dwa szczepy bakterii Lactobacillus acidophilus La-14 i Bifidobacterium lactis BI-04, minimalna ilość substancji słodzącej (maltitolu), by łatwiej było zastosować preparat u dziecka (mamy wiedzą;)

 

  1. Przywracanie flory bakteryjnej jelit. Regeneracja jelit trwa jeszcze przynajmniej kilka, a nawet kilkanaście dni po infekcji, natomiast odbudowa flory jelitowej zabiera wielokrotnie więcej czasu. Warto wspomóc dziecko Acidolaciem Junior – suplementem zawierającym dwa szczepy bakterii naturalnie bytujących w przewodzie pokarmowym człowieka. Dodatkowe składniki preparatu wydłużają czas przeżycia bakterii naturalnie występujących w przewodzie pokarmowym człowieka i ułatwiają kolonizację jelita. Acidolac Junior zawiera także witaminę B6 (w dawce 0,35 mg na 1 tabletkę), która wspomaga prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego. W tym czasie warto również zadbać o dietę bogatą w naturalne probiotyki – jogurty naturalne czy kiszonki.

  1. Głodówka. Kiedy ja byłam dzieckiem, o rotawirusach jeszcze mało kto słyszał, ale przy zatruciach stosowało się głodówki. „Musisz się przegłodzić” – mówiła moja mama. I mit ten, w niektórych domach, pokutuje do dziś.

U nas jednak zwykle jest tak, że po kilku godzinach od wybuchu armagedonu zwanego „jelitówką”,           dziecko czuje się trochę lepiej i zgłasza, że jest głodne. A ponieważ już wiem, że nie muszę go                   głodzić, to po prostu podaję niewielką porcję jedzenia. Nie za dużo. Zdecydowanie odpada nabiał,             tłuszcz i surowe warzywa czy owoce (oprócz bananów). Najlepiej sprawdzają się flipsy, wafle                     ryżowe, ryż, gotowana marchew, napój ryżowo-marchwiowy. Następnego daję już jajko i chleb                   pszenny.

 

  1. Podawanie jagód przeciwbiegunkowo. Jagody mogą rzeczywiście zahamować biegunkę, ale tylko te suszone! Nie od babci ze słoiczka. Napar z jagód tak. Wekowane czy świeże jagody nie.

 

  1. Zbyt szybkie puszczanie dziecka do przedszkola/szkoły. Wirus przenosi się jeszcze przez kilka dni po ustąpieniu objawów. Wyprawiając dziecko do szkoły czy przedszkola następnego dnia po ustaniu wymiotów czy biegunki zapewniamy przynajmniej kilku osobom „jelitówkę” na najbliższe dni. Ponadto choć dzieci sprawiają wrażenie zdrowych, ich organizm potrzebuje chwili na regenerację, gdyż przy osłabionej odporności zaraz przyniesie nam kolejną niespodziankę w postaci choróbska do domu. Zawsze łudzę się, że inny rodzic pomyśli tak samo.

 

  1. Ostatni błąd i chyba najpoważniejszy. Bagatelizowanie objawów odwodnienia. Dzieci odwadniają się w błyskawicznym tempie. Jeśli zaobserwujesz u dziecka zarażonego wirusem któryś z następujących objawów: apatia, senność, zmniejszone oddawanie moczu, ciemna barwa moczu, suchość śluzówek (ust, języka, oczu – płacz bez łez), skórę jak papier, zapadnięte oczy (u niemowląt również ciemiączko) NATYCHMIAST udaj się do szpitala. Odwodnienie może być dla dziecka zagrożeniem życia. Nikt nie lubi przebywać w szpitalu, ale czasem jest to jedyny sposób, by przywrócić organizmowi równowagę i właściwe nawodnienie.

 

Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę pomoże Wam w tych trudnych dniach, których życzę Wam jak najmniej. Dni z „jelitówką” to zdecydowanie numer 1 w rankingu moich najmniej ulubionych dni macierzyństwa. Dlatego każdy dzień bez niej jest na wagę złota 🙂

 

*Partnerem wpisu jest producent suplementu diety Acidolac Junior www.acidolac.pl

  Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme.pl/

 

5 komentarzy

  1. Nie chcę wyjść na zacofaną, ale jak się robi taką marchwiankę albo ryżankę? Po wpisaniu w google wyskakują tysiące przepisów….

    1. Ja gotuję marchewkę do miekkości, ryż osobno na wodzie. Potem dodaję marchew zblendowaną do ryżu z wodą i wychodzi prawie pomidorowa 😀 W szpitalu dostawaliśmy gotowany ryz z wodą i marchewke w słoiczku- dla niemowląt.

  2. A mój syn, kiedy był dzieckiem, nigdy nie miał jelitówk. Nigdy tez nie mieliśmy takiej nocy jak Pani opisuje. Chodził do przedszkola i szkoły. Dbałam o czyste ręce i świeże jedzenie.

    1. Ewo, miałaś chyba wyjątkowe szczęście. Możemy dbać o czyste ręce i świeże jedzenie w domu, ale wirusy nie biorą się z nieświeżego jedzenia. Biorą się z przedszkola i szkoły, gdzie higiena rąk u dzieci pozostawia zawsze wiele do życzenia. Moja teściowa też zawsze tak mówiła: moje dzieci nigdy nie chorowały (w domyśle: tak jak Twoje) na to, tamto czy siamto. A potem okazało się, że po prostu pamięć jej szwankuje i poza grubszymi tematami z dziecięcych lat, takimi jak zapalenie płuc, reszta jej się zwyczajnie zatarła w pamięci.

      1. Teściowa może mieć rację :). Sama pamiętam ze szkoły, że nie było takich epidemii jak teraz, kiedy w klasie córki zostaje połowa, albo mniej, bo reszta chora. „Jelitówek” (mam na myśli te wywołane wirusami) też nie było. Mam wrażenie, że zostały zawleczone do Polski pod koniec lat 90-tych, po otworzeniu granic, częstszych wyjazdach rodaków np. na wczasy. Nikt nie chorował u nas rodzinami na jelitówki. Ani my, ani nikt w rodzinie, ani w szkole. Nie było tego po prostu… (jestem rocznikiem 1981). Pozdrawiam i zdrowia wszystkim życzę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code