10 BEZSENSOWNYCH RZECZY, KTÓRE ROBIŁAM PRZY PIERWSZYM DZIECKU

Macierzyństwo jest zaskakujące. Im dłużej jestem mamą, tym bardziej zastanawiam się po jaką cholerę tak bardzo utrudniałam sobie życie. I zapewne mamy z większym stażem powiedzą, że nadal to robię! Za 10 lat będę w ogóle w szoku, kiedy pomyślę o swojej nadgorliwości w stosunku do dzieci.

Przedstawię Wam dzisiaj 10 bezsensownych rzeczy, które robiłam, kiedy zostałam mamą po raz pierwszy. Jeśli je robisz, nie znaczy to, że robisz źle! Po prostu niepotrzebnie się zamęczasz.

1.   Sprawdzanie poziomu rozwoju dziecka według książki Pierwszy rok życia dziecka. Mojej biblii. Siedziałam co cztery tygodnie odhaczając kolejne sukcesy mego pierworodnego, dumna tak, że mało pękłam. Geniusz nie dziecko. Wszystko robił szybciej niż w książce. A jak jeszcze porównałam z dzieckiem sąsiadki… nie muszę mówić jak bardzo lepsza się czułam. Dopiero kiedy minęło 12 miesięcy, a on nie zaczął chodzić wpadłam w lekką panikę. Obskoczyłam zaraz najlepszych ortopedów w sąsiadujących miastach, by dowiedzieć się, że nic mu nie brakuje. Za to mnie jak najbardziej. Odrobiny zdrowego rozsądku. I cierpliwości. Kolejne dzieci nauczyły mnie jednego – każde dziecko jest inne. Jakbyście mnie dziś zapytały, kiedy zaczęli siadać albo robić cokolwiek innego to powiem Wam jedno – NIE MAM POJĘCIA. Ale wszystko to robią. I gra melodia.

2.   Budzenie śpiącego dziecka do karmienia. Budziłam go przez 6 miesięcy. Dacie wiarę?? Ja chodziłam jak zombie. A on w tym czasie stał się małym ludzikiem Michelin. Jeśli tylko Twoje dziecko nie jest wcześniakiem i nie ma niedowagi, przybiera na wadze prawidłowo NIE RÓB TEGO BŁĘDU. Jeśli człowiek śpi, to nie należy go budzić. Mały człowiek też. Oczywiście będziesz co chwilę sprawdzać czy aby na pewno oddycha. Wszystkie to robimy. Ale jak będzie głodne da Ci znać na pewno. I nie bój się, że nie usłyszysz. Zrobi to umiejętnie, fachowo.

3.   Zmienianie pieluchy przed każdym karmieniem. Tak jak nauczyła mnie położna w szkole rodzenia przed każdym karmieniem, również nocnym, zmieniałam dziecku pieluchę. Rozbudzałam go przy tym oczywiście i potem dwa razy dłużej trwało zanim ponownie zasnął. Dodatkowo, ponieważ karmiłam go piersią, po każdej takiej zmianie pieluchy strzelał mi musztardówą w tą śliczną, czystą pieluszkę, więc po karmieniu przewijałam go ponownie. I tak przez wiele miesięcy. Coś jak dzień świra.

4.   Wprowadzanie pokarmów co do dnia zgodnie z zaleceniami. Byłam chodzącą encyklopedią w tym zakresie. Lista wisiała na lodówce. Pierwsza marchewka z okazji pierwszego dnia drugiego półrocza życia. Gruszka nie wcześniej niż w 8 miesiącu. Żadnych truskawek do roku. Itp. Itd. Fanatyczka. Oczywiście wszystkie posiłki musiały być podane o określonej porze. Godzina w jedną czy w drugą nie wchodziła w rachubę. Wtedy plan dnia mi się rypał i byłam nerwowa.

5.   Pranie i prasowanie każdej części garderoby dziecka. Nowe czy stare, wszystkie ubranka musiały być uprane i uprasowane. Rzeczy dziecka były rzecz jasna prane oddzielnie, w płatkach mydlanych wybełtanych z wodą, bez płynu zmiękczającego. Następnie prasowane łącznie ze skarpetami i pieluchami tetrowymi. Tak dla bezpieczeństwa. Bakterie są wśród nas. Przy trzecim dobrze jak pamiętałam, żeby oderwać metkę.

6.   Sterylizowanie wszystkiego co miało kontakt z dzieckiem. Przede wszystkim smoczki – każdy, który zaliczał glebę był natychmiast gotowany. Potem zakupiłam sterylizator parowy i tam wyparzałam wszystko. Woziłam go nawet na wakacje, bo jak podać dziecku butelkę, która została już użyta. Najpierw jednak myłam ją specjalistycznym płynem NUK, bo zwykły płyn mógł mu przecież zaszkodzić. I tak do roku… Boszsz zaczyna mi być żal siebie samej. Dlaczego nikt mi wtedy nie powiedział, że życie w sterylnych warunkach jest szkodliwe?

7.   Codzienne kąpiele w nagrzanej grzejnikiem łazience. Dopiero drugi syn ze swoją nienawiścią do kąpieli nauczył mnie, że nie ma potrzeby dzień w dzień wymoczyć dziecku tyłka w wannie. Wystarczy je umyć delikatnie myjką, pieluchą czy płatkiem kosmetycznym na przewijaku. Konsekwencją codziennych kąpieli było u mnie zakładaniu dziecku czapki. W domu. Czapka w ogóle była moim przekleństwem. Wiele lat mi zajęło zrozumienie, że ona nie jest dziecku cały rok potrzebna.

8.   Dieta eliminacyjna karmiącej. Moja największa zmora. Zaczęło się od tego, że mały dostał wysypki w piątym tygodniu. Już w szkole rodzenia dowiedziałam się, że wszystko dziecku szkodzi. Kolki, alergie itp. Najlepiej tylko ryż i gotowany kurczak, bo marchew też może go uczulić. A w przychodni pediatra powiedział, że cytuję „jak poliżę czekoladę, to mi się nie wysra przez tydzień”. I tak trwałam w mojej diecie, sfrustrowana i nieszczęśliwa. Zalecenia zmieniły się kilka lat później dlatego trzecie dziecko karmiłam dwa razy dłużej i jadłam wszystko (i truskawki i czosnek i papryczkę chili). Smakowało mu.

9.   Chodzenie do lekarza z każdą pierdołą. Krostka? Do lekarza. Kaszlnął? Do lekarza (i cała noc nieprzespana). Kichnął? Do lekarza. Nie daj Boże 37,2. Panika. Cóż. Doświadczenie i intuicja sprawiają, że teraz już wiem, kiedy dziecko wymaga wizyty, a kiedy wystarczy mi konsultacja telefoniczna lub sms, tudzież leki które mam w apteczce. W poczekalniach w przychodni złapaliśmy za to więcej syfu niż można sobie wyobrazić. Oczywiście nie namawiam nikogo, żeby leczył noworodka czy niemowlę na własną rękę. Nigdy w życiu. Jeśli nie wiesz co robić nie szukaj porad u dr Google, Twoja  mama może też nie mieć najlepszej wiedzy na temat nowych metod leczenia dzieci. Jednak ja przy trzecim dziecku daleka już jestem od panikowania w wielu sytuacjach, które przy pierwszym dziecku przyprawiały mnie niemalże o zawał serca.

10.   Zabieranie dziecka ze sobą wszędzie. Do sklepu, do fryzjera, do kina, na fitness, absolutnie wszędzie. Czasem ktoś jechał ze mną, żeby się nim zajmować w czasie, gdy ja byłam zajęta. Nie rozstawaliśmy się dzień i noc. O z jaką radością jechałam sama do Biedry, gdy urodził się mój trzeci syn. Niemal jak na imprezę. Chodziłam powoli miedzy półkami, a potem siedziałam jeszcze chwilę sama w aucie upajając się ciszą. Namiastką wolności. Do dziś jak ognia unikam zakupów z dziećmi, tylko teraz z trochę innych powodów. Każdy z nas dysponuje inną listą zakupów, które nijak się nie pokrywają.

Jeśli robisz przy dziecku wszystko z powyższej listy to nie znaczy ze robisz coś źle! Absolutnie! Prawdopodobnie jednak jesteś po prostu jak zombie.

Jeśli nie robisz nic z tej listy albo na przykład tylko połowę to przybijam Ci piątkę. Wyluzowałaś o kilka lat szybciej niż ja! I wyjdzie Ci to na dobre.

Mnie się wtedy wydawało, że jestem perfekcyjna w tym co robię. Życie jednak pokazało mi, że poprzez dokładanie sobie niepotrzebnych zajęć, fanatyczne trzymanie się schematów, planu dnia itd. czułam się wieczorami jak koń po westernie. Zaorana, skopana, ledwo żywa. Zasypiałam razem z dzieckiem, bo na wieczór z mężem nie starczało sił.

Teraz kiedy mam troje dzieci i dużo więcej obowiązków jestem bardziej wyluzowana i zrelaksowana niż gdy miałam tylko jedno. Nie stresuję się pierdołami, nie narzucam sobie zasad, które opisują książki. Dostosowuję się do rytmu dzieci i jestem szczęśliwsza.

Dlatego odpuść sobie trochę. Nie musisz codziennie wieczorem być jak z krzyża zdjęta, bo wykonałaś 200% normy. Twoje dziecko będzie szczęśliwe jak wykonasz 50%. Zaufaj mi.

Jesteś fantastyczną mamą. Superbohaterką.

 Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę.

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

 

 

 

 

56 komentarzy

  1. To ja chyba dziwna Matka 😉
    Moje pierwsze, smieje sie ze 4, bo 3 sie opiekowalam wczesniej, to tylko ciuchy prasowalam bo zawsze zapomnialam je powiesic od razu i jak krowie z mordy wygladaly 😀

  2. Jestem mamą 6 dzieci i nic z powyższych od samego początku tzn.od pierwszego dziecka nie robiłam.intuicyjnie wyczytałam kiedy dziecko czego potrzebuje i dostosowywałam się do potrzeb dziecka.nawet wczesniaka nie wybudzalam do karmienia. I ma się dobrze już 14 lat.

    1. Ja również 🙂
      Pewne produkty odstawiłam jak córka miała 3 mies ponieważ faktycznie okazało się ,że ma AZS, ale bardzo szybko doszła do siebie.

  3. O rany, 10/10, wszystkie te rzeczy robiłam !! A jaka jestem szczęśliwa, od kiedy już nie robię 😀

    P.S. „Pierwszy rok życia dziecka” – mam i ja. Nie znoszę tej książki i chyba będzie pierwszą, którą bez wyrzutów sumienia wyrzucę na śmietnik, nie mam serca sprzedawać komuś , żeby męczył się tak, jak ja.

    1. Oj dlaczego? Też mam tę książkę i właśnie odwrotne rady z niej wyczytałam: żeby nie prać w specjalnych proszkach, nie prasować, nie wybudzać i wiele innych. Ja ją polecam:)

  4. Osz…Jakie to wszystko prawdziwe!!! Bardzo podobnie robiłam i ja przy pierwszym dziecku…Teraz przy drugim spuscilam na luz 😉 i nie mam takiego fioła na punkcie sterylnosci, czystych smoczków, rąk itp. I najlepsze jest to że moja druga córka wcale przez to nie „chowa” się gorzej! Ba..!Nawet mniej choruje niż starsza w porównywalnym okresie ;)!

  5. O z jaką radością jechałam sama do Biedry, (…)Niemal jak na imprezę. 😀 dzięki Ci za ten wpis! Myślałam że tylko ja tak mam:D

    1. Rozmawialiśmy ze znajomą w ciąży na Skypie . Ja- matka wtedy 4miesięcznej córeczki..
      Ja: wy sobie jeszcze pogadajcie a ja jadę do sklepu po zakupy
      Ona: Wojtek!( do mojego męża ) dlaczego nie wyręczasz Oli w zakupach!!(zbulwersowana)
      Ja: Ojj Magda.. Zrozumiesz za pare miesięcy.. Pójście na zakupy to teraz rozrywka nr 1!!
      Pare miesięcy później, gdy znajoma miała już 2 miesięczne dziecko, napisała do mnie że uwielbia chodzić na zakupy!!:)

  6. Wpis jest strzalem w 10! Przy pierwszym robilam wszystko z listy, chodzilam jak zombie o bylam wiecznie niezadowolona. Przy drugim zmadrzalam I przestalam robic wszystko procz oddzielnego prania w plynie dla dzieci. Smieje sie, ze przy trzecim bede wrzucala biale body razem z czarnymi, smierdzacymi skarpetami meza po treningu. Przeciez jak sie wypiora to beda czyste 😀

  7. Lada chwila bede mama 1 dziecko Na szczescie juz mam zdrowe podejscie do sprawy i na pewno nie bede przy malej bezsensownie biegac jak w zegarku Wychowalam sie w latach 90 wiec nie ma takiej opcji Ja mialam lajtowe dziecinstwo wiec mala bedzie miala lajtowa mamuske pozdrawiam i zycze wszystkim mamom zeby jednak troszke wiecej dystansu mialy do wychowania dzieci zeby pozniej w tym ciezkim chorym swiecie umialy sobie radzic bez nas;)

    1. Mam nadzieję że tak faktycznie będzie 🙂 ja też jestem dzieckiem lat 90′. Też miałam takie postanowienia 😉
      Co prawda nie miałam takiej książki, ale to samo sprawdzałam na mojej ulubionej stronie w necie, w książeczce zdrowia dziecka zaznaczałam kropeczki na siatkach centylowych 😀

  8. A ja muszę przyznać,że przy dwójce tak nie robiłam,ale przy trzecim to mi odbiło.Może dlatego,że różnica wiekowa między drugim a trzecim to 11 lat i to że wreszcie chłopiec :)Na stare lata szajba mnie ogarnęła 🙂 Moja mama za każdym razem powtarza jak mnie widzi „matka wariatka”.Pozdrawiam i świetnie się czytało,ubawiłam się jak mój synek.pozdrawiam

  9. Ja bym do tej listy dodala rzucanie sie do lozeczka przy kazdym „pierdnieciu” czy chociazby podgrzewanie zupki 3 razy przy jednym posilku, bo przeciez ma byc lekko cieply, to nic ze dziecko wiekszosc wypluwa przez pol godziny.

    1. rzucanie się do łóżeczka i sprawdzanie czy dziecko oddycha bo tak jakoś długo już śpi 🙂 oh matko… jak ja mogłam ..

  10. Nie robię nic z powyższej listy po za codzienną kompielą, taki wieczorny rytuał, po prostu musi być, chociażby na zasadzie „byłaś w wodzie, wyłaź z wody”. Sami codziennie bierzemy prysznic więc czemu dziecko miało by się myć co któryś dzień?

  11. Chacha! Pierwsze ( i ostatnie) dziecko miałam w czasach gdy net raczkował… ale żadnego z 10 punktów nie realizowałam… Wychodzi na to, że albo byłam genialna albo .. z nadmiaru relaksu padałam na twarz/

  12. U nas akurat wybudzanie na karmienie wymusił na mnie szpital, gdzie kazano mi dziecko budzić i na siłę karmić żeby „dobrze” przybierało na wadze; z przewijaniem przed karmieniem podobna sytuacja – też mit wyniesiony ze szkoły rodzenia. U mnie było jeszcze przegrzewanie do ok. 6 m-ca życia – ale to chyba za sprawą życzliwej wszechwiedzącej teściowej; mój mąż za to przez pierwsze 2 tyg, w domu niemal cały czas wisiał nad Małym czy aby on na pewno oddycha 😉

  13. Jak uniknąć przewijania przed jedzeniem w nocy? Budzi się z krzykiem i z pełną pieluchą i nie cierpi przewijania, drze się w niebogłosy, ale przy cycku już jest spokój i raczej nie dorabia.

  14. Super się ubawiłam, przywołałaś moje wspomnienia, też mam 3 dzieci. Też sprawdzałam postępy dziecka ale nie panikowałam bo zawsze był ” do przodu”. Za to drugi wszystko robił nieśpiesznie. Przy pierwszym chodził na 10mies. porzegnał pieluchy na 18 a drugi chodził na 12 a pieluchy do 36. Córka była gdzieś pośrodku, zaskoczyła mnie tylko raczkowaniem bo chłopcy tego nie robili. Nie robiłam tylko jednej rzeczy Nie prasowałam bez potrzeby wszystkiego tylko jak pomięte do wyjścia np. Do lekarza 🙂 a nie … jeszcze nie sterylizowałam i nie latałam po lekarzach, ale akurat do tej pory chodzimy do lekarza 2 razy w roku. Dodała bym do listy tylko oliwkowanie po kąpieli, ale 15 lat temu nie było taniej alternatywy oliwki, teraz jest dużo kosmetyków a jednak wierzę w cudowną moc masażu ale nie środkiem po którym dzieciak wygląda jak prosiaczek na rożen (do tego śliski) 🙂

  15. Mnie dotyczyło tylko ostatnie… Uważam, że jako matka karmiąca piersią byłam na to skazana ( nie miałam laktatora – nienawidzę tego ustrojstwa). Ale jakoś mnie to nie męczyło. Ciuszki córce prasowałam tylko przed porodem… później nie miałam na to czasu ani chęci. Kąpielami zajmował się mąż, więc to było moje 5 minut wolnego w ciągu dnia ( które i tak spędzałam przy nich, bo kto nie lubi patrzeć na kąpiące się dziecko). Budzenie na karmienie??? Jezu uchowaj. A o zmianie pieluszki nie słyszałam.

  16. Przybijam wirtualną piątkę :))) Każdą z tych rzeczy robiłam maksymalnie miesiąc, a potem stwierdzałam, że skoro chcemy mieć troje dzieci nie mogę tego wszystkiego robić przy pierwszym, bo potem na 100 % nie zapewnię reszcie takiego traktowania 😉 Wygodna teoria, ale jak dobrze się sprawdza. Młody numer jeden ma 9 miesięcy, żyje, rozwija się pewnie zupełnie nieźle 😀 Jedyny etap zombi był u mnie naturalnie, bo mały z niedowagą sam budził się co 1,5-2h przez 2 miesiące. Odrobił, zaczął jeść kaszę i mięso i wszyscy odżyli 🙂

  17. Tylko niestety punkt 10 jest nieunikniony jeśli mąż często pracuje na wyjeździe, jedna babcia jeszcze pracuje a druga ma wnuka w du..e. A na miejscu nie ma się innej rodziny 🙁 Więc wyjście w tygodniu to tylko z dzieckiem. Ewentualnie w sobotę raz w miesiącu fryzjer i czasem po południu uda się małego zostawić z ojcem lub babcią, jak wróci któreś z pracy.

  18. Oh jakie to wszystko prawdziwe! Wszystkie jestesmy takie same?:D Jedyne co przy kichaniu czy kasłaniu to byłam w panice i jestem… bo tydzień z marudnym dzieckiem to dla mnie przegięcie. Aha i samotne zakupy w biedrze… nadal rarytas <3 I zdziwienie męża kiedy krzyczę "NIE!" gdy proponuje ze pojadą ze mną ;D

  19. Mam dwoje dzieci i przy pierwszym nie robiłam niczego oprócz punktu 1, przy drugim ani jednej z tych rzeczy.może dlatego, że z natuty jestem wygodna.

  20. Hahahaha robiłam wszystko z tej listy. Jeszcze pamiętam jak mała wypluwała smoczka spadał na kanapę albo dywan a ja od razu go myłam i wyparzałam w sterylizatorze do mikrofali 😉 albo prasowałam wszystkie ubranka czasami do 23-24 bo w dzien nue bylo czasu :p dobrze że przy drugim wyluzowalam bo bym chyba zwariowała 😉 pozdrawiam wszystkie matki wariatki

  21. 5 i 10 🙂 5- bo lubię prasować, relaksuje mnie to, 10-bo nie mam wyjścia, nie mam z kim zostawić córci. Poza tym o 8 punktów mądrzejsza. I nie porównuję mojej córki do nikogo. Porównując zawsze znajdzie się jakiś słaby punkt. I zaczyna się chora ambicja, najpierw mamy, potem dziecka, a jak coś pójdzie nie tak- kompleksy.

  22. Samotne zakupy w Biedronce….. Jak bym o sobie czytała, ale czad! Jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak robię i czerpię z tego radość 😉

  23. Mnie ominęła większość. Mam tylko jedno, już 12-letnie dziecko. Dotyczy mnie pkt 8 i w mniejszym stopniu 9

  24. Hej,
    Podoba mi się ten wpis. Ja mam wcześniaka urodzonego w 31+6 z masą 1155 g. Mi kazali budzić do karmienia. Ale już w szpitalu zauważyłam że nawet bardzo doświadczony personel ma różne metody działania i to mi chyba otworzyło oczy że każda droga prowadzi do Rzymu. Można na przykład karmić i przed kąpielą i po kąpieli zależnie komu bardziej pasuje możan prasować jak ktoś lubi ale można nie prasować (wole nie!). I strasznie mnie drażnią artykuły i wypowiedzi innych w stylu „Ty tak robisz? Ja tak nie robiłam (z oburzonym tonem oczywiście) i „moja metoda działa na moje dziecko więc jest jedyna i słuszna dla wszyskich dzieci. Wykonuję część z tych punktów bo kąpię codziennie, ale mój syn lubi. Pieluchy zmieniam tak często że nie nadążam z kupowaniem nowych. Sterylizować przestałam dopiero po 6 miesiacach ale z wyrzutami sumienia. Nie wykonuję wielu z tych punktów a i tak czuję się styrana… Pozdrowienia i wszystkigo najlepszego.

  25. Ja odpuscilam dopiero przy czwartym dziecku. .. I wreszcie odkrylam ze macierzyństwo może być źródlem radości 😁

  26. Jestem mamą już od 16 miesięcy. Przez pierwszy rok życia córki robiłam wszystko z listy. Moje dziecko jest wcześniakiem i przez piewsze miesiące musiałam równo co 2 godziny karmić, żeby przybierała na wadze. Wyglądałam jak zombie czasami. Obecnie odpuściłam wyparzanie wszystkiego, myję jej naczynia w zwykłym płynie, zostawiam z babcią kiedy muszę coś załatwić , nie lecę do lekarza z byle krostką czy kichnięciem. Przy drugim dziecku pewnie będę miała bardziej lajtowe podejście. Ale na pewno nie odpuszczę codziennej kąpieli. Uważam, że dziecko po całym dniu też jest spocone, uklejone pod szyją. Jeśli ja sie codziennie myję to dziecko też powinno. I przecieranie wacikiem nie daje takiego efektu. Wolę umyć dziecko i mieć spokojną noc a nie jak moje znajome nie kapać i wstawać po kilkanaście razy, bo dziecko sie wścieka, bo go wszystko gryzie.

  27. no to ja muszę nas pochwalić, że od razu byliśmy mądrzy. Nie robiliśmy z żoną żadnej z tych rzeczy. Nasza córka ma już 6 lat i jest wspaniałym, mądrym i kochającym człowiekiem. Ludzie nas nawet już kilka razy pytali jak to zrobiliśmy 🙂 brawo my

  28. Och, jak mnie to cieszy, że niw robiłam żadnej z tych rzeczy 🙂 Ale miałam ubaw po pachy czytając Twoj wpis 🙂

  29. Ja przy pierwszym chyba jedynie wyparzanie butelki ale do 3 mies, potem już co któreś mycie. I prasowanie ubranek ale też jakoś kilka mies na początku. Niestety przewijać w nocy musiałam 😞 mały do 7 mies budził się co dwie h do piersi pieluchy były dosłownie zlane. A jak nie przewinelam to mokre łóżeczko… z drugim lepiej z butelki nauczył się pić ok 6 mies. Wcześniej nie chciał ani wody, ani mojego mleka, ani mm z butelki. Tylko pierś, po 6 mies zaczął pić wodę z butli 😊. A do lekarza z oboma jak widzę że infekcje z dnia na dzień idą ku gorszemu to ok 3 – 4 dnia do lekarza… Młodszy ma prane wszystko osobno i w proszku dziecięcym bez płynu do płukania ale to ze względu na alergie kontaktową…

  30. Dokładnie. Też mam trzecie maleństwo. Ale zgadza się niemal wszystko :). Dodam od siebie, że jak ładuję ich do auta i muszę je potem obejść, żeby zasiąść za kierownicą, to idę powoli i upajam się ciszą, bo przez zamknięte drzwi ichnie słychać.

  31. Przybijam piątkę 😁😁 mam co prawda tylko jedno dziecko ale szybko zrozumiałam jego potrzeby, bez żadnych lektur typu „pierwszy rok z życia dziecka” dostałam od koleżanki i jak położyłam ją tak leży i kurz zbiera ;)) a dzieć już 8mc ;D
    Ale co do punktów opisanych miałam zapędy na wszystkie oprócz oddzielnego prania i prasowania(to odpuściłam po pierwszych trzech praniach jeszcze przed porodem) w porę się opamietałam. Dziecko szczęśliwe i mama wyspana 😉

  32. 5. tylko przez tydzień 😛 odpuściłam
    8. zalecenie lekarza, bo córeczka miała podejrzenie o skazę białkową
    – plus taki, że w tydzień wróciłam do wagi wyjściowej 😛
    10. tylko dlatego, że wychowuję ją sama i nie miałam wyboru
    więc jest OK 🙂

  33. Pierwszy dziecko 12 tygodniowe i póki co stosuje tylko albo aż punkt 1 😀 jak pomyślę że miałabym robić wszystkie to już mi siebie szkoda. Biedna Ty 😀

  34. Szczerze mówiąc na miejscu Twojego męża wysłała bym Cię do psychologa. I nie piszę tego złośliwie. Na prawdę, zrobiła bym tak dla Twojego dobra.
    Kilka miesięcy temu urodziłam pierwsze dziecko. Córeczka, wyczekana i upragniona. I mimo tego nie wpadłam w taki amok. To trochę chore….

  35. Marzyło by mi się dziecko, przy którym zastanawiałabym się, czy je budzić na karmienie…. Moja trójka nie dała mi powodów do tego typu refleksji- budzili się aż nazbyt często. Przy pierwszym zapisywałam o której karmię, z której piersi, ale jak mi się w nocy zaczęło zajączkować która jest która- z niewyspania- przestałam…

  36. Na szczęście chyba ani jednego z tych błędów nie popełniłam, nie wydaje mi się żeby były to typowe błędy początkującej matki,albo ja byłam jakaś wyjątkowa 🙂

  37. Cóż, to tak: nie budzę córki co max 4 godziny, nie chodzę do lekarza z każdą pierdołą, prasowalam wszystko tylko na początku, kąpię Inę prawie codziennie bo ona to bardzo lubi, sterylizator nigdzie z nami nie jeździ ale raz dziennie pracuje… Moja córka ma ponad 10 tygodni, ma kolki i jest po zapaleniu uszu a ja jestem zombie 😉 świetny wpis i to co napisałaś na końcu każda kobieta-matka powinna mieć to na ścianie 🙂 pozdrawiam ciepło

  38. Faktycznie leciałam z każdą krostką czy z każdym kichnięciem do lekarza, w końcu moja pediatra powiedziała żebym się uspokoiła, a co do diety dziecka to moja niunia jak miała 6 miesięcy to wpierniczała botwinkę z ziemniakami i kaszankę z grilla.

  39. Ja powiem że u mnie nieomal skończyło się to rozwodem.
    Tzn. ja chciałam rozwodu z teściową, ale miałam obawy że rozwód niestety trzeba będzie wziąć z mężem żeby odczepić się od teściowej.

    Sama teściowa była gorącą zwolenniczką wszystkich 10 punktów które wymieniłaś (i jeszcze 90 innych – podobnych), pomieszanych z rozmaitymi innymi zabobonami. Dodam tylko że z takich większych awantur to było po tym gdy teściowa podała 9-cio miesięcznemu dziecku polopirynę, bo mały miał 37.5C „gorączki” – i to nie była nawet awantura za to że ona podała, a o to że „ja odmawiam dziecku leczenia”.
    Co gorsza to nie tyle ona nad dzieckiem skakała, co wymagała ode mnie, że podłogi w mieszkaniu muszą być 3x dziennie starte na mokro, a każda rzecz z którą dziecko się zetknie musi być wysterylizowana.
    A niestety przez parę lat byliśmy skazani na życie z teściową, bo nie stać nas było na mieszkanie.
    Ale to było dla mnie wielką motywacją żeby znaleźć pracę, iść do niej i choćby całą pensję zanosić grzecznie do banku na spłatę raty – to najlepszy wydatek w życiu

  40. witam, o pkt nawet nie wiedziałam że taki istnieje, a do dzisiaj wszystko prasuje, nie tylko ze względu na bakterie

  41. Ale się uchachałam 🙈, nic z tych rzeczy nie przerabiałam. Jak byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem to mama raz do mnie zagadała, żebym czasem nie prasowała tych małych ubranek, spojrzałam wtedy na nią jak na kosmitke, obśmiałam ten pomysł z automatu. Ale brawo za dystans do siebie 🤛🏻

  42. A mi przypomina się anegdota co robi mama trójki dzieci gdy latorosl polknie 5złotówkę…
    Z pierwszym jedzie na sygnale do szpitala na płukanie żołądka
    Gdy to samo zrobi drugie – sadza na nocniku i czeka aż zrobi kupę
    Trzeciemu. .. potraca z kieszonkowego.

  43. Mi przeszło w tym roku, „zasad paniki” trzymałam się do 3 lat mojej pociechy. Przez okres ciąży i 7 pierwszych miesiącach życia mieszkaliśmy z moimi rodzicami, więc prasowanie, wygotowywanie i inne akcje miały miejsce, moja mama nie tylko pomagała w tych maratonach, ale również kazała mi wyluzować! O dziwo! Przecież to babcia! Ja sama dopiero wyluzowałam dwa lata po przeprowadzce. Na początku chciałam być idealna mama, gospodynią domową i w ogóle. No bo co ludzie powiedzą. A teraz? Czasami nadal mam wrażenie, że wszyscy wokół oceniają mnie i moją rodzinę, ale przestałam się tym przejmować. Mój dom, moja rodzina i wszystko co się dzieje to nasza sprawa 😉 Przestałam spełniać oczekiwania społeczeństwa i bardziej cieszę się życiem i byciem mamą. Żałuję tylko, że tak późno. Ale nic straconego! Teraz cieszę się każdą chwilą 🙂 Dodam, że mam kochaną córkę, która skończy niebawem 4 latka, a sama mam 26 lat.

  44. Mój młody ma półtora roku i bardzo szybko wyszłam z założenia że najlepiej słuchać jego rytmu. 1. Książkowy rozwój dziecka oczywiście sprawdzałam i sprawdzam od czasu do czasu tak orientacyjnie. 2. W kwestii budzenia do karmienia u nas sytuacja wyglądała tak, że mój maluszek od samego początku lubił spać i już jako miesięczne niemowlę potrafił czasem przespać 5 lub więcej godzin. Oczywiście ludzie mówili żeby wybudzać, więc wybudziliśmy raz. Jeść nie chciał za to był płacz 😀 3. U nas akurat zmiana pieluchy przed karmieniem się sprawdziło, bo po karmieniu szedł spać. 5. Do roku czasu prałam w proszku dla niemowląt ale w kwestii prasowania, hmm, wyprasowałam dziecku wszystko tylko przed porodem, no i oczywiście rzeczy które tego prasowania wymagają pod względem estetycznym 😉 6. Sterylizatora nie posiadałam 😀 7. Młody kąpiel akurat lubiał, więc jeśli tylko była taka możliwość to kąpaliśmy, ale nie był to mus. Czapeczkę miał po kąpieli ubraną tylko raz albo wcale(?) 🙂 Trzymałam się wytycznych tylko w kwestii rozszerzania diety, no i oczywiście kontroli zdrowia. Syn rozchorował się pierwszy raz jak miał pół roku i trafiliśmy do szpitala na tydzień, także wolę się wystrzegać 😉 Ogólnie mówiąc uważam, że żadne książki i inni ludzie nie powiedzą nam czego potrzebują nasze dzieci. To my jesteśmy matkami i znamy ich najlepiej. Każde dziecko jest inne i nie ma co na siłę zmuszać dziecko i również siebie do czegoś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code