SYNKU, ZDECYDOWALIŚMY, ŻE KIEDYŚ BĘDZIESZ LEKARZEM

Uśmiechnięta przyszła mama głaszcze ciążowy brzuszek. Jej mąż – przyszły tata nachyla się nad nim i zaczyna do niego przemawiać: „kiedyś będziesz lekarzem”. Właśnie dowiedzieli się, że to będzie syn. Przyszły tata chciał zostać lekarzem, ale niestety rodziny nie stać było na utrzymanie go na studiach w mieście. Dziś jest ratownikiem medycznym, bierze wszystkie możliwe dyżury, a pieniądze odkładają z żoną na specjalnym koncie utworzonym dla nienarodzonego jeszcze synka.

Sprawdzili już ofertę przedszkoli w swoim mieście. Musi być najlepsze. Zapisy zaraz po narodzinach.

Kilkanaście tygodni później rodzi się mały chłopczyk. Jeszcze nie wie, że jego przyszłość została bardzo dokładnie zaplanowana. Pierwszy rok z mamą, a później  niania, która będzie mówiła do niego po angielsku. Przecież lekarz musi znać język obcy. Następnie przedszkole, do którego został zapisany ponad dwa lata wcześniej. Prywatna szkoła podstawowa na drugim końcu miasta. Zajęcia pozalekcyjne – angielski, szachy, robotyka, karate. Nie ma czasu na głupoty. Koledzy są starannie wybierani przez rodziców – powinni być ambitni, dobrze się uczyć, a ich rodzice przykładać wagę do wykształcenia dzieci.

Liceum koniecznie z klasą o profilu biologiczno-chemicznym.

Mama widzi, że syn nie ma umysłu ścisłego. Lubi śpiewać, chciałby grać na pianinie. Tata jest jednak nieugięty. „Muzyka jest dobra dla bab.” – mówi. „Zobacz ile muszę poświęcić, żebyś mógł zostać lekarzem!”

Ale ja nie chcę, żebyś poświęcał tato. – myśli syn. Boi się powiedzieć to ojcu w oczy. Wolałbym zagrać z Tobą w piłkę albo pójść na koncert.

Wie, że musi się uczyć. Tata będzie z niego dumny. Jeśli go zawiedzie, tata będzie nim rozczarowany. Nie chce, żeby tata był rozczarowany.

Mama próbuje rozmawiać, przekonywać tatę, że syn może mieć problem z dostaniem  się na medycynę. Tata nie chce tego słyszeć. Zatrudnia korepetytorów. Syn uczy się dniami i nocami. Udaje się. Na ostatniej lokacie, ale jest na liście przyjętych na pierwszy rok.

Tata pęka z dumy. Dzwoni do wszystkich pochwalić się, że jego syn pierworodny będzie lekarzem. Tak jak sobie wymarzył.

Na pierwszym roku jest trudno. Strasznie trudno. Syn nie wytrzymuje. Pęka. Krzyczy: „Nienawidzę Cię! Zmarnowałeś mi dzieciństwo! Nigdy nie chciałem być lekarzem! To Ty chciałeś nim być!”

„Ja wiem lepiej co dla Ciebie jest dobre! Będziesz miał szanowany zawód! Będziesz ratował ludzi i zarabiał pieniądze!”

Ale ja nie chcę tato! Ja chcę być w życiu szczęśliwy!

Ojciec nie odzywa się do syna przez następnych kilka tygodni.

W tym czasie syn rezygnuje ze studiów.

Zgłasza się do programu muzycznego w telewizji. Ojciec nadal milczy, ale ukradkiem ogląda kolejne odcinki. Jest dumny. Czasem nawet łza płynie mu po policzku, gdy słyszy jak syn śpiewa.

W finale syn dedykuje mu utwór, który wykonuje. Wygrywa.

Ojciec płacze. Ze szczęścia. Ze szczęścia, że jego dziecko jest szczęśliwe. Po swojemu. Może jeszcze zdąży nauczyć się grać na tym pianinie?

………………………………………………………………………………………………………………………………….

To mnie nie dotyczy, powiesz. Ja nie planuję życia mojemu dziecku. Ta sytuacja jest skrajna, moje dziecko może być kim chce, robić w życiu to, co chce i o czym marzy.

Czy na pewno?

 Anna Jaworska – MumMe

 

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/