PROSZĘ UCISZYĆ TE DZIECI, CZYLI BACHORY W RESTAURACJI

Jesteśmy raczej z tych rodziców, którzy starają się dzieci wychowywać, czyli oddziaływać na nie w ten sposób, aby potrafiły się zachować odpowiednio do okoliczności. Nauka ta, jak wiedzą Ci, którzy wychowują jest trudna i czasochłonna, droga do sukcesu wyboista i długa, ale generalnie nie mamy problemów z tym, że chłopcy zachowują się gdziekolwiek, jakby właśnie zeszli z drzewa po wieloletnim pobycie w buszu.

Jakież było moje zdziwienie, gdy wczoraj podczas poobiedniej kawy w hotelu Neptun w Łebie zwrócono mi uwagę słowami: proszę uciszyć te dzieci.

Gwoli wyjaśnienia wspomnę tylko, bo zaraz odezwą się głosy, że oto „madka bombelków” zamiast pić kawę w domu i nie przyprowadzać hołoty do eleganckich restauracji, ma czelność stawać w obronie swoich niewychowanych bachorów, że:

  • Dzieci zachowywały się normalnie – to znaczy nie biegały, nie wrzeszczały, nie podchodziły do stolików innych gości, nikt nie płakał, nie rzucał jedzeniem, nikt się nie zesrał ani nie porzygał, nikt nie przewijał dziecka na stole.
  • Dzieci bawiły się na dworze – na plaży przed hotelem, gdzie wyszły natychmiast po zjedzeniu deserów. W momencie, w którym pewna dama zwróciła nam uwagę, chłopcy weszli na salę na moment po swoje zabawki. Nie darli się, nie rechotali, nie robili salt w tył.
  • Hotel Zamek Neptun, bardzo ładnie położony, co do luksusu, którym wabią hasła na stronie – każdy ma swój jego wyznacznik, z tego co mi wiadomo nie jest obiektem przeznaczonym wyłącznie dla dorosłych – świadczy o tym choćby duży plac zabaw przed budynkiem, a restauracja, sądząc po widniejącym w karcie menu dla dzieci, jest nastawiona na rodziny z dziećmi właśnie.

A zatem droga damo, która zwróciłaś uwagę naszym normalnie zachowującym się dzieciom, mam do Ciebie słówko.

Po pierwsze, miejsce publiczne, a takim właśnie jest restauracja, jest przeznaczone dla ludzi i jeśli nie ma ograniczenia wiekowego, dla dzieci również.

Dzieci to tacy mali ludzie, dama też kiedyś była dzieckiem. Sądząc po formie, w jakiej zwróciła nam uwagę, niezbyt dobrze wychowanym.

Zanim dzieci nauczą się wszystkich zasad życia społecznego muszą dorosnąć. Nie nauczą się ich, jeśli nie będą bywać wśród ludzi i w miejscach publicznych.

Nie zamierzam ograniczać się do jedzenia w domu, bo damie przeszkadza głos dziecka w restauracji (głos, nie darcie japy – to drugie mnie też przeszkadza).

Wiem, że jest mnóstwo dzieci, które totalnie nie potrafią się zachowywać w knajpie, a ich rodzice uważają, że „to tylko dzieci”, więc im wolno, ale ja nie choruję na odpieluchowe zapalenie mózgu i potrafię odróżnić normalne zachowanie dziecka od jazdy bachora, potrafię swoje dzieci zdyscyplinować, opierdzielić i wyprowadzić, jeśli przeszkadzają gościom w czasie posiłku.

Podróżuję po świecie bardzo dużo i nigdzie nie spotkałam się z taką antypatią i niechęcią w stosunku do dzieci jak w Polsce. Ani w Europie, ani poza nią. W hotelach i restauracjach dla dorosłych, których jestem gorącą zwolenniczką (pisałam o tym TUTAJ) przebywają tylko dorośli. W pozostałych przebywają tez dzieci, które są zawsze mile widziane, traktowane i nikt nie patrzy na nie krzywo.

Od wychowywania dzieci są ich rodzice. Jeśli Twoim zdaniem czyjeś dzieci zachowują się niewłaściwie, kulturalnie i dyskretnie zgłoś to obsłudze, a nie drzesz się przez całą salę, aż słoma z butów wypada.

Wczorajsza sytuacja miała przezabawny finał, bo spotkała się oczywiście z naszą ripostą, której damulka na pewno wolałaby uniknąć. A najlepszym momentem było to, jak Jacek powiedział damie, że przeszkadza mu jej mlaskanie. Oburzona odpowiedziała, że ona nigdy nie mlaska! Na co nasz średni syn z pełną powagą powiedział, że on tam słyszał, jak ktoś mlaska w trakcie jedzenia.

Więcej dystansu, szacunku i wyrozumiałości moi drodzy. Dzieci to nie banda bachorów, którą należy hodować na pieczarkę – w ciemności, nisko przy ziemi i często gównem podlewać.

A jeśli mam być szczera, to zachowanie dorosłych pozostawia do życzenia dużo więcej niż zachowanie dzieci.

Przydałoby się co niektórych wychować, ale na to za późno.

Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme.pl/

Wpis może zawierać lokowanie produktów lub usług, ale nigdy nie polecam tych, których nie sprawdziłam i z których sama bym nie skorzystała. Polecam wyłącznie to, czemu ufam i w co wierzę.

 

6 komentarzy

  1. Posikalam sie ze smiechu. Ja tez mam z tym problem, ze dorosli ludzie nie lubia dzieci w miejscach publicznych( restauracja, kosciol, sklepy). My dopiero zaczynamy przygode z pokazywaniem swiata naszemu synkowi, 1.5 roku bo corka 6 lat jest wzorem jeali chodzi o zachowanie w miejscach publicznych. Adas raczej nim nie bedzie😂 i trzeba bedzie sie „naszarpac” 😉. Super tekst. Pozdrawiam

  2. Jak jestem na zakupach z dzieckiem to córka jak do tej pory zawsze była cicho i grzecznie siedziała w wózku (ma rok z hakiem), a jednak widzę widzę spojrzenia irytacji, słyszę westchnienia na mój widok. Jak chce wejść w alejke z wózkiem dziecięcym to przeważnie muszę czekać aż ktoś przejdzie, nie może zrobić miejsca. Jak jestem w tym samym miejscu z wózkiem zakupowym bez dziecka, który jest wiekszy od dziecięcego to jakoś wtedy dwa wózki w alejce mieszczą się… Jest coś takiego, że dzieci w przestrzeni publicznej są niemile widziane nawet jak są cicho, a matki traktowane jakoś gorzej.

  3. Nic dodać nic ująć! Jestem tego samego zdania. Niektórym ludziom przeszkadza dosłownie WSZYSTKO. Też osobiście nie cierpię wrzeszczących i biegających po restauracji dzieciaków, ale ma miłość boską.. to nie znaczy ze dzieci obecne w miejscu publicznym mają się nie odzywać wogóle i siedzieć jak mumie z taśmą na ustach… nie popadajmy w skrajności.

  4. Pani w restauracji rzeczywiście przesadzila. Ale przykro czytać o tej riposcie i satysfakcji z takiego rozwiązania sprawy. Być może oceniasz to inaczej, ale zarzucając tej pani mlaskanie, niestety znizyliscie się do jej poziomu. Czy na pewno o ten efekt Wam chodziło? A i uwaga zwracana obcej dorosłej osobie przez dziecko daleka jest od grzeczności. Wiem, że to ta pani zaczęła, ale w moim odczuciu nie powinna tu działać zasada „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Takie są moje odczucia. Mam nadzieję, że Cię nie urazilam. A co Ty o tym sądzisz – tak na chłodno?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code