CZY DZIADKOWIE MAJĄ OBOWIĄZEK ZAJMOWAĆ SIĘ WNUKAMI?

Nie ustają spory wśród rodziców na temat tego:

Czy dziadkowie mają obowiązek zajmować się wnukami?

Osobiście uważam, że nie. Nie mają takiego obowiązku. Babcia i dziadek wychowali już swoje dzieci, poświęcili na to ładny kawałek życia i kiedy ich dzieci się usamodzielniają, mają prawo zacząć żyć dla siebie. Pomijając fakt, że w dzisiejszych czasach dziadkowie po prostu pracują i nie mają kiedy zajmować się wnukami oraz to, że zmiany, które zaszły w ostatnich (mniej więcej) dwudziestu latach sprawiły, że często mieszkamy daleko od swoich rodziców, to dziadkowie zwyczajnie mogą chcieć pożyć – wyjechać, wyjść, spotkać się z ludźmi, uczyć się nowych rzeczy, rozwijać pasje i zainteresowania, odpoczywać, dbać o zdrowie, być razem.

Czy ich dzieci – rodzice wnuków mają prawo mieć żal, jeśli dziadkowie nie chcą zajmować się wnukami?

Uważam, że tak.

Jeśli dziadkowie mieszkają stosunkowo blisko, są w miarę zdrowi i pracują w normalnych godzinach lub są już na emeryturze, ale po prostu nie chcą zajmować się wnukami, poświęcać im żadnego dnia w roku, to ich dziecko ma prawo czuć rozgoryczenie. I czuje. Choćby mówiło, że jest inaczej, że mu to nie przeszkadza, że nie potrzebuje, to w głębi serca po prostu czuje żal. Bo na kogo ma liczyć w życiu, jeśli na własnych rodziców? Tym gorzej, jeśli teściowie chcą pomagać.

Nie mówię tu oczywiście o sytuacji, kiedy dziecko oczekuje od rodziców poniekąd przejęcia obowiązków rodzicielskich. Jeśli decydujemy się na posiadanie dzieci, to trzeba wziąć na klatę konsekwencje z tym związane i nie oczekiwać od rodziców, że je za nas wychowają.

Nie powinno mieć miejsca wykorzystywanie rodziców, zbyt częste podrzucanie im dziecka po to, by prowadzić życie jak wcześniej. To jest nie fair. I nawet jeśli dziadkowie się głośno nie skarżą i oferują swoją pomoc w każdej sytuacji, to zwyczajnie nie powinniśmy ich tak angażować.

Nie ogarniam natomiast jak babcia i dziadek mogą zwyczajnie nie chcieć być z wnukami choć kilka dni czy tygodni w roku. Zarówno po to, by dać wytchnienie swoim dzieciom (z której to opcji sami kiedyś prawdopodobnie chętnie korzystali, bo czasy były inne, rodziny żyły bliżej siebie, rodzice szybciej kończyli aktywność zawodową), jak i po to, by nacieszyć się bliskością swoich wnucząt, czerpać radość z bycia z nimi, doświadczyć tej miłości – zupełnie innej niż ta, którą darzą swoje dzieci i którą dzieci ich darzą.

 

Niepojęte. Ale zdarza się, wcale nierzadko.

Bardzo trudno jest wychowywać dzieci bez żadnej pomocy rodziców. Nie mówię o wsparciu finansowym.

Chodzi o zwykłe gesty – pomoc po porodzie, opieka nad dziećmi w czasie ich choroby, nocka u dziadków, żeby rodzice mogli się wyspać, kilka – kilkanaście dni w wakacje czy ferie, a nawet wspólny wyjazd, by każdy mógł choć chwilę złapać oddech.

Rodzicom, którzy nie mają tego luksusu – babci lub dziadka, którzy choć czasem są w stanie ich odciążyć jest ciężko. Lżej, jeśli stać ich na opiekunkę, ale to i tak nigdy nie jest to samo. Bo rodzicom po prostu się ufa.

Więź, którą wnuki nawiązują z dziadkami, jeśli ci chcą być blisko, mimo odległości czy obowiązków, jest niezwykła. Jej brak to wielka strata w życiu zarówno dziecka jak i dziadków, ale niektórzy mają to zwyczajnie w dupie. Znam takich.

Znam dziadków, którzy nigdy w życiu nie widzieli swoich wnuków, bo tego nie chcieli. Nie wiem czy to jakaś ułomność emocjonalna, upośledzenie czy uszkodzenie ośrodka uczuć wyższych, ale tacy są.

I szczerze mówiąc nie współczuję im nawet, że odejdą w samotności. Każdy jest kowalem własnego losu.

Kiedy myślę o sobie jako o babci (niektóre kobiety w moim wieku już nimi są, choć ja jeszcze chwilę poczekam), to najbardziej na świecie marzy mi się wielki dom nad morzem, w jakimś ciepłym kraju, może Włochy albo Hiszpania, gdzie zbieramy się wszyscy razem – my, nasi synowie i ich rodziny, rodziny ich żon i nasze wnuki. Wspólnie biesiadujemy, wszędzie słychać dzieci – mam nadzieję, że tak jak my chłopcy będą chcieli mieć duże rodziny.

Nie mam córki, więc pewnie nie doświadczę możliwości bycia z wnukami tuż po ich narodzinach, bo synowe będą raczej wolały mieć przy sobie własne mamy, choć nigdy nie wiadomo, jak potoczy się życie.

Wiem jedno, jeśli tylko mi na to pozwolą, to będę starała się nie zawieść moich dzieci i być przy nich wtedy, kiedy będą tego potrzebowali. Być przy wnukach nie z obowiązku, a z miłości. Po prostu.

Jednocześnie mam postanowienie nie przeszkadzać synom w wychowaniu własnych dzieci po swojemu.

Babcie i teściowe pewnie odezwą się teraz, a co Ty tam dziecko wiesz, życie Ci pokaże.

Być może.

Póki co żyję marzeniami, bo dobrze jest mieć marzenia. Rzeczywistość zweryfikuje.

Chciałabym kiedyś być babcią, o której wnuki będą myślały, gdy już mnie zabraknie – moja babcia była najlepsza na świecie.

Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code