CICHE ZBRODNIE

Cudowne lata 70-te, 80-te, wspominane dziś przez pokolenie 40, 50-latków jako sielankowy czas… czas zabaw na podwórku, kluczy na szyi, saturatorów, gum Donald i wakacji pod namiotem. Nikt nie wspomina, że był to czas głębokiej patologii w rodzinach, gdzie ¾ dzieci było bite, upokarzane, poniżane i karane na tyle wymyślnych sposobów, że włosy stają dęba. Ciche zbrodnie…

Tak. Z ankiety, którą przeprowadziłam na Instagramie  wynika, że prawie 70% dzieci wychowujących się w tamtych latach, doznało krzywdy ze strony własnych rodziców.

To, co można przeczytać w odpowiedzi na moje pytanie zadane wczoraj na Instagramie (odpowiedzi dostępne w relacjach wyróżnionych pod hasłem PRZEMOC) TUTAJ  „w jaki sposób karali Cię rodzice?”, zwala z nóg.

To nie były klapsy, choć i te są wychowawczo niewłaściwe i prawnie zabronione

 art. 207 KK „Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

Za znęcanie się uważane jest: Umyślne godzenie w ciało dziecka i sprawianie tym fizycznego bólu, jak np.: bicie dziecka, szarpanie, potrząsanie itd., bez powodu lub w odwecie za jakiekolwiek zachowanie dziecka jest czynem bezprawnym. Bezprawne jest również karcenie nadmierne.*

Metody, które opisują skrzywdzeni przez rodziców, dorośli dziś ludzie to: bicie – pasami, kablami, smyczą, ręką, specjalnie przygotowanymi narzędziami np. z rzemieni, gumowymi wężami, a także przedmiotami codziennego użytku takimi jak pogrzebacz do pieca, paletka do badmintona, czy np. szmata, często na gołe ciało. Klęczenie z rękami w górze, niekiedy nago, na grochu lub węglach, podduszanie, kopanie, podtapianie, zamykanie w pomieszczeniach typu piwnica, komórka, ciemna łazienka, pozostawianie bez opieki, wyzywanie, poniżanie, ciągnięcie za włosy lub obcinanie ich, a także wielotygodniowe milczenie, obrażanie się, a nawet szantaż samobójstwem i molestowanie seksualne.

To nie są pojedyncze przypadki. Tych wiadomości są setki.

To jest świadectwo ofiar przemocy domowej, która rozgrywała się w ich domach.

To co przeczytałam przez ostatnie dwa dni jest tak straszne, a skala tak ogromna, że po prostu mnie zmiotło.

Targały mną uczucia nie do opisania. Od żalu, przez poczucie, że nie dam rady przeczytać ani jednego więcej, do wściekłości.

Uroniłam niejedną łzę nad tym, co spotkało niewinne, bezbronne dzieci z rąk oprawców – ich własnych rodziców. Przy jednoczesnym całkowitym przyzwoleniu społecznym, tłumaczone koniecznością „wychowania na porządnych ludzi” i tym, że w domach ich rodziców też dostawało się wpierdol i nikomu nic się nie stało.

Stało się. Coś strasznego się stało.

Z tych domów wyszli nieszczęśliwi, potłuczeni dorośli, którzy albo starają się nie powielić schematu i oszczędzić swoim dzieciom takich przeżyć, co kosztuje ich nieprawdopodobny wysiłek, albo tacy, którzy nadal ciągną schemat i stosują przemoc w swoich domach, nie widząc jak krzywdzą swoich najbliższych.

To co uderzające to to, że z tych opowieści wyziera wstyd. Bynajmniej nie sprawców, a ofiar. Ofiary wstydzą się mówić o tym, że doznały krzywdy. Niektóre nawet nie do końca rozumieją, że zostały skrzywdzone. Tłumaczą swoich rodziców brakiem świadomości, miłością, której nie umieli inaczej wyrazić. Czy doprawdy można mówić o miłości rodzicielskiej u matki, która wali głową dziecka o ścianę, leje je kablem i smaruje cebulą, żeby bardziej bolało? Czy można usprawiedliwiać ojca, który łamał kości, głodził albo konstruował narzędzia do torturowania, żeby było ono bardziej bolesne?

Nawet teraz, gdy to piszę do oczu napływają mi łzy.

Nie potrafię nawet wyobrazić sobie, co czuły te dzieci. Ile strachu, upokorzenia, żalu, niezgody, a często i nienawiści, nie tylko do oprawców, ale i do samych siebie. I wstydu. To nie Wy powinniście się wstydzić, a Wasi kaci. Ci sami, którzy często dziś wypierają się tego co robili, udają, że to się nie wydarzyło, twierdzą, że zasłużyliście, skoro tak postępowali.

Nie kurwa. Nie zasłużyliście. Nikt nie zasługuje na to, by go bić. A już najmniej dziecko, które sami powołali na ten świat.

I nie można usprawiedliwiać wszystkiego tym, że nie miało się łatwego dzieciństwa. Po to dany nam został rozum, żebyśmy z niego korzystali.

Wiem, że kiedyś nie było takiego dostępu do informacji, ani ustanowionych praw, chroniących najmłodszych. A jednak były domy, gdzie była refleksja.

Każda osoba, która doświadczyła przemocy ze strony rodziców powinna przejść psychoterapię. Przede wszystkim dla siebie, ale również dla swoich bliskich – dzieci, partnerów i partnerki. Nie sposób uporać się z taką traumą w pojedynkę.

To jest siła tak niszcząca, tak bardzo wpływająca na dalsze życie, że nieprzepracowana może złamać człowieka.

Bicie jest złe. Znęcanie się psychiczne, to taka sama przemoc jak bicie, choć ślady pozostają „tylko” w głowie.

Chciałabym dziś przytulić każde z tych dzieci.

Tulę własne, na które nigdy w życiu nie podniosłam ręki. Które w domu mają absolutne wsparcie, akceptację i bezwarunkową miłość.

I które wbrew temu co mówią niektórzy nie są ani rozwydrzone, ani roszczeniowe, ani niewychowane, choć nie zaznały żadnej formy przemocy ze strony rodziców.

Wychowanie bez przemocy jest możliwe.

Bicie nie uczy dziecka niczego poza lękiem przed osobami, którym powinno ufać.

Rodzic, który bije, to osoba niezrównoważona, która nie radzi sobie z agresją.

Kary cielesne i przemoc psychiczna niszczą dzieci.

Skutkują zaburzeniami emocjonalnymi, brakiem poczucia własnej wartości, wywołują depresje, stany lękowe, nerwice, problemy w nawiązywaniu relacji, wchodzenie w „przemocowe” związki, nałogi, problemy z życiem zawodowym oraz rzutują na stosunki z kolejnymi pokoleniami – dziećmi pokrzywdzonych.

Nie można tłumaczyć stosowania przemocy wobec dzieci tym, że było się krzywdzonym. Ze wszystkich sił trzeba starać się wyciągnąć wnioski i przerwać chory krąg.

Bycie autorytetem dla dziecka nie ma nic wspólnego z przemocą. Przemocą nie można nikogo nauczyć szacunku.

Przemoc to tak naprawdę słabość.

Ludzie pytają: jak można było tak krzywdzić te dzieci? A ja pytam również: jak można było nie reagować i się przyglądać?

To są ciche zbrodnie. Taki społeczny „sekrecik”. A ja sprawiłam, że wylała się lawa.

I nikt jej nie powstrzyma. Czas, by ofiary dostały głos.

Choć są już dorosłe, to te skrzywdzone dzieci nadal w nich żyją. Płaczą, gdy nikt nie widzi, boją się, czasem się nienawidzą. Dopóki nie dostaną pomocy i wsparcia nie będą umiały tego ciężaru dźwignąć. Jeśli wiesz, że w Twoim otoczeniu jest osoba, która została skrzywdzona jako dziecko wyciągnij do niej pomocną dłoń.

A Wam, osobom, które doznały takiej krzywdy z rąk, ust i serc najbliższych Wam ludzi chciałam tylko powiedzieć:

NIE JESTEŚ TEMU WINNY!

NIE JESTEŚ TYM, KOGO ONI W TOBIE WIDZIELI!

NIE MASZ CZEGO SIĘ WSTYDZIĆ!

TO ONI NIECH SIĘ WSTYDZĄ!

PATRZ IM W TWARZ I MÓW O SWOIM BÓLU.

PRZETRWAŁEŚ.

BYŁEŚ ODWAŻNIEJSZY I SILNIEJSZY NIŻ ONI.

NIE BĘDZIESZ TAKI JAK ONI.

NIE MASZ OBOWIĄZKU WYBACZYĆ.

  Anna Jaworska – pedagog, mama trzech synów

Jeśli uważasz, że mój wpis jest ważny, udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

*Fundacja Dzieci Niczyje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *