JESZCZE RAZ USŁYSZĘ, ŻE JAKAŚ MATKA MÓWI, ŻE MA DOŚĆ SWOICH DZIECI, TO…

Często słyszymy, jak matki narzekają na swoje dzieci i macierzyńską codzienność.

Zmęczenie, nadmiar obowiązków, hałas, brak snu, bałagan, kłótnie i wiele innych kwestii, które nierozerwalnie wiążą się z byciem mamą. Matki narzekają, a inne kobiety (i żeby nie było często faceci też) je krytykują.

Często widzę i słyszę kobiety, które żalą się i mówią, że mają dosyć wszystkiego. Swoich dzieci również.

Jeśli jeszcze raz usłyszę, że jakaś matka mówi, że ma dosyć swoich dzieci, to…

przybiję jej piątkę. Poklepię ją po plecach i powiem: Hej! Wiem, że Ci ciężko. Rozumiem, że czasem masz tak dość, że walnęłabyś to i wyszła trzaskając drzwiami. Ja też tam bywam! W tej czarnej macierzyńskiej d..ziurze.

Uśmiechnę się porozumiewawczo tak, żeby wiedziała, że nie jest sama. Że ma do tego prawo. Że są dni, kiedy dochodzi się do ściany i ma się ochotę pierdyknąć w nią łbem z rozpędu. Pogłaszczę ją po głowie i powiem: krzycz, płacz, żal się, narzekaj i nie słuchaj tych, którzy mówią Ci, że nie masz prawa. Bo inni mają gorzej, bo jesteś niewdzięczna, bo przesadzasz, bo jesteś kiepską matką. Nie uraczę tekstem – są kobiety, które marzyłyby o tym, ale nie mogą mieć dzieci, bo to zwyczajnie nie fair. Nie powiem jej też, że nasze matki miały gorzej, bo nie było pampersów, bo to zwyczajnie nieprawda. Pampersów nie było, zmywarek też nie, ale pracowało się dużo mniej, przedszkole było dla każdego dziecka pracujących rodziców, nie trzeba było się ciągle dokształcać i zapieprzać na dwa etaty. A na pomoc babć, które szły na emeryturę wcześnie, cioć, sąsiadek i innych bliskich zawsze można było liczyć. Nie powiem również, że ja mam gorzej, bo Tobie to w niczym nie pomaga!

A zatem mamo, która narzekasz, że jest Ci ciężko i masz dość, coś Ci powiem.

Nie jesteś leniwa, nie jesteś słaba, nie jesteś nieudolna. Jesteś człowiekiem. Jesteś ZMĘCZONA! I jak każdy człowiek masz prawo mieć gorszy dzień, tydzień, miesiąc, źle się czuć, mieć zmartwienie.

Kochasz swoje dzieci najbardziej na świecie – ja to wiem. I jednocześnie masz ich czasem dosyć. W zasadzie to nie ich masz dosyć, tylko dosyć masz wszystkiego wokół, bo gdybyś miała czas zająć się wyłącznie nimi, nie musiała w tym czasie ogarnąć miliona spraw, to pewnie cierpliwości by Ci nie brakowało.

Ja też mam czasem dość. To po prostu naturalne i nie ma w tym absolutnie nic złego.

My – matki – żyjemy pod nieustanną presją bycia ocenionymi. A oceniającymi są zwykle inne kobiety. Kobiety, które mają podobne doświadczenia, podobne odczucia i jakimś niewyobrażalnym cudem czują się lepiej, gdy dowalą innej matce.

To jest straszne.

Krytykują teściowe, matki, szwagierki, bratowe, siostry, koleżanki, sąsiadki, a nawet obce baby w internecie. Dlaczego sobie to robimy?

Dlaczego zamiast wspierać się nawzajem wbijamy sobie szpile, dopieprzamy, nie potrafimy wykazać się zrozumieniem, empatią, a przede wszystkim wtykamy nos w nieswoje sprawy.

A wiecie co jest najgorsze?

Najgorsze jest to, że tam, gdzie dzieciom naprawdę dzieje się krzywda, tam, gdzie są bite, poniżane, głodne NIE REAGUJE NIKT!

Wszyscy za to widzą to, że jakaś matka dała na obiad płatki z mlekiem, że pożaliła się w internecie, że zadzwoniła do teściowej z prośbą o zabranie dziecka na weekend, żeby się wyspać albo iść na kolację z mężem.

Bo przecież matka nie ma prawa, według niektórych, pożalić się na swoje życie. Bo robi z siebie męczennicę, bo nie docenia, bo wygodnicka paniusia.

Wiedz, że Twojej mamie też bywało ciężko i miała Cię dość. I Twojej teściowej też było. A to, że kiedyś nie było internetu sprawia, że mogą czasem udawać bohaterki.

Macierzyństwo jest piękne, ale i trudne. Bywa wyczerpujące. Nikt nie przygotowuje nas do roli rodzica, a więc każdy dzień jest nowym wyzwaniem. Są dni, że unosimy się w powietrzu na skrzydłach miłości, a są takie, że czołgamy się bez sił. Każda z nas.

Wspierajmy się zamiast krytykować. Poklepmy po plecach, choćby wirtualnie, zamiast hejtować.

Wszystkie jedziemy na tym samym wózku, choć każda z nas ma inną życiową sytuację.

O tym, czy jesteś dobrą mamą nie decyduje ani to czy nie narzekasz, że masz dość, ani to czy Twoje dzieci rzadko się kłócą.

Możesz kochać nad życie i mieć dość jak stąd na biegun.

O tym, czy jesteś dobrą mamą decydują Twoje dzieci, dla których jesteś jedyną i najlepszą mamą ze wszystkich.  Za każdym wspaniałym dzieckiem stoi jego mama, której ciągle wydaje się, że wszystko robi nie tak.

Dobre matki po prostu nigdy się nie poddają, choćby nie wiem, jak było ciężko. A ponarzekać, zrzucić z siebie choć trochę trudnych emocji, dobra rzecz. Dlatego od dziś, jeśli masz potrzebę, narzekaj bez wyrzutów.

Anna Jaworska – MumMe

Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem).

Polub moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/blogmumme/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/mumme_pl/

Wpis może zawierać lokowanie produktów lub usług, ale nigdy nie polecam tych, których nie sprawdziłam i z których sama bym nie skorzystała. Polecam wyłącznie to, czemu ufam i w co wierzę.

 

10 komentarzy

  1. Wspaniały wpis! Tego brakowało, żebyśmy dały sobie pozwolenie na bycie ludźmi nie tylko matkami. Doceniam Twoje zaangażowanie żeby otwierać oczy na różne aspekty macierzyństwa i życie w zgodzie z sobą. Podziwiam i pozdrawiam

    Make peace no war!
    Baądzimy dla siebie wsparciem nie wrogiem

    1. Dobrze czyta się takie słowa. Ja czasem mam wrażenie, że tylko narzekam i przez to jestem beznadziejną matką bo gdzieś tam zawsze jest to JA, które po urodzeniu dziecka zostało zepchnięte na boczny tor. To JA cały czas wychodzi bo nadal chce żyć i mieć czas dla siebie a w tym momencie nie mam nawet możliwości wyjść na pół godziny na zakupy spożywcze. Mam nadzieję, że jak mała podrośnie to odzyskam tą radość z życia i w końcu będę mogła cieszyć się macierzyństwem i po prostu żyć a nie wiecznie marudzić 😉

  2. O tak! O tak! O tak! Ja czasem mam wrażenie że to ja źle oceniam swoje dzieci, że skoro tylko ja mówię że są niegrzeczne, to chyba ze mną jest coś nie tak, a nie z moimi dziećmi, bo przecież „jak to dzieci! ”
    Wtedy czuje że chyba mam wyjątkowo psotne, jojające i bijące się dzieci. Bo przecież nikt inny nie rozumie o czym ja w ogóle mówię.
    Tekst idelanie pasujący do mojego życia.
    Kocham ich nade wszystko, ale słuchając jęków i dokuczanie od 6 rano, na prawdę można zwariować już w południe. A w tym wszystkim jeszcze zadbać o obowiązki domowe.
    Pewnie niedługo będę się z tego śmiała 😉

    1. „Kochasz swoje dzieci najbardziej na świecie – ja to wiem. I jednocześnie masz ich czasem dosyć. W zasadzie to nie ich masz dosyć, tylko dosyć masz wszystkiego wokół, bo gdybyś miała czas zająć się wyłącznie nimi, nie musiała w tym czasie ogarnąć miliona spraw, to pewnie cierpliwości by Ci nie brakowało. ” Myślę że pod tymi słowami każda matka się podpisze 🙂 dziękuję 🙂

  3. Dziękuję za ten post. Za te słowa. Dokładnie tak się czuje ostatnio, zrozumienia najbliższych brak a po przeczytaniu jakby ulga…. Bo mogę tak się czuć i KTOŚ jednak o tym wie i do tego to rozumie! Dzięki♥️

    1. <3 Wspaniały artykuł, ktoś w końcu napisał jak jest naprawdę… każda z nas ma prawo mieć gorsze chwile i też mieć wszystkiego dosyć a jednak społeczeństwo oczekuje od nas bycia wzorowymi matkami nie skarżącymi sie na nic.. przecież nam tego nie wolno bo już jesteśmy MATKAMI

      Dziękuję <3

  4. Potrzebowałam tego, pięknie to ujęłaś w słowa-to co czuję i myślę,ale jestem ZMĘCZONA i nie potrafię na razie skupić myśli.Jesteś mądra Kobietą.

  5. Bylam narzeajaca mamą. Bylam( choc moze nadal jestem mama z depresja poporodowa).Jestem mama z dwojką dzieci z ASD (brzmi powaznie) I wiem ze jest ciezko i czasem po prostu sie narzeka. Ale czasem na prawde pomaga zmiana perspektywy, myslenia itp. Moje zycie wydawalo mi sie doslownie tragicznie ciężkie jeszcze rok temu, teraz po rocznej pracy z psychologiem mysle ze mam sie calkiem niezle. 🙂

  6. Wydaje mi się że po czasie zapomina się o tym huraganie wychowywania i opieki nad małymi dziećmi, bo pytając moją mamę czy jak byłyśmy małe z siostrą też tak było to mówi że serio nie pamięta jak było, że „jakoś to było” i nie potrafi przywołać w pamięci czy chodziła wyspana czy nie, czy miała dosyć, czy miała złe dni. Na bank miała. Tylko nie pamięta. Jak ja się zastanawiam czy chodziłam niewyspana przy pierwszym dziecku trzy lata temu to też nie pamiętam, teraz na świeżo przeżywam niewyspanie z drugim (14 miesięcy). To chyba nasz mózg coś zaciera po czasie. Albo po prostu każdy dzień jest jednakowy i ja już nie pamiętam czy tydzień temu czy dwa miesiące temu chodziłam cały dzień jak w udręce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code